widzimy
| 12 sierpnia 2015 ]

Profesorowa Szczupaczyńska nie ma łatwego życia

Profesorowa Szczupaczyńska nie ma łatwego życia, choć stało się odrobinę bardziej znośne odkąd przestała być zaledwie doktorową. Co prawda marzyła o posadzie rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego dla swojego męża-anatoma, ale Ignacy przejawiał w tej materii zatrważający i zupełnie niestosowny brak ambicji. Wiele trudu i starań kosztowało jego małżonkę wydeptanie mu profesury. Zrozumiała, że teraz już należy odpuścić. Poza tym w Krakowie Anno Domini 1893 dzieje się tyle, że szanująca się mieszczka nie może skupiać się wyłącznie na karierze swojego męża.

Służba jak zawsze jest skandalicznie leniwa, a do tego ciągle by chciała mieć wychodne, choć wiadomo, że czas zmitręży, a mogłaby wtedy np. wyczyścić srebra ku powszechnemu pożytkowi! Nie dziwota, że kandydatki na służące w domu profesorostwa Szczupaczyńskich podlegają stałej rotacji, a umęczona pani domu poświęca tej sprawie niebagatelną część swojego czasu i energii.

Szymiczkowa_TajemnicaDomuHelclow_500pcx_

Ponadto prowadzenie domu na odpowiedniej stopie (a przecież tego wymaga od profesorowej jej pozycja społeczna!) też jest nie lada sztuką. Posiłki trzeba zaplanować z odpowiednim wyprzedzeniem, aby nie przynosiły ujmy domowi. „W życiu Zofii Szczupaczyńskiej istniały świętości większe niż hostia w podniesieniu i należał do nich porządny niedzielny obiad, a zatem i równie porządne sobotnie sprawunki”. Co prawda te prozaiczne czynności zmuszały ją do bywania w miejscach nielicujących z jej pozycją, a poza tym odciągały ją od pisywania wzniosłych poematów na tematy bieżące, ale profesorowa podporządkowała się swojemu przeznaczeniu. Po nieudanej próbie publikacji swoich wierszy, w zderzeniu z bezgraniczną niekompetencją i ciasnotą umysłową wydawców gazet, zdecydowała się odkładać swoje dzieła do szuflady, nie porzuciła jednak w skrytości duszy przeświadczenia, że jest wybranką muz.

Do tego dochodzi działalność charytatywna, do której wzywa każdą szanującą się niewiastę chrześcijańskie miłosierdzie. I choć czołowe stanowiska w największych organizacjach dobroczynnych zostały rozdrapane przez przedstawicielki arystokracji, to dla potomkini Goldtów z Przemyśla – usiłującej nieustannie zatrzeć pamięć o swoim prowincjonalnym pochodzeniu – znajdzie się zawsze jakiś przytułek czy dom opieki, gdzie można zorganizować loterię z fantami, na przykład na rzecz dzieci skrofulicznych. Te bidulki zawsze potrzebują pomocy. A jakie miejsce nadawało by się lepiej do pozyskiwania fantów i protekcji leciwych hrabin i baronowych (bez tejże protekcji o sukcesie przedsięwzięcia nie ma nawet co marzyć), jak nie duma miasta Krakowa, okazały Dom Helclów? I nikt by nie podejrzewał, że ta dostojna i stateczna placówka – wzorcowy dom opieki dla osób starszych prowadzony przez pobożne siostry szarytki ku chwale rodziny donatorów, która nie szczędziła środków na budowę – stanie się wkrótce areną bezwzględnej zbrodni? I to zbrodni, która być może bez uporu i wnikliwego umysłu profesorowej Szczupaczyńskiej nigdy nie ujrzałaby światła dziennego!

Maryla Szymiczkowa, autorka „Tajemnicy Domu Helclów”, to wschodząca gwiazda na firmamencie rodzimej literatury kryminalnej, która brawurowym debiutem rzuciła sobie do stóp krytyków i czytelników. A niżej podpisana już z utęsknieniem wygląda jej kolejnych powieści. Tak trzymać, Pani Marylo!