widzimy
| 12 listopada 2015 ]

Rzeczy względne i bezwzględne

Ilekroć obserwuję to wyniosłe milczenie, te pomruki zniecierpliwienia, nerwowe prychnięcia, to zdawkowe „dzień dobry” burknięte często spode łba, zastanawiam się, kiedy człowiek siedzący za kasą stał się dla nas jedynie maszyną inkasującą pieniądze. Czy to możliwe, żeby ludność w ten sposób odreagowywała traumę peerelu, gdy sklepowa dzierżyła władzę niepojętą i wymuszała na biednych klientach postawę upokarzająco służalczą? Oto masy w służbie dziejowej sprawiedliwości?

Kolejki do kasy w supermarketach są najlepszym dowodem na to, że czas jest wartością względną. Te same 30 sekund, które później (pomnożone po wielokroć) przeznaczymy na tak atrakcyjne i niebagatelne czynności jak przeglądanie Facebooka albo oglądanie bloków reklamowych między serialami, w hali marketowej, wśród objuczonych koszykami bliźnich nagle nabiera niezwykłej wagi, staje się ciężarem trudnym do zniesienia i usprawiedliwia pełne złości spojrzenia rzucane kobiecie, która zapomniała zważyć kalarepę i opóźnia w ten sposób resztę kolejki.

Sklep uliczny

I choć wszystkie kasjerki (a także kasjerzy, choć to zjawisko rzadsze) mają przypięte identyfikatory z imieniem, to rzadko który klient widzi w nich swoich potencjalnych sąsiadów, babcie kolegów z przedszkola syna, żony dozorców, słowem – ludzi, którzy zasługują na to, żeby spojrzeć im w oczy i odpowiedzieć na „dzień dobry”. Najczęściej spotykam się z przelotnymi spojrzeniami rzuconymi nad głową i upartym milczeniem zakończonym porwaniem swoich reklamówek pełnych dobra, co najwyżej przerywanym pytaniem: „Czy jeszcze jedną siatkę można?”.

W takich sytuacjach niezmiennie mnie zadziwia hart ducha takich ludzi, jak spotkana pewnego zimnego lutowego wieczoru kasjerka, która na kilka minut przed zamknięciem ciepłym spojrzeniem objęła długą kolejkę, uśmiechnęła się i rzekła głośno: „Dobry wieczór państwu! Jak dobrze mieć tak miłych klientów, jak ja mam dzisiaj. Od razu się lepiej pracuje”. Ludność najpierw podniosła czujnie głowy z lekkim niedowierzaniem, ale zaraz potem nieśmiało oddała uśmiech. I wieczór od razu zrobił się odrobinę cieplejszy.

Może zatem warto właśnie w tym słotnym listopadzie, gdy wszyscy marzymy o tym, żeby jak najszybciej zaszyć się w domu pod kocem, zatrzymać się na chwilę i spojrzeć w oczy ludziom, którzy są dookoła nas?