myslimy
| 14 sierpnia 2015 ]

Papieska ekologia

Dyskusja o encyklice „Laudato si’” papieża Franciszka - część 3

Na prze­ło­mie lat 60. i 70. ubie­głe­go wie­ku dostrze­żo­no, że wyko­rzy­sty­wa­nie bogactw natu­ry przez czło­wie­ka nie może odby­wać się w spo­sób nie­ogra­ni­czo­ny. W 1968 roku uka­za­ła się książ­ka ame­ry­kań­skie­go eko­lo­ga Pau­la Ehr­li­cha o zna­mien­nym tytu­le „Popu­la­tion bomb”. Rok póź­niej sekre­tarz gene­ral­ny ONZ, Sithu U Thant, ogło­sił obszer­ny raport zaty­tu­ło­wa­ny „Pro­ble­my ludz­kie­go śro­do­wi­ska”, zna­ny powszech­nie jako Raport U Than­ta. W 1972 roku uka­zał się inny raport, zaty­tu­ło­wa­ny „Gra­ni­ce wzro­stu”, któ­ry został przy­go­to­wa­ny dla Klu­bu Rzym­skie­go – mię­dzy­na­ro­do­wej orga­ni­za­cji zrze­sza­ją­cej naukow­ców, poli­ty­ków i biz­nes­me­nów, zaj­mu­ją­cej się glo­bal­ny­mi pro­ble­ma­mi świa­ta. Powszech­nie zaczę­to mówić wte­dy o „kry­zy­sie eko­lo­gicz­nym”. W trzech wspo­mnia­nych opra­co­wa­niach oraz w wie­lu innych publi­ka­cja, któ­re uka­za­ły się od tam­te­go cza­su, za głów­ną przy­czy­nę kry­zy­su uzna­no prze­lud­nie­nie, ponie­waż zbyt wie­lu ludzi zbyt dużo kon­su­mu­je, zagra­ża­jąc w ten spo­sób przy­szło­ści naszej pla­ne­ty. W ten spo­sób w dru­giej poło­wie XX wie­ku czło­wiek z racji same­go tyl­ko ist­nie­nia został uzna­ny za naj­więk­sze zagro­że­nie dla ludz­ko­ści i śro­do­wi­ska przy­rod­ni­cze­go.

Może się komuś wyda­wać, że Kościół za dłu­go zwle­kał z wyda­niem doku­men­tu naj­wyż­szej ran­gi poświę­co­ne­go nabrzmie­wa­ją­cym przez kil­ka dzie­się­cio­le­ci pro­ble­mom śro­do­wi­sko­wym. Jed­nak Kościół nie zwle­kał, bo w tym cza­sie wie­lo­krot­nie zabie­rał głos na temat „kry­zy­su eko­lo­gicz­ne­go”. Zagad­nie­nie to zosta­ło uwzględ­nio­ne w naucze­niu papie­skim już w 1971 roku i zna­la­zło się w prze­mó­wie­niach Paw­ła VI i w liście apo­stol­skim Octo­ge­si­ma adve­niens. W następ­nym roku, w odpo­wie­dzi na proś­bę sekre­ta­rza gene­ral­ne­go kon­fe­ren­cji sztok­holm­skiej, Sto­li­ca Apo­stol­ska opra­co­wa­ła obszer­ne „Sta­no­wi­sko wobec ochro­ny śro­do­wi­ska natu­ral­ne­go czło­wie­ka”. O nie­wła­ści­wym wyko­rzy­sty­wa­niu bogactw przy­ro­dy i prze­kształ­ce­niu śro­do­wi­ska przy­rod­ni­cze­go wie­lo­krot­nie pisał i mówił Jan Paweł II, a w 2004 roku Papie­ska Rada Iusti­ca et Pax pod­su­mo­wa­ła naucza­nie Kościo­ła na temat ochro­ny śro­do­wi­ska w „Kom­pen­dium nauki spo­łecz­nej Kościo­ła”. Po Janie Paw­le II zagad­nie­nia te były jesz­cze kil­ka­krot­nie poru­sza­ne przez Bene­dyk­ta XVI. Jed­nak w żad­nym doku­men­cie papie­skim spra­wy nad­mier­nej eks­plo­ata­cji bogactw natu­ral­nych i dewa­sta­cji bios­fe­ry nie sta­ły się przed­mio­tem tak głę­bo­kiej reflek­sji, jak uczy­nił to Ojciec Świę­ty Fran­ci­szek w ency­kli­ce zaty­tu­ło­wa­nej Lau­da­to si’.

ency3

Roz­wa­ża­nia Fran­cisz­ka na temat rela­cji czło­wie­ka z ota­cza­ją­cym go świa­tem przy­ro­dy są w znacz­nej mie­rze kon­ty­nu­acją i obszer­nym roz­wi­nię­ciem naucza­nia papie­skie­go od Paw­ła VI do Bene­dyk­ta XVI. Fran­ci­szek czer­pie tak­że z myśli Bar­tło­mie­ja, patriar­chy Kon­stan­ty­no­po­la. Jed­nak wie­le frag­men­tów ency­kli­ki tchnie ory­gi­nal­no­ścią i nie znaj­dzie­my dla nich inspi­ra­cji we wcze­śniej­szych doku­men­tach Magi­ste­rium. Ma to zapew­ne zwią­zek z życiem Fran­cisz­ka. Wzra­stał i przez lata słu­żył Kościo­ło­wi na kon­ty­nen­cie połu­dnio­wo­ame­ry­kań­skim, gdzie ludz­ka nędza i nisz­cze­nie śro­do­wi­ska natu­ral­ne­go wystę­pu­ją powszech­nie obok sie­bie i są bar­dziej dotkli­we niż w boga­tej Euro­pie, skąd pocho­dzi­li wcze­śniej­si papie­że. To doświad­cze­nie Ojca Świę­te­go wynie­sio­ne z Buenos Aires i z Kościo­ła Kato­lic­kie­go w Ame­ry­ce Połu­dnio­wej spra­wia, że róż­ni się od swo­ich wiel­kich poprzed­ni­ków, któ­rych pamięć jest tak żywa wśród pol­skich kato­li­ków. Jest inny, bo wyrósł w innej kul­tu­rze i dostrze­ga pro­ble­my, któ­rych my, Euro­pej­czy­cy, nie dostrze­ga­my.

Poszu­ku­jąc przy­czyn nie­wła­ści­we­go korzy­sta­nia z zaso­bów przy­ro­dy, któ­re pro­wa­dzi do ich nisz­cze­nia, Fran­ci­szek nie zga­dza się z domi­nu­ją­cym prze­ka­zem, że jest to pro­blem, któ­ry moż­na roz­wią­zać poprzez roz­wój nauki i tech­ni­ki oraz ogra­ni­cze­nie wiel­ko­ści popu­la­cji ludz­kiej. Zda­niem Papie­ża jest to pro­blem natu­ry moral­nej pole­ga­ją­cy na błęd­nym postrze­ga­niu ota­cza­ją­ce­go świa­ta jako cze­goś, co słu­ży tyl­ko uży­ciu i może być zuży­te dla reali­za­cji doraź­nych celów. Zauwa­ża, że czło­wiek prze­kształ­ca rze­czy­wi­stość według swo­ich doraź­nych potrzeb i nie uwzględ­nia peł­ne­go i pier­wot­ne­go prze­zna­cze­nia rze­czy, któ­re zosta­ły im nada­ne przez Stwór­cę.

Ojciec Świę­ty wie­lo­krot­nie stwier­dza, że wszyst­ko jest ze sobą powią­za­ne. W szcze­gól­no­ści widzi sil­ne związ­ki mię­dzy wewnętrz­ną struk­tu­rą czło­wie­ka, postrze­ga­niem ota­cza­ją­ce­go świa­ta ludzi i rze­czy, kształ­to­wa­niem rela­cji spo­łecz­nych oraz korzy­sta­niem z bogactw natu­ral­nych. Aby pod­kre­ślić zna­cze­nie tych wszyst­kich związ­ków, w całej ency­kli­ce sto­su­je kon­se­kwent­nie ter­min „eko­lo­gia inte­gral­na”. Dla­te­go Fran­ci­szek bar­dzo moc­no i po wie­lo­kroć pod­kre­śla, że nie­od­po­wied­nie wyko­rzy­sty­wa­nie zaso­bów przy­ro­dy nie jest czymś ode­rwa­nym od pozo­sta­łych aspek­tów ludz­kie­go życia. Tak jak mani­pu­lu­je­my swo­im cia­łem, jak trak­tu­je­my dru­gich, a szcze­gól­nie bez­bron­nych i ubo­gich, tak samo kształ­tu­je­my nasz sto­su­nek do bogac­twa przy­rod­ni­cze­go zie­mi. Jeże­li nie zatrosz­czy­my się o życie ludzi naj­mniej­szych i naj­bar­dziej bez­bron­nych, prze­by­wa­ją­cych jesz­cze w łonach swo­ich matek, jeże­li naj­uboż­si nadal będą bez­względ­nie wyko­rzy­sty­wa­ni i spy­cha­ni w coraz więk­szą nędzę, to nie będzie miej­sca na tro­skę o ota­cza­ją­cy nas świat przy­ro­dy. Papież jasno dowo­dzi, że pro­ble­mów śro­do­wi­sko­wych nie moż­na trak­to­wać w izo­la­cji od pro­ble­mów spo­łecz­nych. Jed­ne i dru­gie mają te same przy­czy­ny – chęć uży­cia wła­sne­go cia­ła, innych ludzi i tego wszyst­kie­go, co jest wokół, do zaspo­ka­ja­nia doraź­nych potrzeb. Dla pod­kre­śle­nia tego związ­ku przy­rów­nu­je rze­sze ludzi wyklu­czo­nych, nie­znaj­du­ją­cych dla sie­bie miej­sca w spo­łe­czeń­stwach, do wysy­pisk odpa­dów – ludzie i rze­czy sta­ją się śmie­cia­mi.

Nie powin­na zatem budzić wąt­pli­wo­ści dia­gno­za przy­czyn nisz­cze­nia śro­do­wi­ska przy­rod­ni­cze­go przed­sta­wio­na przez Fran­cisz­ka. Degra­da­cja war­to­ści przy­rod­ni­czych jest według papie­ża skut­kiem degra­da­cji etycz­nej i kul­tu­ro­wej. Porzu­ce­nie wspól­nych war­to­ści i poja­wie­nie się indy­wi­du­ali­zmu etycz­ne­go i kul­tu­ro­we­go sto­ją nie tyl­ko za osła­bie­niem wię­zi spa­ja­ją­cych ludzi w rodzi­ny i więk­sze spo­łecz­no­ści, ale przy­czy­nia­ją się tak­że do ego­istycz­ne­go zawłasz­cza­nia jak naj­więk­szej ilo­ści dóbr i do bra­ku dba­ło­ści o skut­ki nad­mier­nej kon­sump­cji. Dążą­ce do nie­za­leż­no­ści jed­nost­ki skła­nia­ją się przede wszyst­kim do ego­istycz­nej reali­za­cji wła­snych pra­gnień i poszu­ki­wa­nia natych­mia­sto­wej satys­fak­cji zarów­no kosz­tem innych ludzi, jak i kosz­tem śro­do­wi­ska przy­rod­ni­cze­go, w któ­rym żyją. Zaj­mu­jąc miej­sce Boga, czło­wiek sam chce decy­do­wać o wszyst­kim, dąży do samo­wy­star­czal­no­ści i poczu­cia bez­pie­czeń­stwa w świe­cie, któ­ry bez resz­ty ma być jego dzie­łem. Chce pano­wać nad swo­im życiem i życiem każ­dej isto­ty, uzna­jąc, że sam może roz­strzy­gać o dobru i złu. Wspól­ne są zatem korze­nie kry­zy­sów zagra­ża­ją­cych spo­łe­czeń­stwom i śro­do­wi­sku przy­rod­ni­cze­mu. Do ich roz­wią­za­nia nie wystar­czą nowe odkry­cia nauko­we, roz­wią­za­nia tech­nicz­ne, regu­la­cje praw­ne i uspraw­nie­nia orga­ni­za­cyj­ne. Potrzeb­na jest moral­na prze­mia­na czło­wie­ka, któ­ry sta­nie się zdol­nym do poświę­ce­nia i dzie­le­nia się; koniecz­na jest prze­mia­na moral­na, któ­ra pozwo­li czło­wie­ko­wi na uwol­nie­nie się od nało­gu kon­su­mo­wa­nia.

Do waż­nych frag­men­tów ency­kli­ki nale­żą roz­wa­ża­nia nad zasa­dą dobra wspól­ne­go w odnie­sie­niu do zaso­bów przy­ro­dy. Według Fran­cisz­ka powin­ny być one dostęp­ne całej ludz­ko­ści, a nie tyl­ko tym, któ­rzy uro­dzi­li się w miej­scach ich wystę­po­wa­nia lub posie­dli do nich pra­wo wła­sno­ści. Wię­cej, zasa­da dobra wspól­ne­go i wyni­ka­ją­ce z niej powszech­ne prze­zna­cze­nie dóbr zie­mi doty­czy też przy­szłych poko­leń, któ­re mają pra­wo z nich korzy­stać. Soli­dar­ność ludz­ka nie ozna­cza zatem tyl­ko soli­dar­no­ści z żyją­cy­mi obok nas i z miesz­kań­ca­mi innych kra­jów i innych kon­ty­nen­tów, ale tak­że z przy­szły­mi poko­le­nia­mi, któ­re przyj­dą po nas. Papież Fran­ci­szek pięk­nie uka­zał tu logi­kę bez­in­te­re­sow­ne­go daru, któ­ry sami otrzy­ma­li­śmy i powin­ni­śmy się nim dzie­lić z inny­mi oraz prze­ka­zać następ­nym poko­le­niom.

Moż­li­wo­ści zmia­ny nie­ko­rzyst­nych tren­dów Fran­ci­szek dostrze­ga w pro­sto­cie, wstrze­mięź­li­wo­ści, poko­rze, akcep­ta­cji same­go sie­bie, zdol­no­ści rado­wa­nia się, gdy ma się nie­wie­le, prze­ży­wa­nia każ­dej chwi­li z wdzięcz­no­ścią za otrzy­ma­ne dary. Taki zestaw postaw ducho­wych Ojciec Świę­ty zale­ca wszyst­kim chcą­cym wieść szczę­śli­we życie w zgo­dzie ze świa­tem ludzi, zwie­rząt i roślin oraz rze­czy. Pro­sta jest recep­ta Fran­cisz­ka na takie życie. Sta­je się ono moż­li­we dzię­ki umie­jęt­ne­mu ogra­ni­cza­niu indy­wi­du­al­nych potrzeb i otwar­ciu się na moż­li­wo­ści, któ­re przy­no­si codzien­ność. Recep­ta pro­sta, lecz nie­ła­twa do zasto­so­wa­nia, bo wyma­ga­ją­ca nawró­ce­nia. Trze­ba się odwró­cić od nie­ustan­nej kon­sump­cji, któ­ra pozwa­la na krót­ko­trwa­łe przy­jem­no­ści, lecz nie może zaspo­ko­ić sta­le rosną­ce­go ape­ty­tu i rodzi smu­tek „z powo­du tego, cze­go nie posia­da­my”. Zara­zem w pogo­dzie ducha trze­ba się zwró­cić ku temu „co ist­nie­je, choć­by tego było nie­wie­le”. Ta recep­ta ści­śle wią­że się z akcep­ta­cją obec­no­ści Boga w ludz­kim życiu. Dopie­ro wte­dy z wdzięcz­no­ścią i bez­in­te­re­sow­no­ścią moż­na dostrzec w stwo­rze­niu dzie­ło Boga i dar Jego miło­ści, któ­ry został dany czło­wie­ko­wi. Roz­wi­ja­jąc tę myśl, papież pisze, że „nie jeste­śmy odłą­cze­ni od innych stwo­rzeń, two­rząc z inny­mi isto­ta­mi wszech­świa­ta wspa­nia­łą powszech­ną komu­nię”, i uzna­je­my „powią­za­nia, przez któ­re Ojciec nas zjed­no­czył ze wszyst­ki­mi byta­mi.” Ta rela­cja wyni­ka z wia­ry i nakład na nas poważ­ną odpo­wie­dzial­ność za dzie­ło stwo­rze­nia.

Fran­ci­szek radzi, aby tę recep­tę na życie reali­zo­wać mię­dzy inny­mi w cza­sie codzien­nej modli­twy towa­rzy­szą­cej posił­kom. Ta pro­sta modli­twa nie tyl­ko wyra­ża wdzięcz­ność za spo­ży­te pokar­my, lecz umac­nia w nas owo poczu­cie wdzięcz­no­ści należ­ne Bogu za wszel­kie otrzy­ma­ne dary i dzie­ło stwo­rze­nia, z któ­rych korzy­sta­my. Nasze dzięk­czy­nie­nie obej­mu­je też wszyst­kich, któ­rzy swo­ją pra­cą zapew­ni­li nam spo­ży­wa­ne dobra. Wresz­cie, ta pro­sta modli­twa „przy­po­mi­na nam o naszej zależ­no­ści od Boga” i pozwa­la odda­lić poku­sę samo­wy­star­czal­no­ści i nie­za­leż­no­ści od Nie­go.

„Wszech­świat roz­wi­ja się w Bogu, któ­ry go cał­ko­wi­cie wypeł­nia”. To zda­nie jest wpro­wa­dze­niem do ostat­nich czę­ści ency­kli­ki poświę­co­nych ducho­wej rela­cji czło­wie­ka z dzie­łem stwo­rze­nia. Fran­ci­szek nazy­wa ją „ducho­wo­ścią eko­lo­gicz­ną”, któ­ra nie kon­cen­tru­je się na widzial­nym świe­cie i na pra­wach nim rzą­dzą­cych. Papież pro­po­nu­je pozna­wa­nie ota­cza­ją­ce­go nas świa­ta poprzez kon­tem­pla­cję, któ­ra pro­wa­dzi do odsła­nia­nia pięk­na i dobra stwo­rze­nia skry­wa­ją­ce­go się pod wiel­ką róż­no­rod­no­ścią żywych istot i pod­trzy­mu­ją­cych ich życie pro­ce­sów fizycz­nych, che­micz­nych i bio­lo­gicz­nych. Zachę­ca do zagłę­bie­nia się w tajem­ni­cę stwo­rze­nia, czy­li w „miste­rium, któ­re trze­ba podzi­wiać w liściu, w ścież­ce, w rosie, w twa­rzy ubo­gie­go”, a któ­re osta­tecz­nie jest dro­gą pro­wa­dzą­cą do Boga. Fran­ci­szek pod­kre­śla, że „każ­de stwo­rze­nie odzwier­cie­dla coś z Boga” i że zmar­twych­wsta­ły Chry­stus „żyje w głę­bi każ­dej isto­ty, ota­cza­jąc ją swo­ją miło­ścią i prze­ni­ka­jąc ją swo­im świa­tłem”. W ten spo­sób Bóg, nie­skoń­cze­nie dosko­nal­szy od swo­ich dzieł, sta­je w cen­trum papie­skich roz­wa­żań.

Papież zda­je się przy­po­mi­nać wszyst­kim wyznaw­com Chry­stu­sa i wszyst­kim ludziom dobrej woli, że do pozna­nia przy­ro­dy i tro­ski o nią pro­wa­dzą dwie dro­gi. Pierw­sza wie­dzie przez odkry­wa­nie praw rzą­dzą­cych przy­ro­dą dzię­ki nauko­wym docie­ka­niom, dru­ga zaś pro­wa­dzi poprzez odkry­wa­nie ukry­te­go w niej pięk­na i dobra. Na pierw­szej moż­li­we jest roz­po­zna­nie mecha­ni­zmów kształ­tu­ją­cych ota­cza­ją­cych nas świat i usta­le­nie roz­ma­itych powią­zań mię­dzy jego ele­men­ta­mi. Na dru­giej może­my wejść w świat war­to­ści, któ­rych sami nie two­rzy­my, lecz odkry­wa­my je i uzna­je­my za nie­prze­mi­ja­ją­ce, bo dane przez Stwór­cę wszel­kie­go pięk­na i dobra. Jeśli uzna­my, że wystar­cza­ją­ce jest pozna­nie ofe­ro­wa­ne przez nauki przy­rod­ni­cze i bazu­ją­ce na nich roz­wią­za­nia tech­nicz­ne, to nasza racjo­nal­ność szyb­ko obró­ci się prze­ciw przy­ro­dzie, a osta­tecz­nie prze­ciw nam, ludziom, ponie­waż będzie­my poszu­ki­wać przede wszyst­kim szyb­kich i efek­tyw­nych roz­wią­zań bie­żą­cych pro­ble­mów i słu­żą­cych osią­ga­niu doraź­nych celów. Potrzeb­ny jest nam rów­nież świat war­to­ści, któ­ry pozwa­la wprząc roz­wią­za­nia dostar­cza­ne przez naukę w two­rze­nie i zacho­wa­nie pięk­na i dobra. Nawró­ce­nie, któ­re pro­po­nu­je Fran­ci­szek, jest wła­śnie nawró­ce­niem ku pięk­nie i dobru, któ­re może­my odkry­wać w ludziach i w ota­cza­ją­cym nas świe­cie przy­ro­dy, a osta­tecz­nie w Bogu, Stwór­cy wszyst­kie­go.

***

Wie­le jest mądrych roz­wa­żań i traf­nych myśli w ency­kli­ce Lau­da­to si’. Fran­ci­szek pro­po­nu­je w niej ory­gi­nal­ne spoj­rze­nie na rela­cję czło­wie­ka do resz­ty stwo­rze­nia. Są w niej jed­nak takie frag­men­ty, któ­re mnie jako bio­lo­go­wi i eko­lo­go­wi nie­ła­two zaak­cep­to­wać i swo­imi wąt­pli­wo­ścia­mi też chciał­bym się podzie­lić. W szcze­gól­no­ści chcę zwró­cić uwa­gę na trzy kwe­stie.

(1) W kil­ku miej­scach papież przed­sta­wia wyide­ali­zo­wa­ny obraz przy­ro­dy, któ­ry z rze­czy­wi­sto­ścią eko­lo­gicz­ną odkry­wa­ną w ostat­nich latach ma nie­wie­le wspól­ne­go. Pisze na przy­kład o „rów­no­wa­dze eko­sys­te­mu” (np. punkt 35) i o „har­mo­nij­nej jed­no­ści orga­ni­zmów” (punkt 140). Jako para­ją­cy się eko­lo­gią od wie­lu lat dale­ki jestem od takie­go postrze­ga­nia eko­sys­te­mów, bo bar­dzo czę­sto zacho­dzą w nich zja­wi­ska rap­tow­nie je zmie­nia­ją­ce. Pro­wa­dzą one do maso­wej śmier­ci jed­nych orga­ni­zmów, a zara­zem przy­czy­nia­ją się do gwał­tow­ne­go roz­prze­strze­nia­nia się innych. Więk­szość mecha­ni­zmów przy­rod­ni­czych, któ­re doty­czą związ­ków mię­dzy gatun­ka­mi, opie­ra się na bez­po­śred­nich zyskach i stra­tach, a nie na har­mo­nii, co w isto­cie pro­wa­dzi do czę­sto obser­wo­wa­ne­go bra­ku rów­no­wa­gi eko­sys­te­mów. W wie­lu sytu­acjach czło­wiek wręcz podej­mu­je sta­ra­nia, aby dopro­wa­dzić do rów­no­wa­gi tam, gdzie natu­ral­ne zja­wi­ska tę rów­no­wa­gę zabu­rza­ją.

(2) Dwu­krot­nie w tek­ście jest wspo­mnia­na ewo­lu­cja bio­lo­gicz­na. W punk­cie 18. papież pisze: „Choć zmia­ny nale­żą do dyna­mi­ki zło­żo­nych sys­te­mów, pręd­kość, jaką im narzu­ca­ją ludz­kie dzia­ła­nia, kon­tra­stu­je dziś z natu­ral­ną powol­no­ścią ewo­lu­cji bio­lo­gicz­nej”. Z kolei w punk­cie 81. jest takie zda­nie: „Czło­wiek, choć jest rów­nież obję­ty pro­ce­sa­mi ewo­lu­cyj­ny­mi, nie­sie ze sobą pew­ną nowość, któ­rej nie da się wyja­śnić przez ewo­lu­cję oraz inne sys­te­my otwar­te”.

Cał­ko­wi­cie zga­dzam się z tymi zda­nia­mi, ponie­waż uwa­żam, że ewo­lu­cja bio­lo­gicz­na jest pro­ce­sem kształ­tu­ją­cym orga­ni­zmy żywe, w tym rów­nież bio­lo­gicz­ną natu­rę czło­wie­ka. Z tych zdań wno­szę też, że papież ma poglą­dy jak więk­szość współ­cze­snych bio­lo­gów, któ­rzy akcep­tu­ją teo­rię ewo­lu­cji, jako dobrze uza­sad­nio­ną odkry­cia­mi bio­lo­gii. Jed­no­cze­śnie nie zga­dza się z tymi, któ­rzy przy pomo­cy tej teo­rii chcą wyja­śnić całą natu­rę czło­wie­ka. Dla­cze­go jed­nak te dwa zda­nia zwró­ci­ły moją uwa­gę? Ponie­waż ewo­lu­cja bio­lo­gicz­na jest tu wspo­mnia­na jak­by mimo­cho­dem, jak­by coś oczy­wi­ste­go w naucza­niu Kościo­ła. I w taki spo­sób zosta­ła ona przed­sta­wio­na chy­ba po raz pierw­szy. Tym­cza­sem nawet w ostat­nich latach takiej akcep­ta­cji nie było. Owszem, Jan Paweł II powie­dział o teo­rii ewo­lu­cji, że jest czymś wię­cej niż hipo­te­zą i że znaj­du­je popar­cie w wyni­kach wie­lu badań. Bene­dykt XVI teo­rią ewo­lu­cji wprost ani razu się nie zajął, lecz kil­ka­krot­nie stwier­dził, że teo­ria ewo­lu­cji nie pozwa­la na peł­ne zro­zu­mie­nie czło­wie­ka. Fran­ci­szek o tej nie­moż­li­wo­ści zro­zu­mie­nia czło­wie­ka w opar­ciu o ewo­lu­cję bio­lo­gicz­ną też pisze. Jed­nak ani Jan Paweł II, ani Bene­dykt XVI nigdzie nie wyra­zi­li dla tej teo­rii tak wyraź­nej apro­ba­ty, jak to uczy­nił Fran­ci­szek. I moja wąt­pli­wość tego wła­śnie doty­czy: czy naucza­nie Kościo­ła może tak wyraź­nie opo­wia­dać się za jed­ną z teo­rii nauko­wych, choć­by wspie­ra­ło ją pra­wie 100 pro­cent bio­lo­gów?

(3) Papież pisze o „solid­nym kon­sen­su­sie nauko­wym” doty­czą­cym ocie­pla­nia kli­ma­tu w ostat­nich deka­dach. Z tym stwier­dze­niem jak naj­bar­dziej trze­ba się zgo­dzić, bo wzrost tem­pe­ra­tu­ry jest fak­tem stwier­dza­nym w nie­zli­czo­nych pomia­rach tem­pe­ra­tu­ry na całej kuli ziem­skiej. Pro­blem tkwi jed­nak z tym, że dalej Fran­ci­szek twier­dzi, iż za ocie­ple­niem kli­ma­tu stoi czło­wiek, ponie­waż świad­czą o tym licz­ne bada­nia nauko­we (punkt 23). Uzna­je zatem, że ten wspo­mnia­ny kon­sen­sus nauko­wy doty­czy też roz­po­zna­nia mecha­ni­zmu sto­ją­ce­go za ocie­ple­niem. W taki spo­sób Ojciec Świę­ty opo­wia­da się za jed­nym z moż­li­wych nauko­wych wyja­śnień mecha­ni­zmów kształ­tu­ją­cych kli­mat glo­bal­ny, a ency­kli­ka sta­je się tym samym ele­men­tem dys­ku­sji nauko­wej. W rezul­ta­cie, mimo licz­nych wąt­pli­wo­ści w śro­do­wi­sku nauko­wym, ocie­ple­nie kli­ma­tu jest w ency­kli­ce tak samo trak­to­wa­ne jak zanie­czysz­cza­nie wód, zie­mi i powie­trza przez roz­ma­ite odpa­dy, jak hałas i jak nisz­cze­nie bogac­twa bio­lo­gicz­ne­go.

Zaj­mu­jąc tak wyraź­ne sta­no­wi­sko w spra­wie ocie­ple­nia kli­ma­tu, papież włą­czył się do dys­ku­sji, któ­ra już wie­le lat temu prze­sta­ła być wyłącz­nie spo­rem nauko­wym. Sta­ła się ona ele­men­tem decy­zji poli­tycz­nych i gospo­dar­czych, któ­re w znacz­nej czę­ści są wyra­zem tro­ski o stan śro­do­wi­ska, lecz nie­rzad­ko mają cha­rak­ter koniunk­tu­ral­ny. Na pew­no ci, któ­rzy winią czło­wie­ka za wzrost tem­pe­ra­tu­ry i czer­pią z tego korzy­ści, otrzy­ma­li w posta­ci doku­men­tu papie­skie­go bar­dzo moc­ne wspar­cie w roz­po­wszech­nia­niu swo­ich poglą­dów