myslimy
| 10 października 2013 ]

Poznanie w Kościele

Jak poznaje Kościół (1)

Naj­lep­sze dys­ku­sje o Koście­le roz­gry­wa­ją się obec­nie w Inter­ne­cie, nie ma dnia, żebym się na jakąś nie natknął i do jakiejś nie włą­czył. Wszyst­ko przez roz­wój Face­bo­oka, gdzie moż­na spo­tkać wie­lu inte­re­su­ją­cych auto­rów, wcze­śniej oddzie­lo­nych od świa­ta papie­rem. Druk w zasa­dzie nie pozwa­lał na żywe inte­rak­cje, a dziś moż­na swo­bod­nie inda­go­wać ludzi o ich poglą­dy. Komen­ta­rze two­rzą w zasa­dzie osob­ne dzie­ło, czę­sto publi­ka­cja wyj­ścio­wa sta­je się przez to mniej waż­na od tego, co się pod nią roz­gry­wa.

 

Jakiś czas temu roz­ma­wia­łem o sta­tu­sie nauki Kościo­ła. Mój kole­ga, Jakub Pacan, dzien­ni­karz „Fron­dy” i „Rzecz­po­spo­li­tej” - któ­ry o lata świetl­ne wyprze­dza mnie w orto­dok­sji - stwier­dził, że kie­ru­je się abso­lut­ną wier­no­ścią wobec Urzę­du Nauczy­ciel­skie­go, zda­je się na mądrość papie­ży i Kon­gre­ga­cji Nauki Wia­ry, wie­rzy w rze­tel­ność kościel­nych badań teo­lo­gicz­nych i w świa­tło Ducha Świę­te­go, któ­ry pro­wa­dzi Kościół. Była to wypo­wiedź zupeł­nie zro­zu­mia­ła i wca­le się moje­mu kole­dze nie dzi­wię, wszak po to się jest w Koście­le, żeby od nie­go czer­pać pew­ność, jaka jest rze­czy­wi­stość i jak się w niej poru­szać, by osią­gnąć zba­wie­nie. Jed­nak mimo tego, że w ogó­le mnie dekla­ra­cje wier­no­ści zło­żo­ne przez moje­go inter­lo­ku­to­ra nie dzi­wią, to uwa­żam jego głos za nie­zwy­kle naiw­ny. Dla­cze­go?

Fot. Mar­cin Kie­dio

Otóż widzę w takiej posta­wie cał­ko­wi­te­go zda­nia się na Kościół zupeł­ne pod­da­nie wła­sne­go rozu­mu i poten­cja­łu poznaw­cze­go, rezy­gna­cję z prze­ży­wa­nia swo­ich zależ­no­ści ze świa­tem oso­bi­ście, we wła­snym wnę­trzu, w opar­ciu o realizm doświad­czeń, i przed­ło­że­nie nad to, co się fak­tycz­nie same­mu wie, róż­nych arbi­tral­nych posta­no­wień innych ludzi. Taka zasa­da „słu­cham zawsze Kościo­ła” jest, według mnie, bar­dzo nie­bez­piecz­na, bo Urząd Nauczy­ciel­ski gło­sił prze­cież opi­nie róż­ne, nie­rzad­ko od Sasa do Lasa, wie­le swo­ich sfor­mu­ło­wań na prze­strze­ni wie­ków prze­bu­do­wy­wał, ist­nie­je przez to zawsze szan­sa, że i aktu­al­ny stan orzecz­nic­twa może się zmie­nić. Tym samym, kto odda­je całą wła­dzę nad swo­im pozna­niem Kościo­ło­wi, ten stą­pa po grzą­skim grun­cie, napo­ty­ka róż­ne sprzecz­no­ści. A gdzie się poja­wia­ją sprzecz­no­ści, tam nie moż­na mówić, żeśmy dane zagad­nie­nie pozna­li. Życie w sprzecz­no­ściach jest życiem dale­ko od rze­czy­wi­sto­ści, życiem nie­au­ten­tycz­nym.

Moż­na zatem powie­dzieć, że bez­re­flek­syj­ne zda­nie się na Kościół psu­je ideę pozna­wa­nia, poważ­nie nisz­czy tę jed­ną z waż­niej­szych spraw­no­ści czło­wie­ka, wypro­wa­dza go z tro­ski o praw­dę o świe­cie do tro­ski o inte­res wła­snej gru­py reli­gij­nej. Sko­ro Kościół na prze­strze­ni wie­ków prze­bu­do­wy­wał róż­ne swo­je sta­no­wi­ska, ale zawsze wyma­gał od swo­ich dzie­ci wier­no­ści, to widać, że nie­rzad­ko bar­dziej niż o pozna­nie, szło mu o dys­cy­pli­nę i rząd dusz.

Popa­trz­my na pewien przy­kład. Nie jest to zagad­nie­nie szcze­gól­nie zna­ne i szcze­gól­nie emo­cjo­nu­ją­ce. Oto mamy Dekret Świę­tej Kon­gre­ga­cji Cum ad aures z 12 sierp­nia 1679 r. Trak­tu­je on o kwe­stii czę­stej Komu­nii Świę­tej. Nie będę teraz wpro­wa­dzał w isto­tę spo­ru, któ­ry Kon­gre­ga­cja wyja­śnia, bo po pierw­sze, czy­tel­ni­cy z pew­no­ścią domy­śla­ją się albo i wie­dzą, o co mogło cho­dzić, po dru­gie – nie to jest istot­ne dla tego tek­stu. Mnie inte­re­su­je wyłącz­nie jeden z punk­tów tego doku­men­tu. Brzmi on nastę­pu­ją­co:

Jeśli cho­dzi o mał­żon­ków, niech [paste­rze] bar­dziej zwra­ca­ją uwa­gę na to, co mówi Apo­stoł, gdy nie chce, „by uni­ka­li jed­no dru­gie­go, chy­ba że na pewien czas za obo­pól­ną zgo­dą, by oddać się modli­twie” (1 Kor 7,5); niech ich poważ­nie upo­mi­na­ją, że tym bar­dziej powin­ni zacho­wać wstrze­mięź­li­wość ze wzglę­du na sza­cu­nek dla naj­święt­szej Eucha­ry­stii i z czyst­szym ser­cem gro­ma­dzić się we wspól­no­cie uczty nie­biań­skiej.

Myślę, że nie trze­ba tego frag­men­tu szcze­gó­ło­wo tłu­ma­czyć, wyraź­nie widać, jak Kościół trak­to­wał współ­ży­cie mał­żon­ków. Oczy­wi­ście - w prze­ci­wień­stwie do jan­se­ni­stów choć­by - nie gar­dził nim, ale też nie widział w nim żad­ne­go walo­ru (poza pro­kre­acją) i cią­gle pod­kre­ślał wiel­kie napię­cie pomię­dzy sek­sem a sacrum.

Dziś ta nauka już nie obo­wią­zu­je, mał­żeń­stwom nie zale­ca się wstrze­mięź­li­wo­ści z sza­cun­ku do przyj­mo­wa­nej Komu­nii, nie utrzy­mu­je się, że seks mał­żon­ków szko­dzi „czy­sto­ści ser­ca” i godzi w świę­tość Eucha­ry­stii. Seks bar­dzo dowar­to­ścio­wa­no i wie­lu teo­lo­gów jed­ność mał­żon­ków, wyra­ża­ną w akcie mał­żeń­skim, odno­si do Komu­nii. Jak widać, zmie­ni­ło się i postrze­ga­nie sek­su, i miej­sca Eucha­ry­stii w życiu. Zmie­ni­ła się też poety­ka, dziś w tych spra­wach sły­szy­my zupeł­nie inny język.

Powyż­szy przy­kład na to, że Kościół zmie­nia wraż­li­wość i swo­je sta­no­wi­ska, jest bar­dzo dys­kret­ny, pierw­szy z brze­gu. Moż­na by doszu­kać się poważ­niej­szych roz­zie­wów. Co muszą powie­dzieć ci, któ­rzy twier­dzą, że we wszyst­kim podą­ża­ją wier­nie za Kościo­łem? Muszą powie­dzieć, że dziś mogą współ­żyć w mał­żeń­stwie bez więk­szych obaw, a kil­ka wie­ków temu było­by to na cen­zu­ro­wa­nym i utrud­ni­ło­by im dostęp do Eucha­ry­stii. A zatem dwa róż­ne sta­no­wi­ska, dwie róż­ne posta­wy życio­we. A jaka jest praw­da o rze­czy­wi­sto­ści? W któ­rym momen­cie Kościół miał rację? Ludzie bez­kry­tycz­nie zasłu­cha­ni w Kościół takich pytań nie sta­wia­ją. Wyznaw­com poglą­du, że Kościół ma zawsze rację, w ogó­le przed ocza­mi nie sta­je kwe­stia praw­dy, a wyłącz­nie kwe­stia wier­no­ści.

Do pomy­śle­nia jest, że zmie­ni się tak­że nauka o anty­kon­cep­cji. Moż­na to łatwo wywieść z wyżej wyka­zy­wa­nej dyna­mi­ki naucza­nia kościel­ne­go. Dziś Kościół naucza o szko­dli­wo­ści anty­kon­cep­cji, głów­nie o szko­dli­wo­ści psy­chicz­nej i ducho­wej. Czę­sto mówi jak to szko­dzi wię­zi, mówi o men­tal­no­ści anty­kon­cep­cyj­nej, odsą­dza sto­su­ją­cych anty­kon­cep­cję od czci i wia­ry. Być może za jakiś czas uzna, że to wca­le nie musi nicze­go psuć, że anty­kon­cep­cja wca­le nie musi godzić w miłość mał­żon­ków. Zmia­na tego orzecz­nic­twa wyda­je się bar­dzo praw­do­po­dob­na, wła­śnie dla­te­go, że postrze­ga­nie sek­su­al­no­ści w Koście­le prze­cho­dzi­ło przez róż­ne zakrę­ty.

Sęk w tym, że obroń­cy nauki Kościo­ła w ogó­le nie chcą zoba­czyć takich dok­try­nal­nych zwro­tów akcji. Według nich Kościół pil­nu­je jakie­goś świę­te­go, nie­zmien­ne­go porząd­ku, ide­al­nie poznał świat. Tym­cza­sem trud­no tu mówić o zarad­no­ści poznaw­czej Kościo­ła, raczej decy­do­wał zawsze duch epo­ki, napór dzie­jów. Wcze­śniej czy póź­niej Kościół kato­lic­ki się moder­ni­zo­wał, dosto­so­wy­wał. W astro­no­mii, w medy­cy­nie, w sek­su­al­no­ści, etc. Zawsze w jakichś gra­ni­cach, nigdy zupeł­nie, ale taki ruch na rzecz świa­ta jed­nak widać. Zawsze prze­do­sta­wa­ła się do Kościo­ła intu­icja spo­za Kościo­ła i zda­nia, za któ­re wcze­śniej Kościół był goto­wy ręczyć gło­wa­mi, prze­sta­wa­ły mieć zna­cze­nie.

Zosta­je­my zatem z waż­nym pro­ble­mem: co Kościół napraw­dę rozu­mie? Jak Kościół pozna­je rze­czy­wi­stość? Czy on napraw­dę wie, że anty­kon­cep­cja szko­dzi, poznał to, czy to jest tyl­ko jed­na z wie­lu jego poboż­no­ścio­wych wypo­wie­dzi, któ­ra za moment się zdez­ak­tu­ali­zu­je, zosta­nie zastą­pio­na inną? Czy Kościół rze­czy­wi­ście może dać gwa­ran­cję cze­goś? Czy może cokol­wiek wyka­zać?

Trud­no na te pyta­nia odpo­wie­dzieć, bo Kościół nie chce się pod­po­rząd­ko­wać uzna­nym stan­dar­dom poznaw­czym. Ma wła­sne. Swój prze­kaz tłu­ma­czy obja­wie­niem danym w tra­dy­cji. Sęk w tym, że nawet naj­więk­sza wia­ra nie jest w sta­nie zama­sko­wać luk. Odstępstw od ele­men­tar­nej logi­ki żaden Bóg nie wyja­śnia. Sko­ro kie­dyś Kościół miał o danej spra­wie sąd X, a teraz Y to zna­czy, że ma pro­ble­my poznaw­cze, coś zgrzy­ta i war­to z tego powo­du zasta­no­wić się, na czym wła­ści­wie opie­ra się auto­ry­tet Kościo­ła.

 

Tekstem nadesłanym przez Jarosława Dudycza otwieramy cykl artykułów, w których pospieramy się między innymi o teorię poznania i źródła Magisterium Kościoła. Pojawią się rozważania tak kontrowersyjnych zjawisk jak antykoncepcja, seks czy taniec damsko-męski. Tak więc zapraszamy do lektury.