widzimy
| 20 maja 2016 ]

„Otwarte rany to nic dobrego”

W tym roku mija 70. rocz­ni­ca pogro­mu w Kiel­cach. Pamięć o tym wyda­rze­niu przy­po­mi­na bole­sną ranę, co do któ­rej nie wia­do­mo, czy wła­ści­wie się zago­iła i jak się z nią obcho­dzić deli­kat­nie, a zara­zem jak ją leczyć. Jest to więc szcze­gól­nie waż­ny czas, aby sta­wiać pyta­nia doty­czą­ce prze­ba­cze­nia i pojed­na­nia. Zmie­rzo­no się z nimi pod­czas kon­fe­ren­cji „Dia­log – pamięć – pojed­na­nie. Ducho­we wymia­ry prze­ba­cze­nia” 9 maja 2016 r. w Kiel­cach, zor­ga­ni­zo­wa­nej przez Sto­wa­rzy­sze­nie Jana Kar­skie­go.

W swo­im wystą­pie­niu rabin Abra­ham Skór­ka przy­wo­łał dys­ku­sję wokół słów pie­śni Mor­de­cha­ja Gebir­ti­ga „S’brent undzer sztetł, brent” („Gore nasze mia­stecz­ko, gore”): „Gore! O bra­cia, gore! / Już żad­na pomoc nie nadej­dzie w porę! / Pło­nie nasze mia­sto dro­gie. / Na ratu­nek! Gaście ogień!” Bada­cze spie­ra­ją się, czy bra­cia, do któ­rych zwra­ca się pod­miot lirycz­ny, mogli ozna­czać chrze­ści­jań­skich współ­bra­ci palą­ce­go się mia­stecz­ka (sło­wa pie­śni może­my odnieść do pogro­mu w Przy­ty­ku), czy też w tam­tej sytu­acji mogli to być tyl­ko Żydzi. Wstrzą­sa­ją­ce pyta­nie posta­wił z kolei arcy­bi­skup Hen­ryk Muszyń­ski: Czy gdy­by chrze­ści­ja­nie i Żydzi żyli ze sobą bar­dziej jak bra­cia, moż­li­we było­by unik­nię­cie takich zbrod­ni? Nie cho­dzi nawet dokład­nie o odpo­wiedź na to pyta­nie. Raczej o to, że nie jest obo­jęt­ne, czy jeste­śmy brać­mi, czy nie. I że jako chrze­ści­ja­nie i Żydzi jeste­śmy w szcze­gól­ny spo­sób powo­ła­ni, żeby szu­kać ducho­we­go wymia­ru prze­ba­cze­nia.

Duchowe wymiary przebaczenia - plakat

Prze­ba­cze­nia może­my szu­kać w samym Bogu – pod­kre­śla­li pane­li­ści żydow­scy i kato­lic­cy. Bóg sta­le oka­zu­je nam swo­ją goto­wość do prze­ba­cze­nia i pojed­na­nia. Nigdy nie męczy się prze­ba­cza­niem. Im bar­dziej my uczy­my się prze­ba­czać, tym bar­dziej przy­go­to­wu­je­my się na życie wiecz­ne. Echem powra­ca­ły sło­wa Psal­mu 103: „Miło­sier­ny jest Pan i łaska­wy / nie­sko­ry do gnie­wu i bar­dzo łagod­ny / Nie wie­dzie spo­ru do koń­ca / i nie pło­nie gnie­wem na wie­ki”.

Prze­ba­cze­nie jest bar­dzo trud­ne i w pew­nym sen­sie nie do poję­cia ludz­ką mia­rą, ale nie jest tyl­ko kwe­stią moral­no­ści, przy­zwo­ito­ści, czy nawet praw danych nam przez Boga. Ono zbli­ża nas do natu­ry Boga, któ­re­go wyzna­je­my. Czy może ist­nieć moc­niej­szy argu­ment za wspól­ną pra­cą na rzecz pojed­na­nia i prze­ba­cze­nia dla chrze­ści­jan i Żydów?

Co wię­cej, Bóg zachę­ca nas tak­że do dia­lo­gu. Dia­log nie jest tyl­ko kwe­stią kur­tu­azji. Cała Biblia – jak uczy przy­wo­ły­wa­ny w cza­sie kon­fe­ren­cji Mar­tin Buber – może być odczy­ta­na jako dia­log z dru­gim czło­wie­kiem, ze sobą i z Bogiem. Rabin Micha­el Schu­drich stwier­dził, że widok bra­ci będą­cych razem wręcz spra­wia Bogu przy­jem­ność.

Jak jed­nak dokład­niej wyja­śnić związ­ki pomię­dzy pamię­cią, dia­lo­giem a pojed­na­niem? Zarów­no tra­dy­cja żydow­ska, jak i chrze­ści­jań­ska wska­zu­je na war­tość pamię­ci, ale też moc­no wią­że ją z teraź­niej­szo­ścią. Pamięć Naj­wyż­sze­go trwa i nie jest zależ­na od cza­su. Arcy­bi­skup Hen­ryk Muszyń­ski przy­wo­łał okre­śle­nia na przy­po­mi­na­nie, wspo­mi­na­nie, czy­li hebraj­skie sło­wo zika­ron (na przy­kład Yom HaZi­ka­ron to dzień pamię­ci świę­to­wa­ny w Izra­elu, poświę­co­ny wszyst­kim wal­czą­cym o nie­pod­le­głość Izra­ela) oraz grec­kie sło­wo anam­ne­za (któ­rą okre­śla się mię­dzy inny­mi jed­ną z modlitw w cza­sie litur­gii eucha­ry­stycz­nej). Wspo­mi­na­jąc, sta­je­my się świad­ka­mi prze­szło­ści. Bie­rze­my na sie­bie odpo­wie­dzial­ność za to, że sły­szy­my, że widzi­my to, co się zda­rzy­ło. Nie może­my wpraw­dzie zmie­nić prze­szło­ści, ale może­my coś zro­bić z wpły­wem prze­szło­ści. Pod tym wzglę­dem rów­nież prze­ba­cze­nie jest bar­dziej ukie­run­ko­wa­ne na przy­szłość niż na prze­szłość. Sta­no­wi moż­li­wą odpo­wiedź na zło i poma­ga zmie­nić świat na lep­sze.

W odczy­ta­nym wystą­pie­niu księ­dza Wacła­wa Hry­nie­wi­cza padło pyta­nie, czy mamy wia­rę w to, że Bóg ma moc prze­mia­ny świa­ta z naszą pomo­cą. Wyda­je mi się, że taką wła­śnie ogrom­ną wia­rę i deter­mi­na­cję mają świad­ko­wie dia­lo­gu i pojed­na­nia, któ­rzy dzie­li­li się swo­im doświad­cze­niem w cza­sie kon­fe­ren­cji. Mie­rzą się oni z prze­kra­cza­niem swo­je­go wła­sne­go ja i otwar­ciem się na dru­gie­go czło­wie­ka. Ksiądz Man­fred Dese­la­ers opo­wia­dał, że naj­pierw musiał skon­fron­to­wać się ze świa­do­mo­ścią, że jego wła­sny naród doko­nał zbrod­ni w cza­sie II Woj­ny Świa­to­wej. Następ­nie w cza­sie swo­je­go poby­tu w Izra­elu, a potem miesz­ka­jąc w Pol­sce, nauczył się, że naj­waż­niej­sze, co może zro­bić, to po pro­stu być, słu­chać i nie ucie­kać. Być może tym wła­śnie jest dia­log?

Fot. Stowarzyszenie im. Jana Karskiego

Fot. Sto­wa­rzy­sze­nie im. Jana Kar­skie­go

Cho­ciaż tak bar­dzo sku­piam się na kon­tek­ście chrze­ści­jań­sko-żydow­skim, to war­to tak­że odnieść się do innych doświad­czeń. Woj­ciech Eichel­ber­ger przy­po­mniał ćwi­cze­nie z tra­dy­cji Zen, któ­re pole­ga na spoj­rze­niu głę­bo­ko w oczy dru­giej oso­bie i powie­dze­niu naj­pierw „ja to ja, ty to ty”, a kie­dy dru­ga oso­ba zro­bi to samo, moż­na doświad­czyć tego, jak to jest powie­dzieć dru­giej oso­bie „ty to ja, ja to ty”.

A prze­cież to wła­śnie samot­ność doty­ka ofia­ry zbrod­ni i cier­pień. Kie­dy otwie­ram się na ból dru­gie­go czło­wie­ka, może to pro­wa­dzić nas do pojed­na­nia. Z byciem świad­kiem też wią­że się poczu­cie osa­mot­nie­nia. Arcy­bi­skup Hen­ryk Muszyń­ski wspo­mi­nał, że kie­dy pod koniec lat osiem­dzie­sią­tych przy­jeż­dżał upa­mięt­niać ofia­ry pogro­mu kie­lec­kie­go, był jed­ną z nie­wie­lu osób obec­nych na cmen­ta­rzu.

Z dru­giej stro­ny pro­ces dia­lo­gu i pojed­na­nia rodzi przy­jaź­nie i może być źró­dłem rado­ści. Pod­czas spo­tka­nia mia­ło miej­sce wrę­cze­nie rabi­no­wi Abra­ha­mo­wi Skór­ce dyplo­mu „Czło­wie­ka Pojed­na­nia”, tytu­łu przy­zna­wa­ne­go przez Pol­ską Radę Chrze­ści­jan i Żydów. Lau­re­at z wdzięcz­no­ścią wspo­mi­nał przy­jaź­nie swo­ich poprzed­ni­ków – kar­dy­na­łów i rabi­nów, dzię­ki któ­rym moż­li­we były kolej­ne kro­ki w dia­lo­gu chrze­ści­jań­sko-żydow­skim, takich jak rabin Abra­ham Heschel i kar­dy­nał Bea, a tak­że swo­je wię­zi z papie­żem Fran­cisz­kiem.

Rabin Skór­ka zacy­to­wał list od papie­ża Fran­cisz­ka, któ­ry otrzy­mał od nie­go na wieść o otrzy­ma­nym odzna­cze­niu: „Otwar­te rany to nic dobre­go i mogą pro­wa­dzić do dal­szych zaka­żeń. Ale kie­dy się zaskle­pią, zosta­ją jedy­nie bli­zny, któ­re, z cza­sem, sta­ją się inte­gral­ną pozo­sta­ło­ścią w naszej histo­rii”.

W ostat­nim pane­lu wystą­pi­ły oso­by, dla któ­rych miej­sce pocho­dze­nia, a czę­sto i życia, jakim są Kiel­ce, jest waż­nym punk­tem odnie­sie­nia. Doświad­czy­li oni życia z otwar­tą raną. Dzie­li­li się swo­im doświad­cze­niem zmia­ny, jaka zaszła w ich mie­ście, w któ­rym wie­le się wyda­rzy­ło i dzie­je w zakre­sie upa­mięt­nie­nia i budo­wa­nia kul­tu­ry poko­ju. Marek Cedu­ła przy­wo­łał roz­mo­wę izra­el­skie­go rabi­na i syna, któ­rej był świad­kiem. Sta­li oni przed zapro­jek­to­wa­nym przez nie­go pomni­kiem meno­ry upa­mięt­nia­ją­cym kie­lec­kich Żydów, któ­ry ma bar­dzo cha­rak­te­ry­stycz­ną for­mę – widzi­my tyl­ko gór­ny frag­ment wysta­ją­cy z zie­mi. Ojciec, któ­rzy przy­wiózł do Pol­ski zbun­to­wa­ne­go prze­ciw reli­gii i histo­rii swo­je­go naro­du syna, zauwa­żył z gory­czą, że ten pew­nie powie mu teraz, że ta meno­ra jest jak świat żydow­ski w Pol­sce, zata­pia­ją­cy się pod zie­mię. „Ależ ta meno­ra wzno­si się do góry” – powie­dział z zachwy­tem syn.

Zabliź­nia­nie ran, dia­log i pojed­na­nie są pro­ce­sem. Trud­nym i dłu­gim. I cho­ciaż napi­sa­łam o ranie, co do któ­rej nie do koń­ca wia­do­mo, czy się wygo­iła, to jed­nak kon­fe­ren­cja w Kiel­cach pozwa­la zatrzy­mać się i z nadzie­ją posłu­chać świad­ków, któ­rzy spra­wia­ją, że nie jest to sama rana.