myslimy
| 18 czerwca 2015 ]

Sam się zabawisz, ale się nie zbawisz

W dyskusji o pustym piekle koncentrujemy się na miejscu, a nie na istocie. A istota jest taka, że piekło jest puste, bo Bóg jest miłością. Pytanie o to czy, piekło jest puste czy pełne potępionych na wieczność grzeszników, jest tak naprawdę pytaniem o wizję Bożej miłości i wbrew pozorom nie jest tylko zagadnieniem, które rozpala zasuszonych teologów. Od tego, w jaką miłość Boga do nas wierzymy, zależy nasze życie i w tym sensie jest to kwestia fundamentalna dla naszej egzystencji. Książka ks. Hryniewicza bardzo dobrze nam to pokazuje. Rozwijamy się przez kryzysy (dezintegracja pozytywna) i przez akceptację tego faktu. Sami tego nie uniesiemy. Bez nadziei i wiary w moc miłosierdzia Boga wcześniej czy później czeka nas piekło rozpaczy.

Hryniewicz, Wiara rodzi się w dialogu

Wacław Hryniewicz urodził się w 1936 roku. Jest kapłanem zgromadzenia oblatów Maryi Niepokalanej, profesorem teologii katolickiej, emerytowanym profesorem KUL JP II, wieloletnim kierownikiem katedry teologii prawosławnej oraz dyrektorem Instytutu Ekumenicznego. Przez ćwierć wieku był członkiem Międzynarodowej Komisji Mieszanej ds. Dialogu Teologicznego między Kościołem katolickim i Kościołem prawosławnym. Główne pola jego zainteresowań to eschatologia i ekumenizm. Opublikował dziesiątki prac naukowych i popularyzatorskich, przez wielu uważany jest za najwybitniejszego polskiego teologa ostatnich dziesięcioleci. Za tym, wydawałoby się suchym, życiorysem kryje się duchowny, który z ogromną pasją, czułością i troską stara się nam przywrócić nadzieję, która wyrasta z Ewangelii.

W jednej ze swoich książek autor przyznał, że jest raczej teologiem koncentrującym się na jednym problemie niż takim, który zajmuje się wieloma zagadnieniami. Można przypuszczać, że w historii polskiej teologii ks. Wacław Hryniewicz zapisze się jako głosiciel nadziei powszechnego zbawienia, mimo niewątpliwych dokonań na polu ekumenizmu i próby stworzenia teologii paschalnej.

I faktycznie, najnowsza książka ks. Wacława Hryniewicza „Wiara rodzi się w dialogu” zbudowana jest wokół nadziei. To z niej niczym z pnia drzewa wyrastają kolejne rozdziały jego pracy. Ktoś może powiedzieć: znowu ta nadzieja. On ciągle o tym samym. Po co to czytać? A no po to, żeby zaczerpnąć głębszego oddechu, przypomnieć sobie, gdzie jest nasza, chrześcijan, siła, i śmielej patrzeć w oczy lękom, które przyklejają się do nas, gdy zanurzamy się w grafiku codzienności.

Z rozdziału na rozdział zadamawiasz się w tym domu nadziei, który buduje dla Ciebie ksiądz Hryniewicz. Każdy z rozdziałów niczym pokoje w domu przeniknięty jest kojącym zapachem Dobrej Nowiny.

Bez miłości wolność jest pusta

Żyjemy w czasach, w których wolność odmieniania jest przez wszystkie przypadki. Wszyscy chcemy być autentyczni, wszyscy chcemy być wolni. Tymczasem, jak podkreśla ks. Hryniewicz, tak naprawdę to nie wolność rządzi światem, ale miłość. To ona jest siłą, wokół której kręci się współczesny świat. Taka perspektywa rozsadza romantyczno-pozytywistyczny paradygmat, na którym oparta jest współczesna kultura, i robi miejsce dla ducha Ewangelii, w której w centrum jest relacja przesiąknięta miłością Boga do człowieka. To ona jest fundamentem, z którego wyrasta przekonanie ks. Hryniewicza o tym, że każdy z nas będzie zbawiony.

Jak zauważa lubelski duchowny, na ogół skłonni jesteśmy myśleć, że to od nas samych zależy, że możemy pokierować swoim losem według własnej woli. Życie uczy nas samowystarczalności. Przeświadczenie to przenosimy także w sferę wiary. Sądzimy, że dzięki wolnej woli możemy własnym wysiłkiem osiągnąć zbawienie lub utracić je wskutek złych decyzji życiowych. Debata nad wolną wolą nie jest nowa. Nie trzeba nikogo przekonywać, że obdarzeni zostaliśmy przez Stwórcę darem wolności. Codziennie dokonujemy mniejszych lub większych wyborów. Jest tylko pytanie o to, jaka jest ta nasza wolność codzienna? Czy nie jest ona zabarwiona historią naszego życia, które nie zawsze szło prostymi drogami?

Ksiądz Hryniewicz podkreśla, że problemu wolności nie można rozpatrywać czysto abstrakcyjnie. Jest to zazwyczaj wolność w stanie zalążkowym, najczęściej ograniczona, okaleczona lub chora. Nie jest to wolność absolutna. Wiemy to doskonale z własnego życia. Często nie rozumiemy samych siebie. Jest w nas głęboko zakorzeniona skłonność do samowoli oraz irracjonalnych decyzji.

Jest nie do pomyślenia, podkreśla ksiądz Hryniewicz, aby dobry i sprawiedliwy Bóg nie brał pod uwagę wszystkich ograniczeń wolności, daru tak bardzo zagrożonego, i odmawiał pośmiertnej szansy na zmianę decyzji i nawrócenie. „Przerażająca i absurdalna jest myśl, że z szacunku dla wolnej woli pozwoli On, aby Jego dzieci ponosiły wieczną karę w piekle. Instynktownie wyczuwamy, że lepiej mieć ograniczoną wolność prowadzącą w końcu do zbawienia niż wolność nieograniczoną, której skutkiem jest wieczna męka. Kto utrzymuje, że z powodu wolnej woli można w nieskończoność odrzucać Boga i wybierać zło, w rzeczywistości broni nie wolności, ale zniewolenia człowieka przez grzech i zło. Czy zachowanie ludzkiej godności i wolności wymaga, abyśmy stawiali się zawsze niewolnikami zła? Cóż to byłaby za wolność? (…) To nie wolność, ale miłość i dobroć są przemożnymi i najbardziej przeobrażającymi siłami we wszechświecie”.

Gdyby Bóg dał ludziom wolność odrzucenia Go na zawsze, mimo iż wolność ta prowadziłaby do wiecznej męki i zguby, znaczyłoby to, że o wiele bardziej troszczy się o wolność niż o ich zbawienie. A jak przypomina ksiądz Hryniewicz, wolą Boga jest zbawienie wszystkich i to On jest ich Zbawicielem. Jego zbawczych zamiarów nikt nie może udaremnić. Wola człowieka nie może być mocniejsza niż wola Boga.

Prawda jest w drodze

Dogmaty to dla księdza Hryniewicza raczej otwarta brama do samodzielnej wędrówki niż kres drogi. Jak przypomina, we wczesnym chrześcijaństwie dogmat nie był statyczny, ale dynamiczny i polegał na chwaleniu Pana. Dziś, nad czym boleje ksiądz Hryniewicz, bardzo często zamiast uczyć wiary, uczymy, co należy wyznawać. Dogmat przestał pomagać w spotkaniu człowieka z misterium tajemniczego Boga. Dobrym przykładem jest dogmat o Trójcy Świętej, który rozgrzewa tylko teologów, a powinien być pokazany jako doświadczenie egzystencjalne.

To doświadczenie wiary na co dzień jest niezbędne do tego, żeby nie tracić z pamięci słów naszego Mistrza, że „…mam wam jeszcze wiele do powiedzenia”, i żyć ze świadomością, że jako chrześcijanie nie oglądamy statycznej prawdy. Chrześcijanin to ten, który z wiarą kroczy na drodze do Rzeczywistości Ostatecznej.

Pan to taki Boski Filantrop

Ważnym pytaniem dla księdza Hryniewicza jest to, czy Jezus przyszedł na świat jako wyraz miłości Pana Boga czy z powodu grzechu ludzkiego? Dla lubelskiego duchownego nie ma wątpliwości, że Jezus to Syn dany z miłości.

Bóg chrześcijan, o czym bardzo często zapominamy, jest Bytem komunijnym, Tym, który jest zawsze w relacji. Podobnie człowiek, który jest stworzony na obraz Boga. My także jesteśmy bytami relacyjnymi. Nasza istota wyraża się w relacji do Boga, do siebie samego i do innego. Mając to na uwadze, ksiądz Hryniewicz podkreśla, że źródłem grzechu jest zazwyczaj odmowa uznania, że jesteśmy istotami potrzebującymi naszego Stwórcy. Dlatego upadamy i osuwamy się z drogi. Ważne jest jednak, aby pamiętać, że pomimo tego Bóg nie przestaje nas kochać. Chrześcijańska tradycja od wieków nazywała Boga „Philanthropos” – Bóg miłujący ludzi niezależnie od ich grzeszności. Pomocna w lepszym zrozumieniu tego fenomenu może być teologia prawosławna. W katolicyzmie akcentuje się stan doskonały przed grzechem pierworodnym. Inaczej jest w prawosławiu. Tutaj grzech pierworodny jest traktowany jako „upadek w górę” i stanowi niezbędny element na drodze od pierwotnej niewinności do stanu cnoty i świętości, którą osiąga się dzięki współpracy z łaską Boga.

W prawosławiu grzech pierworodny to dezintegracja osobowości. W człowieku upadłym zostaje rozbita autentyczna świadomość osobowa, która polega – co ważne – nie tyle na świadomości samego siebie, ale na otwartości względem innych. Poprzez otwartość człowiek urzeczywistnia swoją osobową odrębność. Prawem życia nie jest przeciwstawienie się innym osobom, ale dążenie do zjednoczenia. Człowiek wewnętrznie rozbity żyje w stanie skażenia, który pozbawia go wewnętrznej integralności i jedności oraz skazuje go na ustawiczną niestałość i brak równowagi ducha, zarówno w nim samym, jak i w jego relacjach z innymi ludźmi. A to właśnie odbudowanie zerwanych więzi jest kluczem do zdrowia i do wyjścia z grzechu.

Odpowiedzią na to jest antropologiczny optymizm. Prawosławie bardzo mocno podkreśla to, że grzech zaciemnia, ale nie niszczy obrazu Boga w człowieku. Grzech nie ma takiej mocy. To właśnie ta świadomość życzliwości Boga uwalnia ludzi od lęku przed śmiercią oraz od konieczności grzesznej walki o byt. Jeżeli Bóg coś dopuszcza w historii, to ma to jakiś ukryty sens. W takiej perspektywie każdy upadek nosi w sobie ziarna nauki i ma w sobie soki pedagogiki. Trzeba nieraz na własnym przykładzie doświadczyć tego, co znaczy zły wybór. To jednak nie jest jeszcze tragedia, przypomina nam ksiądz Hryniewicz, przywołując słowa Jezusa do znanej mistyczki średniowiecznej Julianny z Norwich – grzech musi koniecznie istnieć. Ale wszystko będzie dobrze i wszystko dobrze się skończy.

Nie zatrzymuj się na krzyżu

„Nie bądźcie smutni (…) Nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją” (Ne 8,9-10). Jak często słowo „radość” powtarza się w Dobrej Nowinie głoszonej przez Jezusa po to, aby nasza radość była pełna. To On wyzwala nas do radości, przypomina nam ksiądz Hryniewicz. W naszej codzienności zapominamy, że chrześcijaństwo nie jest religią krzyża ale Zmartwychwstania. Może dlatego tak niewiele radości w naszych chrześcijańskich wspólnotach? Jest coś tragicznego w zaniku radości chrześcijańskiej w naszych wspólnotach – podkreśla ksiądz Hryniewicz. Jak zauważa, kiedy wypędza się z chrześcijaństwa radość i nadzieję, staje się ono snutym chrześcijaństwem, pozbawionym mądrości, równowagi ducha i wewnętrznej wolności. „Religijna gorliwość może przybierać wówczas postać ponurego i fanatycznego dogmatyzmu, przejawiającego się wrogością do ludzi świata”. Radość i poczucie humoru chronią przed tym niebezpieczeństwem. Są pewną formą duchowej terapii i samoobrony. Wolność wewnętrzna pozwala również śmiać się z samego siebie.

Chrześcijanin odnajduje ostateczne źródło pogody ducha – przypomina nam z mocą ksiądz Hryniewicz – w przemożnej miłości Boga, któremu uwierzył i zaufał. Chrześcijaństwo jest religią nadziei i radości. Wielkiej, odważnej, sięgającej w nieskończoność i wieczność samego Boga. Nadzieja jest sojuszniczką chrześcijańskiego poczucia radości i humoru, a humor sprzymierzeńcem nadziei. Humor jest szczególną postacią ludzkiej zdolności do śmiechu. Znakiem akceptacji samego siebie i pojednania ze sobą. Dzięki niemu mogę odnaleźć wewnętrzny dystans wobec samego siebie i wszystkich trudności, które napotykam. To on pozwala mi wznieść się ponad siebie. Jest pewną formą niezależności i transcendencji wobec własnej osoby. Dzięki temu łatwiej zadomowić się w przekonaniu, że ani niedola, ani wina, ani śmierć nie są w stanie odebrać wierzącemu ufność, że miłość Boga zdolna jest przemóc siłę zła i okazać się w końcu zwycięska.

Czule przytulić Innego

Wciąż szukamy obecności Jezusa zbyt daleko, gdzie indziej, nie tam, gdzie trzeba. Rozmijamy się. I oblicze świata wygląda tak, jak wygląda. Szukamy Boga, mówimy, że Go nie spotkaliśmy, że nikt Go nie widział, a zapominamy, że jest On w twarzy drugiego. W pogoni codzienności zapominamy o słowach naszego Nauczyciela, który mówił: „To, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych mnieście uczynili”. Mowa tu nie tylko o chrześcijanach, ale przede wszystkim o Innych. Niewierzących, poranionych, wątpiących, sceptycznych. To także nasi bliźni i bliscy, przypomina ksiądz Hryniewicz. Kto jest w stanie ich zrozumieć? Kto potrafi do nich przemówić? Chyba tylko ten, dla kogo nie są obcy i obojętni, kto nimi nie pogardza i kogo szczerze obchodzi to, co się dzieje w ich umysłach i sercach. Zawsze jest czas na bliskość i zrozumienie.

Rozwijamy się przez kryzysy. Dobrze zdają sobie z tego sprawę psychologowie, żeby wspomnieć tutaj chociażby teorie dezintegracji pozytywnej Kazimierza Dąbrowskiego. Potwierdzają oni tylko to, co doskonale pokazał nasz Nauczyciel z Nazaretu. Kenoza jest wpisana w nasze życie. Nie jesteśmy tego w stanie przejść samodzielnie, bez oparcia na Bogu, bez Jego przytulenia. A nie możemy się przytulić bez nadziei na to, że On nas kocha. Taka prawidłowość. Książka księdza Hryniewicza przypomina nam tę prawdę. I bardzo dobrze. Nigdy dosyć do niej powracać. Bez niej bardzo szybko nasza łódź oblepia się lękami, które niczym muszle na kadłubie łodzi wypychają nas z kursu i powodują, że kręcimy się wkoło swojego „ja”. Książka księdza Hryniewicza jest trochę jak narzędzie, które pozwala wyczyścić spód naszej łodzi i utrzymać kurs. Dobrze ją mieć w pobliżu.

Muszę się Państwu do czegoś przyznać. Mam z recenzowaniem tej książki duży problem. Najchętniej przepisałbym ją całą, tak żeby podzielić się nadzieją, siłą, mądrością i ciepłem, którymi są naznaczone jej strony. No ale tak nie można. Nie byłaby to recenzja. Nie ma zatem innej rady, jak tylko to, żebyście Państwo sięgnęli po nią sami i spotkali się ze świadkiem, który niesie w sobie doświadczenie, mądrość i ciepło, które jest owocem bardzo konkretnego doświadczenia – jak bowiem pisze: „Przeżycie śmierci klinicznej i życie z rakiem nauczyły mnie cenić dar życia. Dar niezwykły. Każdego dnia dziękuję Najwyższemu, że przedłuża mi życie, że będę mógł zrobić coś dobrego, coś napisać, komuś pomóc, do kogoś się uśmiechnąć, kogoś spotkać, komuś podać rękę, ot choćby głodnym ptakom dać jeść zimą. Mała radość z tego, że zasiadam do pracy i komputer dobrze działa, że mi się nie zepsuł… Nie jesteśmy zbawcami całego świata. Za mali jesteśmy do takiej roli. Jest Ktoś taki – jeden, jak wierzymy, Zbawiciel wszystkich. My możemy być tylko Jego małymi pomocnikami. Jestem przekonany, że umiejętności cieszenia się życiem trzeba się uczyć. Jak pacierza. Jak wiary i nadziei”. Ta książka tego uczy. Spotkacie w niej Państwo świadka, który Go spotkał i wie, że bez względu na wszystko On jest i z czułością patrzy na Ciebie i na mnie.


Cytowane fragmenty pochodzą z książki: ks. Wacław Hryniewicz OMI, „Wiara rodzi się w dialogu”, WAM 2015.

Poglądy Autora tekstu oraz ks. Wacława Hryniewicza nie odzwierciedlają poglądów ani sposobu wiary członków redakcji „Dywizu”.