myslimy
| 12 czerwca 2014 ]

Paradoksy bliskości

Uczciwie informujemy, że autor recenzji i autorka opisywanej książki znają się dobrze i przyjaźnią, co może obniżać o kilka punktów stopień obiektywizmu (jeśli coś takiego istnieje). Nie jest to oczywiście rzecz bezprecedensowa w przypadku recenzji. Niewiele precedensów ma jednak informowanie czytelników o takim stanie rzeczy.

„Oso­bli­we skut­ki mał­żeń­stwa” Ewa Kie­dio nazy­wa „ksią­żecz­ką”. Zdrob­nie­nia funk­cjo­nu­ją w języ­ku z kil­ku wzglę­dów. Po pierw­sze wska­zu­ją na nie­wiel­ki roz­miar desy­gna­tu. I fak­tycz­nie, te 90 stron naj­now­szej publi­ka­cji Biblio­te­ki Wię­zi obję­to­ścio­wo wyglą­da skrom­nie w porów­na­niu do więk­szo­ści publi­ka­cji z tej serii, a Eli­zie Orzesz­ko­wej w takim for­ma­cie praw­do­po­dob­nie nie uda­ło­by się zmie­ścić opi­su przy­droż­ne­go drze­wa. Po dru­gie zdrob­nie­nia mogą suge­ro­wać piesz­czo­tli­wy, czu­ły sto­su­nek do przed­mio­tu. I to zasto­so­wa­nie świet­nie pasu­je w tym kon­tek­ście. „Oso­bli­we skut­ki mał­żeń­stwa” to „ksią­żecz­ka” w znacz­nej mie­rze o czu­ło­ści, jest też tro­chę o… piesz­czo­tach (i to dość pikant­nie momen­ta­mi!). Czy­ta­jąc ją, mia­łem dużo pozy­tyw­nych i przy­jem­nych sko­ja­rzeń, po pew­nym więc cza­sie na samą książ­kę patrzę już z czu­ło­ścią. O piesz­czo­tach, par­don, pisać nie będę…

Jest jed­nak taka funk­cja zdrob­nień, któ­ra nijak się ma do książ­ki Ewy. Nie spo­sób mia­no­wi­cie patrzeć na nią pobłaż­li­wie i suge­ru­jąc się nie­wiel­ką obję­to­ścią, podej­rze­wać o nie­do­sta­tek tre­ści. Wprost prze­ciw­nie! Lek­kość wywo­du i świe­żość języ­ka połą­czo­ne z zaska­ku­ją­cy­mi myśla­mi czy­nią ten esej jed­no­cze­śnie bar­dzo przy­stęp­nym w odbio­rze, jak i skła­nia­ją­cym do reflek­sji. Autor­ka zresz­tą udo­wad­nia, że para­dok­sy są jedy­nie kwe­stią per­spek­ty­wy. Jak na przy­kład wte­dy, gdy prze­kła­da na język codzien­no­ści fakt, że w mał­żeń­stwie jed­no­cze­śnie nastę­pu­je reduk­cja „ja”, jak też jego nie­wy­obra­żal­ny wzrost. Sło­wa te ponad­to są odpo­wie­dzią na wie­le lęków mło­dych ludzi przed przy­stą­pie­niem do sakra­men­tu mał­żeń­stwa.

I spo­śród wie­lu wąt­ków „Oso­bli­wych skut­ków mał­żeń­stwa” chciał­bym wła­śnie na ten zwró­cić szcze­gól­ną uwa­gę. Nie jest to wątek głów­ny, ale uwa­żam, że nie­zmier­nie waż­ny. Potrze­ba nam takich prze­ko­nu­ją­cych publi­ka­cji na temat mał­żeń­stwa, bo my się go coraz czę­ściej po pro­stu boimy lub też bar­dzo redu­ku­je­my. W ludziach jest mnó­stwo lęku przed wcho­dze­niem w praw­dzi­we, bli­skie rela­cje, gdyż wyma­ga­ją one cał­ko­wi­te­go, ufne­go otwar­cia się na dru­gą oso­bę – nie tyl­ko ze swo­imi siła­mi, ale też sła­bo­ścia­mi. W kul­tu­rze, któ­ra sta­wia na sil­nych, boga­tych i prze­bo­jo­wych, sła­bo­ści czę­sto skry­wa­my przed samy­mi sobą, nie mówiąc już o innych. Ewa Kie­dio nato­miast dowo­dzi, że lekar­stwem na tę dole­gli­wość jest mał­żeń­stwo, prze­ży­wa­ne w spo­sób peł­ny i świa­do­my. Przed­sta­wia je z jed­nej stro­ny jako otwar­cie się na tajem­ni­cę, któ­rej pięk­no zdu­mie­wa bez­czel­ni­ka szu­ka­ją­ce­go jej sen­su (jak ewan­ge­licz­ni „gwał­tow­ni­cy zdo­by­wa­ją­cy Kró­le­stwo Nie­bie­skie”). Z dru­giej stro­ny jest to też zmie­nia­nie rolek papie­ru toa­le­to­we­go we wspól­nej łazien­ce. Trans­cen­dent­ne i przy­ziem­ne – to napraw­dę nie­da­le­ko od sie­bie.

Jesz­cze jed­na spra­wa. Zbi­gniew Nosow­ski pisze w przed­mo­wie: „«Oso­bli­we skut­ki mał­żeń­stwa» to pocią­ga­ją­ca ese­istycz­na medy­ta­cja o sakra­men­cie mał­żeń­stwa. Pocią­ga­ją­ca – bo gdy się ją czy­ta, to aż się chce żenić, by móc doświad­czyć tego, o czym pisze autor­ka”. Zga­dzam się z nim. W związ­ku z czym, mając na uwa­dze dobro sta­nu duchow­ne­go, usil­nie nale­gam, by wszyst­kie oso­by kon­se­kro­wa­ne omi­ja­ły książ­kę sze­ro­kim łukiem. Wszyst­kim innym – pole­cam!

Książ­ka Ewy Kie­dio „Oso­bli­we skut­ki mał­żeń­stwa” uka­za­ła się nakła­dem Wydaw­nic­twa Więź, www​.wiez​.pl.