widzimy
| 25 maja 2016 ]

Osoba czy osobna?

Justy­na Melo­now­ska nie nale­ży z pew­no­ścią do brą­zow­ni­ków Jana Paw­ła II. Z tym, co papież powie­dział na temat kobiet, dys­ku­tu­je, wycho­dząc z tak bli­skich mu pozy­cji per­so­na­li­zmu. Wła­śnie uka­zał się owoc kil­ku lat jej wytę­żo­nej pra­cy – „Osob­na: kobie­ta a per­so­na­lizm Karo­la Woj­ty­ły – Jana Paw­ła II”, w któ­rej dowo­dzi, że mówiąc o natu­rze kobie­co­ści, papież odda­lał się od per­so­na­li­zmu ku esen­cja­li­zmo­wi: cechy przy­na­leż­ne po pro­stu oso­bie, takie jak wraż­li­wość, deli­kat­ność, empa­tię, opie­kuń­czość, nasta­wie­nie na rela­cję, przy­pi­sy­wał kobie­cie. Jak pisze Melo­now­ska:

Papież stwier­dza wprost, że kobie­ta jest „inna” i „ory­gi­nal­na” w swym byciu oso­bą. Owa „inność” daje się odczy­tać jedy­nie przez odnie­sie­nie do męskie­go wzor­ca. Antro­po­lo­gia teo­lo­gicz­na Jana Paw­ła II przy­no­si wobec tego obraz kobie­ty jako osob­nej: przede wszyst­kim innej od męż­czy­zny aż po róż­ni­cę pod­sta­wo­wych cha­rak­te­ry­styk oso­bo­wych. Antro­po­lo­gia ta (czy rze­czy­wi­ście ade­kwat­na?) ozna­cza więc kon­se­kwent­ne odcho­dze­nie (bywa, że bru­tal­ne) od kon­cep­cji oso­by dają­cej nadzie­ję na pod­kre­śle­nie zasad­ni­czej jed­no­rod­no­ści czło­wie­czeń­stwa w stro­nę kon­cep­cji ufun­do­wa­nej na rady­ka­li­za­cji róż­ni­cy.

Osobna

Według Melo­now­skiej Jan Paweł II, uwa­ża­ny za pro­mo­to­ra kobiet (vide: słyn­ne wyra­że­nia „geniusz kobie­co­ści”, „nowy femi­nizm”), w isto­cie swym naucza­niem utrwa­lał tra­dy­cyj­ne wzor­ce, przy­twier­dza­jąc kobie­tę do roli mat­ki. Przy tym według autor­ki tak­że tę rolę postrze­gał w spo­sób znacz­nie zawę­żo­ny i zubo­żo­ny. W „Osob­nej…” czy­ta­my:

Postrze­ga­nie macie­rzyń­stwa jako owo­cu (i zara­zem źró­dła) natu­ral­nych pre­dys­po­zy­cji „kobie­cych” nie­ja­ko unie­waż­nia cały ogrom tru­du, jaki kobie­ta wkła­da w roz­wój i wycho­wa­nie tak samej sie­bie (auto­dy­dak­ty­ka), jak dziec­ka. Mar­gi­na­li­zu­je pro­blem macie­rzyń­stwa jako auten­tycz­nej pra­cy nad swą oso­bo­wo­ścią, zwłasz­cza w kon­tek­ście ter­mi­nów rodza­jo­wo indy­fe­rent­nych. Wola, rozum­ność, opa­no­wa­nie, świa­do­mość celów i in.… To zwłasz­cza ter­mi­ny z Oso­by i czy­nu zasto­so­wa­ne do macie­rzyń­stwa nada­ły­by mu nowy, w peł­ni per­so­na­li­stycz­ny i dotąd zapo­zna­ny wymiar. Wycho­wa­nie i wykształ­ce­nie czło­wie­ka są przede wszyst­kim dzie­dzi­ną myśli, osą­du i woli, któ­re też win­ny kie­ro­wać emo­cja­mi i nada­wać im sto­sow­ny wyraz. Jest to zatem dzie­dzi­na na wskroś per­so­na­li­stycz­na, nie zaś natu­ra­li­stycz­na. Nie wystar­czy zatem okre­ślić macie­rzyń­stwa jako „[…] bez­in­te­re­sow­ne­go daru z sie­bie”, by uka­zać jego per­so­na­li­stycz­ny wymiar.

Trud­no obok tej pozy­cji przejść obo­jęt­nie. Czy­ni ją cie­ka­wą już choć­by fakt, że jest to głos kry­tycz­ny pły­ną­cy z wnę­trza Kościo­ła – jak moż­na zauwa­żyć w dotych­cza­so­wych wypo­wie­dziach medial­nych Justy­ny Melo­now­skiej, chrze­ści­jań­stwo, kato­li­cyzm są dla autor­ki waż­ne. Moż­na powie­dzieć: ich los przej­mu­je ją dogłęb­nie. Jest to przy tym głos uar­gu­men­to­wa­ny, sta­ra­ją­cy się o mak­sy­mal­ny obiek­ty­wizm, pły­ną­cy od oso­by świet­nie poru­sza­ją­cej się w zagad­nie­niach filo­zo­ficz­nych, nie przy­pad­ko­wy okrzyk czy pochrzą­ki­wa­nie publi­cy­sty ama­to­ra. Jak zauwa­ża prof. Sła­wo­mir Mazu­rek, „w przy­szło­ści recep­cja tej pra­cy może się oka­zać odmien­na niż dzi­siaj: dziś spra­wia ona wra­że­nie kry­tycz­nej i dema­ska­tor­skiej, wyda­je się nie­omal ata­kiem na mit papie­ża; w przy­szło­ści może być przy­wo­ły­wa­na przez tych, któ­rzy z jego inte­lek­tu­al­ne­go i ide­owe­go dorob­ku będą usi­ło­wa­li cokol­wiek oca­lić”.

Książ­ka dopie­ro co uka­za­ła się na ryn­ku wydaw­ni­czym, czas więc jesz­cze na wgry­za­nie się w nią i zasta­na­wia­nie, ile racji w swych zastrze­że­niach ma Justy­na Melo­now­ska. Spo­dzie­wam się, że spo­ry będą gorą­ce, i dobrze, oby tyl­ko zda­nie opo­nen­tów nie opie­ra­ło się na myśli, że świę­tość Jana Paw­ła II czy­ni świę­tym i nie­dy­sku­to­wal­nym każ­de jego sło­wo.