widzimy
| 4 lutego 2013 ]

Ostatnie tournée The Quartet

W erze dominacji formatów cyfrowych melomani konfrontują się ze szczególnym paradoksem. Z jednej strony muzyka (lub częściej – jej namiastka) jest właściwie wszechobecna, dostęp do nagrań reprezentatywnych dla większości istniejących gatunków muzycznych stał się niemal nieograniczony, zaś nowoczesne kanały dystrybucji umożliwiają pozyskiwanie miłych uchu dźwięków praktycznie na zawołanie. Z drugiej strony, po nieco baczniejszej obserwacji, okazuje się, że ten na pozór bezkreśnie bogaty pejzaż pełen jest śladów po światach, które choć bezsprzecznie istniały w przeszłości, to ich realność wydaje się obecnie mirażem. I rzecz nie w tym bynajmniej, że nigdy nie dowiemy się, jak brzmiały utwory klasyków sprzed kilku stuleci w ich autorskim wykonaniu – chodzi o epokę w zasadzie nam współczesną. Wystarczy przyjrzeć się dyskografiom artystów z jazzowego kręgu nagrywających w czasach poprzedzających wynalezienie płyty CD. Jedynie nieliczni spośród nich dostąpili zaszczytu digitalizacji większości swoich nagrań, tak by stały się one dostępne szerszej publiczności. W przypadku pozostałych duża część ich dokonań zawisła właściwie na krawędzi niebytu.

Pomijając efemeryczne składy zespołów, które nigdy nie zaznały luksusu zapisania własnej twórczości na nośniku trwalszym niż ludzka pamięć, wielu wykonawców miało szczęście zarejestrowania swojej muzyki w bardziej profesjonalny sposób. Cóż z tego, gdy gros tych nagrań spoczywa w czeluściach archiwów (jeśli w ogóle udało im się obronić przed destrukcyjnym działaniem czasu), zaś inne – na pozór bardziej fartowne – wiodą na poły realny żywot w zakurzonych kolekcjach winyli niegdysiejszych melomanów (zechcą wybaczyć mi tę – nazbyt może generalizującą – opinię autentyczni wielbiciele czarnej płyty). Tym większa więc radość, gdy do powszechnego obiegu zostaje przywrócony prawdziwy rarytas. Z nim też mamy niewątpliwie do czynienia w przypadku świeżo wydanego przez Polskie Radio (we współpracy z Fundacją im. Sławomira Kulpowicza) podwójnego albumu zawierającego archiwalne nagrania legendarnej polskiej formacji jazzowej The Quartet.

Zespół powstał w 1977 roku i przetrwał zaledwie trzy lata. I choć wiele gwiazd rodzimej i zagranicznej sceny także tworzyło konstelacje tyleż olśniewające, co ulotne, to w tym przypadku publiczność miała do czynienia ze zjawiskiem dosyć szczególnym. Jego niecodzienność polegała na tym, że w przeciwieństwie do większości jazzowych składów ten zdecydował się – niejako programowo – funkcjonować bez lidera. A tworzyły go znakomite indywidualności: Janusz Stefański na perkusji i Paweł Jarzębski na kontrabasie stanowili rewelacyjny tandem, który w historii polskiego jazzu zapisał się jako jedna z najlepszych sekcji rytmicznych. Obaj mieli za sobą występy u boku takich tuzów polskiej sceny, jak Namysłowski, Stańko czy Urbaniak. Obaj również – oprócz tradycyjnej funkcji właściwej basowi i bębnom, którą za Ronem Carterem określić można jako „zakotwiczanie” zespołu – wnosili do kwartetu swoje niebanalne partie solowe. Szczególnie wyraziście wypadało brzmienie basu Jarzębskiego – jego głęboko osadzony, miejscami lekko przesterowany sound, osiągany przypuszczalnie za pomocą „kaczki” (czyżby podchwycony od Namysłowskiego podczas sesji do „Winobrania”, gdy lider zagrał pamiętne solo na wiolonczeli, a potem obecny także na płycie „Kujaviak Goes Funky”?), dowodził, że The Quartet, choć bez wątpienia pozostający w orbicie coltrane’owskich inspiracji, zaistniał jednak w epoce jazzu elektrycznego.

Dwoma pozostałymi muzykami kwartetu byli Sławomir Kulpowicz i Tomasz Szukalski – nadzwyczaj zdolny pianista z klasycznym wykształceniem (najmłodszy z całej czwórki) oraz wirtuoz saksofonu zajmujący – już wówczas – wysoką pozycję w środowisku jazzowym także poza granicami Polski. W zestawieniu tych dwóch osobowości zawiera się też chyba wyjaśnienie powodu tak krótkiej działalności tego, cieszącego się przecież wielką popularnością, zespołu. Obaj muzycy nie potrafili najwyraźniej przezwyciężyć konfliktów, które przy współwystępowaniu w jednym obozie dwóch silnych charakterów, musiały wieść do poważnych personalnych animozji. Ostatecznie w roku 1980 – w sytuacji tyleż osobliwej, co filmowej (zainteresowanych odsyłam do eseju pióra Tomasza Tłuczkiewicza dołączonego do omawianego wydawnictwa) – The Quartet zakończył swoją karierę. Dla porządku warto dodać, że ćwierć wieku później nastąpiła krótkotrwała reaktywacja zespołu – kwartet wystąpił m.in. w Warszawie podczas XII Festiwalu Jazz na Starówce. Niestety, była to ostatnia okazja, by usłyszeć na żywo to legendarne combo. W lutym 2008 roku zmarł bowiem Sławomir Kulpowicz, zaś Tomasz Szukalski odszedł w sierpniu ubiegłego roku. Tym samym The Quartet ostatecznie przeszedł do historii.

Znakomitego fragmentu tej historii mamy obecnie możliwość doświadczyć dzięki udostępnieniu nagrań, które zespół zarejestrował w okresie swojej świetności dzięki Polskiemu Radiu. Na dwóch dyskach CD znajdziemy muzykę z sesji pochodzących z 1977 i 1979 roku, a także z występu kwartetu w warszawskiej Filharmonii w roku 1979. Repertuar obu płyt wyczerpująco prezentuje dorobek grupy, zawarto na nich bowiem zarówno utwory znane z dwóch longplayów zespołu wydanych za czasów jego istnienia (choć, oczywiście, w nieco odmiennych interpretacjach), jak i kompozycje dotychczas niedostępne. W sumie ponad 100 minut grania najwyższej próby!

The Quartet był zespołem wykonującym jazz – w najlepszym znaczeniu tego słowa – nowoczesny, zarazem jednak osadzony w granicach, które wytyczyli tacy mistrzowie, jak Coltrane czy Rollins na przełomie lat 50. i 60. Nie było tam zatem miejsca na awangardowe eksperymenty, ekstrawaganckie prowokacje czy choćby granie w modnym wtedy stylu fusion. Tym, co najbardziej charakterystyczne dla twórczości grupy, było bowiem mistrzowskie żonglowanie formą, która mimo że wówczas już nierewolucyjna, wymagała niesłychanej sprawności i wyobraźni, by autentycznie porywać słuchaczy. Muzycy kwartetu mieli wszystko, co niezbędne do zrealizowania tego celu: znakomity warsztat i takąż intuicję, finezję i swobodę wykonawczą oraz, co chyba najistotniejsze, czerpali niekłamaną radość ze wspólnego grania. Dlatego muzyka tej formacji niełatwo daje się wymazać z pamięci. Raz usłyszana, olśniewa melodyką, coraz to nowymi barwami, oraz niewymuszoną wirtuozerią wszystkich tworzących ją artystów.

Okazuje się więc, że historia The Quartet nie stanęła w miejscu wraz ze śmiercią jej dwóch współzałożycieli. Ostatnie – wirtualne – tournée zespołu zaczęło się w styczniu 2013 roku i, miejmy nadzieję, nieprędko się skończy.