dzialamy
| 2 października 2015 ]

Rozmowy na Dziedzińcu

Roz­po­czy­na się kolej­na edy­cja Dzie­dziń­ca Dia­lo­gu. Przed nami waż­ne deba­ty, doty­ka­ją­ce palą­cych kwe­stii, jaki­mi żyje współ­cze­sny świat. Nie zawsze spo­ty­ka­ją się one z przy­chyl­ną reak­cją, dobrze jed­nak, że poja­wia­ją się gło­sy kry­tycz­ne – naj­gor­sze, co może być, to obo­jęt­ność. Moty­wu­ją one też do tego, żeby przy­bli­żyć zało­że­nia Dzie­dziń­ca Dia­lo­gu i wyja­śnić ideę, jaka sta­ła za tym przed­się­wzię­ciem.

Dziedziniec

Prze­strzeń spo­tka­nia

Czę­sty argu­ment prze­ciw­ko Dzie­dziń­co­wi Dia­lo­gu spro­wa­dza się do stwier­dze­nia, że są ludzie, z któ­ry­mi nie war­to roz­ma­wiać, a Dzie­dzi­niec Dia­lo­gu ma nie­wie­le wspól­ne­go z „praw­dzi­wym” dia­lo­giem, któ­ry miał­by pole­gać na pole­mi­zo­wa­niu i wyka­zy­wa­niu kłam­stwa.

Dla­te­go gwo­li krót­kie­go przy­po­mnie­nia: „Dzie­dzi­niec Dia­lo­gu” jest ele­men­tem odby­wa­ją­ce­go się na całym świe­cie od dwóch lat cyklu spo­tkań pod hasłem „Dzie­dzi­niec Pogan”. Jego ini­cja­to­rem był papież Bene­dykt XVI. Za spo­tka­nia te odpo­wie­dzial­na jest Papie­ska Rada ds. Kul­tu­ry z prze­wod­ni­czą­cym kard. Gian­fran­co Rava­sim. Ideą tego przed­się­wzię­cia jest nie tyle prze­ko­ny­wa­nie, ale spo­tka­nie. Bene­dykt XVI, a póź­niej jego kon­ty­nu­ato­rzy, chcie­li stwo­rzyć prze­strzeń spo­tka­nia dla ludzi, któ­rzy na co dzień się nie spo­ty­ka­ją. Dzie­dzi­niec był pomy­śla­ny jako miej­sce, gdzie moż­na wyjść ze swo­ich ide­olo­gicz­nych kry­jó­wek i tak zwy­czaj­nie się spo­tkać. To nie ma nic wspól­ne­go z legi­ty­mi­zo­wa­niem czy pro­mo­wa­niem kogo­kol­wiek. To jest po pro­stu miej­sce spo­tka­nia.

Nie zamy­kać się na odmien­ność

Mam cały czas w uszach sło­wa Jana Paw­ła II, któ­ry pod­kre­ślał, że „Kto zamy­ka się na odmien­ność albo – co gor­sza – pró­bu­je tę odmien­ność znisz­czyć, odbie­ra sobie moż­li­wość zgłę­bie­nia tajem­ni­cy ludz­kie­go życia”. To wła­śnie dla­te­go zapro­si­li­śmy do tych spo­tkań współ­cze­snych lide­rów opi­nii, redak­to­rów opi­nio­twór­czych maga­zy­nów, repre­zen­tu­ją­cych całe spek­trum wraż­li­wo­ści na sacrum i życie spo­łecz­ne. Wyda­je się, że orga­ni­za­to­rzy Dzie­dziń­ca Dia­lo­gu chcie­li, aby przez wspól­ne spo­tka­nie i roz­mo­wę, stwo­rzyć swo­istą mapę pojęć, któ­re nas łączą, ale tak­że dzie­lą – chcie­li się poznać, spró­bo­wać zro­zu­mieć swo­je spo­so­by „czy­ta­nia rze­czy­wi­sto­ści”. Klu­czem jest tutaj sło­wo „zro­zu­mieć”. Wyda­je się, że orga­ni­za­to­rzy chcą zro­zu­mieć Inne­go, chcą się wza­jem­nie posłu­chać, a nie prze­ko­ny­wać, wyka­zy­wać rację i błę­dy, mora­li­zo­wać. Jak mówił Jana Paweł II: „Praw­dzi­wy dia­log wyma­ga asce­zy”; wyma­ga zro­bie­nia miej­sca na poglą­dy Inne­go, na jego histo­rię. Co waż­ne i wyma­ga­ją­ce pod­kre­śle­nia, zro­zu­mie­nie nie ozna­cza akcep­ta­cji.

Dzie­dzi­niec jest wła­śnie po to, żeby w tym spo­tka­niu uświa­do­mić sobie, że każ­dy z nas ma swo­ją god­ność i że każ­dy z nas jest kimś wię­cej niż swo­im świa­to­po­glą­dem. W woj­nach kul­tu­ro­wych, któ­re z takim zapa­łem toczy­my na co dzień, bar­dzo czę­sto o tym zapo­mi­na­my. Jan Paweł II wie­lo­krot­nie uczył nas, że nie ma takie­go czło­wie­ka, z któ­rym nie war­to roz­ma­wiać.

Dziedziniec_logo

Dwie praw­dy

W ramach Dzie­dziń­ca pro­wa­dzi­my dia­log – owszem, nie zawsze dosko­na­ły, bo cały czas się go uczy­my, ale jed­nak dia­log. Wyda­je mi się, że my bar­dzo czę­sto myli­my dia­log z dys­ku­sją. I to jest źró­dłem wie­lu naszych nie­po­ro­zu­mień. Isto­tą dia­lo­gu nie jest prze­ko­na­nie argu­men­ta­mi i wyka­za­nie błę­du dru­gie­mu. Gdzie indziej jest jego isto­ta. W dia­lo­gu liczy się spo­tka­nie twa­rzą w twarz. Dobrze o tym pisa­li filo­zo­fo­wie dia­lo­gu, tacy jak Mar­tin Buber, Emma­nu­el Levi­nas, Józef Tisch­ner, Karol Woj­ty­ła.

Tą istot­ną róż­ni­cę bar­dzo dobrze widać w ency­kli­ce Jana Paw­ła II „Fides and ratio”. Przy­po­mi­na on tam naucza­nie Sobo­ru Waty­kań­skie­go I, że praw­da pozna­na w dro­dze reflek­sji filo­zo­ficz­nej oraz praw­da Obja­wie­nia ani nie są toż­sa­me, ani też jed­na nie czy­ni zby­tecz­ną dru­giej: „Ist­nie­je podwój­ny porzą­dek pozna­nia, róż­nią­cy się nie tyl­ko źró­dłem, ale i przed­mio­tem. Róż­ni się źró­dłem, bo w pierw­szym przy­pad­ku pozna­je­my przy pomo­cy natu­ral­ne­go rozu­mu, a w dru­gim przy pomo­cy wia­ry. Róż­ni się przed­mio­tem, bo oprócz praw­dy, do któ­rej może dojść rozum natu­ral­ny, przed­ło­żo­ne nam są rów­nież do wie­rze­nia tajem­ni­ce zakry­te w Bogu: nie moż­na ich poznać bez Obja­wie­nia Boże­go”. „Ojco­wie Sobo­ru Waty­kań­skie­go II, kie­ru­jąc wzrok ku Jezu­so­wi obja­wia­ją­ce­mu, uka­za­li zbaw­czy cha­rak­ter obja­wie­nia Boże­go w dzie­jach i opi­sa­li jego natu­rę w nastę­pu­ją­cych sło­wach: «Przez to zatem obja­wie­nie Bóg nie­wi­dzial­ny (por. Kol 1,15; 1 Tm 1,17) w nad­mia­rze swej miło­ści zwra­ca się do ludzi jak do przy­ja­ciół (por. Wj 33,11; J 15,14-15) i obcu­je z nimi (por. Ba 3,38), aby ich zapro­sić do wspól­no­ty z sobą i przy­jąć ich do niej. Nie nale­ży jed­nak zapo­mi­nać, że Obja­wie­nie pozo­sta­je peł­ne tajem­nic. To praw­da, że Jezus całym swo­im życiem obja­wia obli­cze Ojca, bo przy­szedł prze­cież po to, aby opo­wie­dzieć tajem­ni­ce Boże”.

Jak pod­kre­śla Jan Paweł II, mimo to jed­nak nasze pozna­nie tego obli­cza jest nadal tyl­ko cząst­ko­we i nie może wyjść poza gra­ni­ce nasze­go poj­mo­wa­nia. Tyl­ko wia­ra pozwa­la wnik­nąć do wnę­trza tajem­ni­cy i poma­ga ją popraw­nie zro­zu­mieć. Z tych roz­wa­żań wyła­nia się nastę­pu­ją­cy wnio­sek: praw­da, któ­rą pozwa­la nam poznać Obja­wie­nie, nie jest doj­rza­łym owo­cem ani naj­wyż­szym osią­gnię­ciem myśli wypra­co­wa­nej przez rozum. Jawi się raczej jako bez­in­te­re­sow­ny dar, pobu­dza do myśle­nia i doma­ga się, by przy­jąć ją jako wyraz miło­ści.

Mam wra­że­nie, że o tym zapo­mi­na­my i bar­dzo czę­sto auto­ma­tycz­nie prze­no­si­my filo­zo­ficz­ną wizję praw­dy do rze­czy­wi­sto­ści dia­lo­gu i spo­tka­nia, któ­ra rzą­dzi się inny­mi pra­wa­mi i ma w sobie coś z Tajem­ni­cy Obja­wie­nia.

Do zba­wie­nia potrze­bu­je­my inne­go

Gdy­by sto­so­wać logi­kę opo­nen­tów Dzie­dziń­ca Dia­lo­gu, Ewan­ge­lia była­by pusta. Jezus nie roz­ma­wiał­by z pro­sty­tut­ka­mi, zło­dzie­ja­mi, cel­ni­ka­mi i grzesz­ni­ka­mi. Nie roz­ma­wiał­by, bo nie war­to. Było jed­nak ina­czej. Jezus nie bał się spo­tka­nia, wcho­dził w dia­log z Innym.

My dzi­siaj tak­że potrze­bu­je­my tego wcho­dze­nia w dia­log z Innym. Dla­cze­go? Bo tyl­ko to bro­ni nas, chrze­ści­jan, przed nie­bez­pie­czeń­stwem ide­olo­gi­za­cji naszej wia­ry. Inny jest dla nas wyzwa­niem i spraw­dzia­nem, jak bar­dzo jeste­śmy wciąż ucznia­mi Chry­stu­sa i widzi­my Go w twa­rzy Dru­gie­go.

Może się bowiem oka­zać się, że to, co nam naj­bar­dziej prze­szka­dza w spo­tka­niu z Bogiem, to nasze wyobra­że­nia. Mało tego, potra­fią one nawet spo­wo­do­wać, że zamiast zgod­nie z naszą inten­cją słu­żyć Bogu, sta­je­my się słu­ga­mi sza­ta­na. Żydzi, któ­rzy oskar­ży­li, a potem kamie­no­wa­li Szcze­pa­na, w swo­im prze­ko­na­niu słu­ży­li Bogu. Oka­zu­je się jed­nak, że ist­nie­ją w ser­cu czło­wie­ka ukry­te ambi­cje, tłu­mio­ne ura­zy, zawi­ści itd., któ­re bar­dzo łatwo się ujaw­nia­ją w chwi­li, gdy uzy­sku­ją bar­dzo „szla­chet­ne” uspra­wie­dli­wie­nie, jakim jest gor­li­wość w spra­wach Bożych. Dzie­je się tak wte­dy, gdy ich nie roze­zna­my wcze­śniej w sobie i wyda­je się nam, że wie­my, co jest Boże, a co nie. Łatwo wte­dy wpaść w fana­tyzm i nie­na­wiść wobec innych. Zamiast Bogu zaczy­na­my słu­żyć Złe­mu.

Aby praw­dzi­wie słu­żyć Bogu, nie wystar­czy jedy­nie „znać” dok­try­nę i być gor­li­wym. Tak bywa w sek­tach. Jak pod­kre­śla o. Wło­dzi­mierz Zator­ski OSB, aby praw­dzi­wie słu­żyć Bogu, potrzeb­na jest poko­ra i wraż­li­wość ser­ca na to, co się dzie­je. Poko­ra ozna­cza otwar­tość na praw­dę, w szcze­gól­no­ści trud­ną praw­dę o nas samych. Uczy nas ona powścią­gli­wo­ści w odnie­sie­niu do wła­snych uczuć, któ­re czę­sto zaćmie­wa­ją nasze myśle­nie, jak to mia­ło miej­sce w przy­pad­ku prze­ciw­ni­ków Szcze­pa­na (co opi­su­ją Dzie­je Apo­stol­skie). Dzię­ki wraż­li­wo­ści ser­ca nato­miast zacho­wu­je­my zdol­ność roze­zna­nia war­to­ści nasze­go dzia­ła­nia w odnie­sie­niu do dru­gie­go czło­wie­ka, nie­za­leż­nie od przyj­mo­wa­nych poglą­dów. Wraż­li­wość ser­ca nie pozwa­la zamknąć się w ide­olo­gii, a tym samym bro­ni przed zbrod­nią. Aby moż­na było zabić Szcze­pa­na, trze­ba było wpierw uczy­nić z nie­go bluź­nier­cę i bez­boż­ni­ka w opar­ciu o wła­sne rozu­mie­nie zasad wia­ry. Wytwo­rze­nie w sobie takie­go obra­zu pozwo­li­ło dopie­ro zatwar­dzić ser­ce, aby moż­na było go uka­mie­no­wać. Praw­dzi­wa służ­ba Bogu roz­po­czy­na się nie od fana­tycz­nej wier­no­ści dok­try­nie, któ­ra zawsze będzie inter­pre­to­wa­na w subiek­tyw­nym duchu, ale od zawie­rze­nia żywej oso­bie. Dzie­dzi­niec Dia­lo­gu jest pró­bą budo­wa­nia takiej prze­strze­ni zawie­rza­nia Bogu i dru­gie­mu czło­wie­ko­wi.