myslimy
| 18 stycznia 2013 ]

Prawda Smoleńska

Publikujemy list od naszego Czytelnika

Szanowna redakcjo czasopisma „Dywiz”!

Proszę nie przerażać się tytułem mojego listu. Bynajmniej nie mam zamiaru spierać się o brzozę. Chcę podzielić się moim osobistym doświadczeniem, które pozwoliło mi spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy i zobaczyć Człowieka pomimo podziałów. Jestem studentem psychologii na UKSW w Warszawie. Jakiś czas temu moja uczelnia zorganizowała konferencję naukową w sprawie katastrofy w Smoleńsku. Część studentów nie była zadowolona z tego faktu, bo w konferencji w zasadzie brała udział tylko jedna strona tego „sporu”, prezentująca jedną z dwóch dominujących wersji wydarzeń. Mając przekonanie, że nauka winna być dialogiem, sporem nawet (choć nie kłótnią) i ja również nie byłem zachwycony tym faktem. Wybrałem się jednak z ciekawości, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o sprawie.

Gdy wysiadałem z autobusu pod uczelnią, usłyszałem z oddali rozmowę pomiędzy starszym człowiekiem a jakimś nieznanym mi studentem. Starszy pan chciał udać się na konferencję, ale nie potrafił znaleźć drogi. Student odpowiadał jakoś tak nieuprzejmie. Było widać jak na dłoni, że tamten pan jest zwolennikiem tzw. „spisku smoleńskiego”, a młody człowiek czuje się zażenowany, bo ma zupełnie inne przekonania, a na dodatek całą konferencję uważa raczej za rzecz wstydliwą. Jakże dziwnie się poczułem, gdy ja, który też nie wierzę w spisek, który nie wspierałem tych wszystkich przedziwnych i niesmacznych dla mnie perturbacji z krzyżem pod Pałacem Prezydenckim, ja, który nieraz w duchu przekląłem sobie pod adresem kilku „spiskowych” polityków, ja, tak, właśnie JA poczułem nagle współczucie i chęć pomocy temu starszemu człowiekowi. Podbiegłem do niego i zaoferowałem pomoc. W drodze rozmawialiśmy. Starszy pan był bardzo zmęczony, mówił powoli i rwącym się głosem. Opowiadał mi z wielką dumą o tym, że jest jednym z tych ludzi z „namiotu pani Ewy Stankiewicz”, że był „obrońcą krzyża” i martwi się o los naszego kraju. Wszystko to mówił z wielkim autentyzmem, ale i spokojem zarazem. Wiedziałem, że on czuje się częścią czegoś większego, że to daje mu siłę i poczucie sensu. Oglądając w telewizji ”obrońców krzyża”, zawsze czułem jakiś smutek i złość zarazem. Niezależnie od tego, do jakiego medium bym nie zajrzał, to cała ta rzeczywistość jawiła się w czarno-białych barwach. Granice były wytyczone jasno i raz na zawsze.

 

Spotkawszy tego człowieka, uświadomiłem sobie, że w tej chwili nie potrafię wypowiedzieć ani słowa przeciwko jego słowom. Zamiast chcieć się spierać, poczułem jakąś przedziwną solidarność z nim. Czy to dlatego, że uwierzyłem w spisek? Czy dlatego, że przestałem widzieć religię polityczną pod Pałacem Prezydenckim? Nie, bynajmniej. Dlatego po prostu, że mogłem spotkać Człowieka, a nie pogląd. Zobaczyć w jego doświadczeniu wspólnoty, doświadczeniu sensu moje własne doświadczenia. Poczuć ludzkie współczucie dla osoby starszej, która pomimo słabego zdrowia decyduje się na drogę w nieznane, Jej drogę. Zobaczyć twarz Innego, która jest jedyna taka na świecie, niepowtarzalna, a jednocześnie tak przedziwnie podobna do mojej twarzy. Tego nie da się przekazać poprzez żadne media i to nie dlatego, że „media kłamią”, ale dlatego, że tu potrzebne jest osobiste doświadczenie.

Gdy wróciłem do domu sięgnąłem do „Filozofii dramatu” ks. Tischnera. Przejrzałem kilka stron i znalazłem: „Wokół mnie i obok mnie znajdują się ludzie, szczególnie ci, będący uczestnikami tego samego dramatu, w którym i ja biorę udział. Wbrew rozpowszechnionym poglądom nie widzę ich, nie słyszę, nie dotykam i w ogóle nie spostrzegam. To bowiem, co spostrzegam, jest tylko zewnętrznością, a nie człowiekiem jako człowiekiem, innym jako innym. Inny człowiek jako człowiek może pojawić się dopiero wtedy, gdy − nie wykluczając całej «zewnętrzności» − stanie przede mną jako uczestnik mojego dramatu”. Wiem przecież, że nic więcej nie muszę już pisać… Napisałem o tym do Państwa, ponieważ zauważyłem, że reprezentujecie podobny do mojego sposób patrzenia na religię i na przeżywanie własnej wiary.

Serdecznie pozdrawiam −
Marcin Włodarczyk