myslimy
| 14 sierpnia 2015 ]

Papieska ekologia

Dyskusja o encyklice „Laudato si’” papieża Franciszka - część 3

Na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku dostrzeżono, że wykorzystywanie bogactw natury przez człowieka nie może odbywać się w sposób nieograniczony. W 1968 roku ukazała się książka amerykańskiego ekologa Paula Ehrlicha o znamiennym tytule „Population bomb”. Rok później sekretarz generalny ONZ, Sithu U Thant, ogłosił obszerny raport zatytułowany „Problemy ludzkiego środowiska”, znany powszechnie jako Raport U Thanta. W 1972 roku ukazał się inny raport, zatytułowany „Granice wzrostu”, który został przygotowany dla Klubu Rzymskiego – międzynarodowej organizacji zrzeszającej naukowców, polityków i biznesmenów, zajmującej się globalnymi problemami świata. Powszechnie zaczęto mówić wtedy o „kryzysie ekologicznym”. W trzech wspomnianych opracowaniach oraz w wielu innych publikacja, które ukazały się od tamtego czasu, za główną przyczynę kryzysu uznano przeludnienie, ponieważ zbyt wielu ludzi zbyt dużo konsumuje, zagrażając w ten sposób przyszłości naszej planety. W ten sposób w drugiej połowie XX wieku człowiek z racji samego tylko istnienia został uznany za największe zagrożenie dla ludzkości i środowiska przyrodniczego.

Może się komuś wydawać, że Kościół za długo zwlekał z wydaniem dokumentu najwyższej rangi poświęconego nabrzmiewającym przez kilka dziesięcioleci problemom środowiskowym. Jednak Kościół nie zwlekał, bo w tym czasie wielokrotnie zabierał głos na temat „kryzysu ekologicznego”. Zagadnienie to zostało uwzględnione w nauczeniu papieskim już w 1971 roku i znalazło się w przemówieniach Pawła VI i w liście apostolskim Octogesima adveniens. W następnym roku, w odpowiedzi na prośbę sekretarza generalnego konferencji sztokholmskiej, Stolica Apostolska opracowała obszerne „Stanowisko wobec ochrony środowiska naturalnego człowieka”. O niewłaściwym wykorzystywaniu bogactw przyrody i przekształceniu środowiska przyrodniczego wielokrotnie pisał i mówił Jan Paweł II, a w 2004 roku Papieska Rada Iustica et Pax podsumowała nauczanie Kościoła na temat ochrony środowiska w „Kompendium nauki społecznej Kościoła”. Po Janie Pawle II zagadnienia te były jeszcze kilkakrotnie poruszane przez Benedykta XVI. Jednak w żadnym dokumencie papieskim sprawy nadmiernej eksploatacji bogactw naturalnych i dewastacji biosfery nie stały się przedmiotem tak głębokiej refleksji, jak uczynił to Ojciec Święty Franciszek w encyklice zatytułowanej Laudato si’.

ency3

Rozważania Franciszka na temat relacji człowieka z otaczającym go światem przyrody są w znacznej mierze kontynuacją i obszernym rozwinięciem nauczania papieskiego od Pawła VI do Benedykta XVI. Franciszek czerpie także z myśli Bartłomieja, patriarchy Konstantynopola. Jednak wiele fragmentów encykliki tchnie oryginalnością i nie znajdziemy dla nich inspiracji we wcześniejszych dokumentach Magisterium. Ma to zapewne związek z życiem Franciszka. Wzrastał i przez lata służył Kościołowi na kontynencie południowoamerykańskim, gdzie ludzka nędza i niszczenie środowiska naturalnego występują powszechnie obok siebie i są bardziej dotkliwe niż w bogatej Europie, skąd pochodzili wcześniejsi papieże. To doświadczenie Ojca Świętego wyniesione z Buenos Aires i z Kościoła Katolickiego w Ameryce Południowej sprawia, że różni się od swoich wielkich poprzedników, których pamięć jest tak żywa wśród polskich katolików. Jest inny, bo wyrósł w innej kulturze i dostrzega problemy, których my, Europejczycy, nie dostrzegamy.

Poszukując przyczyn niewłaściwego korzystania z zasobów przyrody, które prowadzi do ich niszczenia, Franciszek nie zgadza się z dominującym przekazem, że jest to problem, który można rozwiązać poprzez rozwój nauki i techniki oraz ograniczenie wielkości populacji ludzkiej. Zdaniem Papieża jest to problem natury moralnej polegający na błędnym postrzeganiu otaczającego świata jako czegoś, co służy tylko użyciu i może być zużyte dla realizacji doraźnych celów. Zauważa, że człowiek przekształca rzeczywistość według swoich doraźnych potrzeb i nie uwzględnia pełnego i pierwotnego przeznaczenia rzeczy, które zostały im nadane przez Stwórcę.

Ojciec Święty wielokrotnie stwierdza, że wszystko jest ze sobą powiązane. W szczególności widzi silne związki między wewnętrzną strukturą człowieka, postrzeganiem otaczającego świata ludzi i rzeczy, kształtowaniem relacji społecznych oraz korzystaniem z bogactw naturalnych. Aby podkreślić znaczenie tych wszystkich związków, w całej encyklice stosuje konsekwentnie termin „ekologia integralna”. Dlatego Franciszek bardzo mocno i po wielokroć podkreśla, że nieodpowiednie wykorzystywanie zasobów przyrody nie jest czymś oderwanym od pozostałych aspektów ludzkiego życia. Tak jak manipulujemy swoim ciałem, jak traktujemy drugich, a szczególnie bezbronnych i ubogich, tak samo kształtujemy nasz stosunek do bogactwa przyrodniczego ziemi. Jeżeli nie zatroszczymy się o życie ludzi najmniejszych i najbardziej bezbronnych, przebywających jeszcze w łonach swoich matek, jeżeli najubożsi nadal będą bezwzględnie wykorzystywani i spychani w coraz większą nędzę, to nie będzie miejsca na troskę o otaczający nas świat przyrody. Papież jasno dowodzi, że problemów środowiskowych nie można traktować w izolacji od problemów społecznych. Jedne i drugie mają te same przyczyny – chęć użycia własnego ciała, innych ludzi i tego wszystkiego, co jest wokół, do zaspokajania doraźnych potrzeb. Dla podkreślenia tego związku przyrównuje rzesze ludzi wykluczonych, nieznajdujących dla siebie miejsca w społeczeństwach, do wysypisk odpadów – ludzie i rzeczy stają się śmieciami.

Nie powinna zatem budzić wątpliwości diagnoza przyczyn niszczenia środowiska przyrodniczego przedstawiona przez Franciszka. Degradacja wartości przyrodniczych jest według papieża skutkiem degradacji etycznej i kulturowej. Porzucenie wspólnych wartości i pojawienie się indywidualizmu etycznego i kulturowego stoją nie tylko za osłabieniem więzi spajających ludzi w rodziny i większe społeczności, ale przyczyniają się także do egoistycznego zawłaszczania jak największej ilości dóbr i do braku dbałości o skutki nadmiernej konsumpcji. Dążące do niezależności jednostki skłaniają się przede wszystkim do egoistycznej realizacji własnych pragnień i poszukiwania natychmiastowej satysfakcji zarówno kosztem innych ludzi, jak i kosztem środowiska przyrodniczego, w którym żyją. Zajmując miejsce Boga, człowiek sam chce decydować o wszystkim, dąży do samowystarczalności i poczucia bezpieczeństwa w świecie, który bez reszty ma być jego dziełem. Chce panować nad swoim życiem i życiem każdej istoty, uznając, że sam może rozstrzygać o dobru i złu. Wspólne są zatem korzenie kryzysów zagrażających społeczeństwom i środowisku przyrodniczemu. Do ich rozwiązania nie wystarczą nowe odkrycia naukowe, rozwiązania techniczne, regulacje prawne i usprawnienia organizacyjne. Potrzebna jest moralna przemiana człowieka, który stanie się zdolnym do poświęcenia i dzielenia się; konieczna jest przemiana moralna, która pozwoli człowiekowi na uwolnienie się od nałogu konsumowania.

Do ważnych fragmentów encykliki należą rozważania nad zasadą dobra wspólnego w odniesieniu do zasobów przyrody. Według Franciszka powinny być one dostępne całej ludzkości, a nie tylko tym, którzy urodzili się w miejscach ich występowania lub posiedli do nich prawo własności. Więcej, zasada dobra wspólnego i wynikające z niej powszechne przeznaczenie dóbr ziemi dotyczy też przyszłych pokoleń, które mają prawo z nich korzystać. Solidarność ludzka nie oznacza zatem tylko solidarności z żyjącymi obok nas i z mieszkańcami innych krajów i innych kontynentów, ale także z przyszłymi pokoleniami, które przyjdą po nas. Papież Franciszek pięknie ukazał tu logikę bezinteresownego daru, który sami otrzymaliśmy i powinniśmy się nim dzielić z innymi oraz przekazać następnym pokoleniom.

Możliwości zmiany niekorzystnych trendów Franciszek dostrzega w prostocie, wstrzemięźliwości, pokorze, akceptacji samego siebie, zdolności radowania się, gdy ma się niewiele, przeżywania każdej chwili z wdzięcznością za otrzymane dary. Taki zestaw postaw duchowych Ojciec Święty zaleca wszystkim chcącym wieść szczęśliwe życie w zgodzie ze światem ludzi, zwierząt i roślin oraz rzeczy. Prosta jest recepta Franciszka na takie życie. Staje się ono możliwe dzięki umiejętnemu ograniczaniu indywidualnych potrzeb i otwarciu się na możliwości, które przynosi codzienność. Recepta prosta, lecz niełatwa do zastosowania, bo wymagająca nawrócenia. Trzeba się odwrócić od nieustannej konsumpcji, która pozwala na krótkotrwałe przyjemności, lecz nie może zaspokoić stale rosnącego apetytu i rodzi smutek „z powodu tego, czego nie posiadamy”. Zarazem w pogodzie ducha trzeba się zwrócić ku temu „co istnieje, choćby tego było niewiele”. Ta recepta ściśle wiąże się z akceptacją obecności Boga w ludzkim życiu. Dopiero wtedy z wdzięcznością i bezinteresownością można dostrzec w stworzeniu dzieło Boga i dar Jego miłości, który został dany człowiekowi. Rozwijając tę myśl, papież pisze, że „nie jesteśmy odłączeni od innych stworzeń, tworząc z innymi istotami wszechświata wspaniałą powszechną komunię”, i uznajemy „powiązania, przez które Ojciec nas zjednoczył ze wszystkimi bytami.” Ta relacja wynika z wiary i nakład na nas poważną odpowiedzialność za dzieło stworzenia.

Franciszek radzi, aby tę receptę na życie realizować między innymi w czasie codziennej modlitwy towarzyszącej posiłkom. Ta prosta modlitwa nie tylko wyraża wdzięczność za spożyte pokarmy, lecz umacnia w nas owo poczucie wdzięczności należne Bogu za wszelkie otrzymane dary i dzieło stworzenia, z których korzystamy. Nasze dziękczynienie obejmuje też wszystkich, którzy swoją pracą zapewnili nam spożywane dobra. Wreszcie, ta prosta modlitwa „przypomina nam o naszej zależności od Boga” i pozwala oddalić pokusę samowystarczalności i niezależności od Niego.

„Wszechświat rozwija się w Bogu, który go całkowicie wypełnia”. To zdanie jest wprowadzeniem do ostatnich części encykliki poświęconych duchowej relacji człowieka z dziełem stworzenia. Franciszek nazywa ją „duchowością ekologiczną”, która nie koncentruje się na widzialnym świecie i na prawach nim rządzących. Papież proponuje poznawanie otaczającego nas świata poprzez kontemplację, która prowadzi do odsłaniania piękna i dobra stworzenia skrywającego się pod wielką różnorodnością żywych istot i podtrzymujących ich życie procesów fizycznych, chemicznych i biologicznych. Zachęca do zagłębienia się w tajemnicę stworzenia, czyli w „misterium, które trzeba podziwiać w liściu, w ścieżce, w rosie, w twarzy ubogiego”, a które ostatecznie jest drogą prowadzącą do Boga. Franciszek podkreśla, że „każde stworzenie odzwierciedla coś z Boga” i że zmartwychwstały Chrystus „żyje w głębi każdej istoty, otaczając ją swoją miłością i przenikając ją swoim światłem”. W ten sposób Bóg, nieskończenie doskonalszy od swoich dzieł, staje w centrum papieskich rozważań.

Papież zdaje się przypominać wszystkim wyznawcom Chrystusa i wszystkim ludziom dobrej woli, że do poznania przyrody i troski o nią prowadzą dwie drogi. Pierwsza wiedzie przez odkrywanie praw rządzących przyrodą dzięki naukowym dociekaniom, druga zaś prowadzi poprzez odkrywanie ukrytego w niej piękna i dobra. Na pierwszej możliwe jest rozpoznanie mechanizmów kształtujących otaczających nas świat i ustalenie rozmaitych powiązań między jego elementami. Na drugiej możemy wejść w świat wartości, których sami nie tworzymy, lecz odkrywamy je i uznajemy za nieprzemijające, bo dane przez Stwórcę wszelkiego piękna i dobra. Jeśli uznamy, że wystarczające jest poznanie oferowane przez nauki przyrodnicze i bazujące na nich rozwiązania techniczne, to nasza racjonalność szybko obróci się przeciw przyrodzie, a ostatecznie przeciw nam, ludziom, ponieważ będziemy poszukiwać przede wszystkim szybkich i efektywnych rozwiązań bieżących problemów i służących osiąganiu doraźnych celów. Potrzebny jest nam również świat wartości, który pozwala wprząc rozwiązania dostarczane przez naukę w tworzenie i zachowanie piękna i dobra. Nawrócenie, które proponuje Franciszek, jest właśnie nawróceniem ku pięknie i dobru, które możemy odkrywać w ludziach i w otaczającym nas świecie przyrody, a ostatecznie w Bogu, Stwórcy wszystkiego.

***

Wiele jest mądrych rozważań i trafnych myśli w encyklice Laudato si’. Franciszek proponuje w niej oryginalne spojrzenie na relację człowieka do reszty stworzenia. Są w niej jednak takie fragmenty, które mnie jako biologowi i ekologowi niełatwo zaakceptować i swoimi wątpliwościami też chciałbym się podzielić. W szczególności chcę zwrócić uwagę na trzy kwestie.

(1) W kilku miejscach papież przedstawia wyidealizowany obraz przyrody, który z rzeczywistością ekologiczną odkrywaną w ostatnich latach ma niewiele wspólnego. Pisze na przykład o „równowadze ekosystemu” (np. punkt 35) i o „harmonijnej jedności organizmów” (punkt 140). Jako parający się ekologią od wielu lat daleki jestem od takiego postrzegania ekosystemów, bo bardzo często zachodzą w nich zjawiska raptownie je zmieniające. Prowadzą one do masowej śmierci jednych organizmów, a zarazem przyczyniają się do gwałtownego rozprzestrzeniania się innych. Większość mechanizmów przyrodniczych, które dotyczą związków między gatunkami, opiera się na bezpośrednich zyskach i stratach, a nie na harmonii, co w istocie prowadzi do często obserwowanego braku równowagi ekosystemów. W wielu sytuacjach człowiek wręcz podejmuje starania, aby doprowadzić do równowagi tam, gdzie naturalne zjawiska tę równowagę zaburzają.

(2) Dwukrotnie w tekście jest wspomniana ewolucja biologiczna. W punkcie 18. papież pisze: „Choć zmiany należą do dynamiki złożonych systemów, prędkość, jaką im narzucają ludzkie działania, kontrastuje dziś z naturalną powolnością ewolucji biologicznej”. Z kolei w punkcie 81. jest takie zdanie: „Człowiek, choć jest również objęty procesami ewolucyjnymi, niesie ze sobą pewną nowość, której nie da się wyjaśnić przez ewolucję oraz inne systemy otwarte”.

Całkowicie zgadzam się z tymi zdaniami, ponieważ uważam, że ewolucja biologiczna jest procesem kształtującym organizmy żywe, w tym również biologiczną naturę człowieka. Z tych zdań wnoszę też, że papież ma poglądy jak większość współczesnych biologów, którzy akceptują teorię ewolucji, jako dobrze uzasadnioną odkryciami biologii. Jednocześnie nie zgadza się z tymi, którzy przy pomocy tej teorii chcą wyjaśnić całą naturę człowieka. Dlaczego jednak te dwa zdania zwróciły moją uwagę? Ponieważ ewolucja biologiczna jest tu wspomniana jakby mimochodem, jakby coś oczywistego w nauczaniu Kościoła. I w taki sposób została ona przedstawiona chyba po raz pierwszy. Tymczasem nawet w ostatnich latach takiej akceptacji nie było. Owszem, Jan Paweł II powiedział o teorii ewolucji, że jest czymś więcej niż hipotezą i że znajduje poparcie w wynikach wielu badań. Benedykt XVI teorią ewolucji wprost ani razu się nie zajął, lecz kilkakrotnie stwierdził, że teoria ewolucji nie pozwala na pełne zrozumienie człowieka. Franciszek o tej niemożliwości zrozumienia człowieka w oparciu o ewolucję biologiczną też pisze. Jednak ani Jan Paweł II, ani Benedykt XVI nigdzie nie wyrazili dla tej teorii tak wyraźnej aprobaty, jak to uczynił Franciszek. I moja wątpliwość tego właśnie dotyczy: czy nauczanie Kościoła może tak wyraźnie opowiadać się za jedną z teorii naukowych, choćby wspierało ją prawie 100 procent biologów?

(3) Papież pisze o „solidnym konsensusie naukowym” dotyczącym ocieplania klimatu w ostatnich dekadach. Z tym stwierdzeniem jak najbardziej trzeba się zgodzić, bo wzrost temperatury jest faktem stwierdzanym w niezliczonych pomiarach temperatury na całej kuli ziemskiej. Problem tkwi jednak z tym, że dalej Franciszek twierdzi, iż za ociepleniem klimatu stoi człowiek, ponieważ świadczą o tym liczne badania naukowe (punkt 23). Uznaje zatem, że ten wspomniany konsensus naukowy dotyczy też rozpoznania mechanizmu stojącego za ociepleniem. W taki sposób Ojciec Święty opowiada się za jednym z możliwych naukowych wyjaśnień mechanizmów kształtujących klimat globalny, a encyklika staje się tym samym elementem dyskusji naukowej. W rezultacie, mimo licznych wątpliwości w środowisku naukowym, ocieplenie klimatu jest w encyklice tak samo traktowane jak zanieczyszczanie wód, ziemi i powietrza przez rozmaite odpady, jak hałas i jak niszczenie bogactwa biologicznego.

Zajmując tak wyraźne stanowisko w sprawie ocieplenia klimatu, papież włączył się do dyskusji, która już wiele lat temu przestała być wyłącznie sporem naukowym. Stała się ona elementem decyzji politycznych i gospodarczych, które w znacznej części są wyrazem troski o stan środowiska, lecz nierzadko mają charakter koniunkturalny. Na pewno ci, którzy winią człowieka za wzrost temperatury i czerpią z tego korzyści, otrzymali w postaci dokumentu papieskiego bardzo mocne wsparcie w rozpowszechnianiu swoich poglądów