myslimy
| 5 maja 2016 ]

Przyczynek do teologii powieści

Opu­bli­ko­wa­ny nie­daw­no na stro­nie „Dywi­zu” „Głos w spra­wie powie­ści kato­lic­kiej” Mar­ci­na Suskie­wi­cza koń­czy się przy­pusz­cze­niem, że być może świę­tość ze swej natu­ry nie może być przed­mio­tem uda­nej powie­ści. Autor stresz­cza poglą­dy rosyj­skiej poet­ki, Olgi Sedia­ko­wej, według któ­rej powieść współ­cze­sną „zaj­mu­ją spra­wy takie jak «los» czy «cha­rak­ter», dla świę­tych mało waż­ne. Lite­ra­tu­ra spod zna­ku współ­cze­snych powie­ści jest według poet­ki pró­bą cele­bro­wa­nia tego, co w świę­tych ma umie­rać, współ­cze­sna powieść o świę­to­ści jest więc oksy­mo­ro­nem”.

Powiesc katolicka2

Jed­nak takie podej­ście – od stro­ny „nega­cji sie­bie” – jest prze­cież jedy­nie poło­wą chrze­ści­jań­skiej praw­dy, któ­rej dru­gą poło­wą, w tym kon­tek­ście chy­ba waż­niej­szą, było­by „docho­dze­nie do swo­jej peł­ni”. „Cha­rak­ter” może­my tu rozu­mieć – jak pod­po­wia­da angielsz­czy­zna – jako po pro­stu postać, czy­li lite­rac­ką oso­bę. Che­ster­ton w ksią­żecz­ce o świę­tym Fran­cisz­ku z naci­skiem pisze, że da się Fran­cisz­ka widzieć wła­śnie jako „cha­rak­ter”, jako praw­dzi­wie lite­rac­ką, choć rze­czy­wi­stą, postać. „Los” z kolei może­my rozu­mieć jako wszyst­ko to, co przy­cho­dzi do oso­by z zewnątrz, co się jej przy­da­rza, krót­ko mówiąc: jako świat. W tym sen­sie „cha­rak­ter” i „los” – oso­ba w świe­cie, oso­ba wobec świa­ta – to ramy pod­sta­wo­we­go tek­stu chrze­ści­jań­stwa, Ewan­ge­lii, któ­re opo­wia­da­ją prze­cież nie o czym innym, jak o ziem­skim życiu Jezu­sa z Naza­re­tu. Cha­rak­ter, los, lite­ra­tu­ra – to wszyst­ko Ewan­ge­lia.

Inne argu­men­ty za powią­za­niem Ewan­ge­lii z powie­ścią pod­su­wa histo­ria lite­ra­tu­ry: uzna­nie potę­gi sty­li­stycz­nej rewo­lu­cji przy­nie­sio­nej przez Ewan­ge­lię (zaj­mo­wał się tym feno­me­nem Erich Auer­bach) oraz dopa­trze­nie się w Ewan­ge­lii pierw­sze­go impul­su tego, co w sztu­kach zachod­niej kul­tu­ry nazwa­ne zosta­ło „reali­zmem” (na to z kolei wska­zy­wał René Girard), pozwa­la zapy­tać, czy powieść jako taka w ogó­le nie wywo­dzi się pośred­nio wła­śnie z ewan­ge­licz­ne­go tek­stu. Uzna­nie takie­go pokre­wień­stwa chy­ba unie­moż­li­wi­ło­by patrze­nie na powieść jako coś isto­to­wo nie­ma­ją­ce­go punk­tów stycz­nych ze świę­to­ścią.

Intu­icyj­nie skła­niał­bym się ku odwró­ce­niu tez Sedia­ko­wej: jeśli lite­ra­tu­ra zawo­dzi w uchwy­ce­niu świę­to­ści, to nie dla­te­go, że Ewan­ge­lia jest tej lite­ra­tu­rze z ducha obca, jak sprzecz­ne żywio­ły, któ­rych nie da się połą­czyć, ale dla­te­go, że Ewan­ge­lia jest naj­do­sko­nal­szą moż­li­wą reali­za­cją takiej wła­śnie lite­ra­tu­ry – obez­wład­nia i przy­tła­cza zbli­ża­ją­cych się do niej nie­do­sko­na­łych twór­ców. Dodat­ko­wy pro­blem, jaki stoi tutaj przed lite­ra­tu­rą jako sztu­ką, jest isto­to­wy i nie­usu­wal­ny: two­rze­nie fre­sków i ora­to­riów jest bez­piecz­niej­sze, jest prze­kła­dem; pisa­nie powie­ści jest nato­miast uży­wa­niem sło­wa, a więc tego same­go medium, w któ­rym zosta­ła nam prze­ka­za­na Ewan­ge­lia.

Moż­li­wa jest, jak sądzę, wiel­ka „kato­lic­ka powieść”. Myślę o tym przez ana­lo­gię ze świę­ty­mi, któ­rzy zawsze są tyl­ko nie­do­sko­na­ły­mi naśla­dow­ca­mi Chry­stu­sa, ale pozwa­la­ją nam nie­co lepiej Go zro­zu­mieć przez przy­bli­że­nie nam kon­kret­nych aspek­tów świę­to­ści. Tak samo „świę­te” książ­ki muszą być mniej­sze od Księ­gi, a jed­no­cze­śnie mogą odsła­niać coś, cze­go nie widzie­li­śmy, a więc wpro­wa­dzać nowość, ulep­sze­nie – na mia­rę naszej ludz­kiej histo­rii. Jeśli powieść jest czymś, co „zda­wa­ło się naj­wyż­sze w ludz­kiej (a w każ­dym razie fran­cu­skiej) kul­tu­rze”, to jed­nak mało­dusz­no­ścią było­by sądzić, że nie ma dla niej odku­pie­nia. Wszyst­ko jed­nak, jak zwy­kle, jest w rękach nie teo­re­ty­ków, któ­rzy zasta­na­wia­ją się „czy i jak coś jest moż­li­we”, ale pisa­rzy, któ­rzy udo­wod­nią, że jest.

Na koń­cu chciał­bym się wytłu­ma­czyć, że tych kil­ka uwag zapi­sa­łem nie z potrze­by pole­mi­ki, a raczej z wdzięcz­no­ścią za poru­sze­nie tego tema­tu – bo rze­czy­wi­ście zagad­nie­nie „świę­to­ści w lite­ra­tu­rze” zda­je się skry­wać coś napraw­dę istot­ne­go, jakiś nie­ja­sny i węzło­wy punkt w kul­tu­rze, któ­ry powi­nien zasta­na­wiać ludzi Kościo­ła. Jako czy­tel­nik chciał­bym docze­kać takiej powie­ści o świę­to­ści, któ­ra była­by zwy­cię­ska i któ­rej autor nie zechciał­by opa­try­wać tytu­łem „Idio­ta”.