myslimy
| 23 września 2013 ]

Śmiertelne uprzedzenia

„Wia­ra, moim zda­niem, rodzi się ze spo­tka­nia z Jezu­sem. Jest to spo­tka­nie oso­bi­ste, któ­re poru­szy­ło moje ser­ce oraz nada­ło nowy kie­ru­nek i nowy sens memu życiu” – pisze Fran­ci­szek w liście do redak­to­ra Scal­fa­rie­go, naczel­ne­go wło­skiej „La Repub­bli­ca”. O liście napi­sa­no już wie­le w pol­skich i świa­to­wych mediach, pod­kre­śla­jąc bez­pre­ce­den­so­wość tego wyda­rze­nia. Jed­ni kon­tra­stu­ją zacho­wa­nie papie­ża z zacho­wa­nia­mi pol­skich bisku­pów, sta­wia­jąc ich na prze­ciw­nej stro­nie ska­li otwar­to­ści do dia­lo­gu, inni coraz bar­dziej oba­wia­ją się o pra­wo­wier­ność Fran­cisz­ka zaj­mu­ją­ce­go się pisa­niem listów do lewi­co­wych gazet zamiast kon­te­sta­cją demo­li­be­ral­ne­go porząd­ku spo­łecz­ne­go. Ja chciał­bym jed­nak przy­sta­nąć przy dwóch sło­wach z papie­skie­go listu: „Nad­szedł już jed­nak czas (…) dia­lo­gu otwar­te­go i bez uprze­dzeń…”. O dia­lo­gu w Koście­le dys­ku­tu­je się wie­le i od daw­na, wiel­ki­mi kro­ka­mi zbli­ża się war­szaw­ski Dzie­dzi­niec Dia­lo­gu jako odpo­wiedź na wezwa­nie papie­ża Bene­dyk­ta XVI. Co jed­nak ma jego następ­ca na myśli, pisząc o dia­lo­gu bez uprze­dzeń?

W swej isto­cie listy redak­to­ra Scal­fa­rie­go i papie­ża Fran­cisz­ka są spo­tka­niem (to nie­zwy­kle istot­ne okre­śle­nie z per­spek­ty­wy teo­lo­gii dia­lo­gu pro­po­no­wa­nej przez Fran­cisz­ka) osób o, przy­naj­mniej pozor­nie, odmien­nej posta­wie filo­zo­ficz­nej zbu­do­wa­nej na róż­nych aksjo­ma­tach. Scal­fa­ri przed­sta­wia się jako czło­wiek głę­bo­ko zanu­rzo­ny w tra­dy­cji i kul­tu­rze oświe­ce­nia, któ­re powsta­ło jako anty­no­mia dla chrze­ści­jań­skiej chri­stia­ni­tas. Jezus dla naczel­ne­go „La Repub­bli­ca” jest fascy­nu­ją­cą posta­cią histo­rycz­ną, myl­nie inter­pre­to­wa­ną przez chrze­ści­jań­stwo jako wcie­le­nie Boga. Fran­ci­szek to papież Kościo­ła kato­lic­kie­go pod­kre­śla­ją­cy na każ­dym kro­ku swo­ją oso­bi­stą rela­cję z Jezu­sem, któ­ry jest Zba­wi­cie­lem świa­ta. Obie te tra­dy­cje mają wpi­sa­ną w sobie histo­rycz­nie uwa­run­ko­wa­ną nie­chęć do dru­giej – pierw­sza obwi­nia dru­gą o zabo­bo­ny, obsku­ran­tyzm i irra­cjo­nal­ność. Dru­ga zarzu­ca pierw­szej śle­pą nie­na­wiść, odej­ście od wia­ry i nisz­cze­nie tra­dy­cyj­nych war­to­ści. Papież dowo­dzi, że takie spoj­rze­nie unie­moż­li­wia dia­log, i pro­po­nu­je wyj­ście poza ramy ste­reo­ty­pów dla dobra ludz­ko­ści (któ­re moż­na rozu­mieć zarów­no teo­lo­gicz­nie, jak i filo­zo­ficz­nie).

Psy­cho­lo­gia spo­łecz­na dosko­na­le zba­da­ła uprze­dze­nia i ste­reo­ty­py. Wska­zu­je, że na ich bazie powsta­je bez­re­flek­syj­na wro­gość mię­dzy człon­ka­mi róż­nych grup spo­łecz­nych, unie­moż­li­wia­jąc kon­takt, a w kon­se­kwen­cji pojed­na­nie. Trud­no­ści w kon­tak­cie doświad­cza­my na co dzień. Nie­daw­no mia­łem nie­zwy­kłą potrze­bę podzie­lić się z przy­ja­ciół­mi moją histo­rią, w któ­rej, jak wie­rzę, Bóg obja­wił swo­ją dobroć w moim życiu. Przy­ja­ciel zapy­tał wte­dy iro­nicz­nie, czy to Bóg pozwo­lił mi zdać egza­min dyplo­mo­wy, o któ­rym była mowa. W taki wła­śnie spo­sób uprze­dze­nia zamy­ka­ją prze­strzeń spo­tka­nia. Żeby jed­nak być uczci­wym – kto z nie­wie­rzą­cych nie sły­szał o ukry­wa­niu pedo­fi­lii w Koście­le, nie doświad­czył nawra­ca­nia na siłę lub zarzu­ca­nia im złej woli wypły­wa­ją­cej z same­go aktu nie­wia­ry? Ste­reo­ty­py doty­ka­ją zatem obu stron dia­lo­gu, cze­go musi­my być świa­do­mi.

Oświe­ce­nie nazy­wa się tak, a nie ina­czej, bo powsta­ło, by świa­tłem rozu­mu roz­świe­cić ciem­ne wie­ki zabo­bo­nów śre­dnio­wie­cza. Jak zauwa­ża papież, to para­doks, gdyż chrze­ści­jań­stwo ma nieść wła­śnie lumen fidei, z defi­ni­cji samo w sobie powin­no być więc oświe­co­ne. Zatem zarów­no chrze­ści­jań­stwo, jak i wyro­sły na bazie oświe­ce­nia pozy­ty­wizm nauko­wy mają podob­ne ambi­cje: oświe­tla­nie dro­gi życia ludz­kie­go. Na tej dro­dze chrze­ści­ja­ni­no­wi nie­raz przyj­dzie spo­tkać swo­je­go redak­to­ra Scal­fa­rie­go, czło­wie­ka prze­siąk­nię­te­go ide­ami oświe­ce­nia. W jakie powin­ni­śmy wejść rela­cje? Jak przy­po­mi­na w liście Fran­ci­szek: „Grzech, nawet dla tych, któ­rzy nie wie­rzą, jest wte­dy, gdy dzia­ła się wbrew sumie­niu”. Tyl­ko Bóg jest Panem sumień, nam pozo­sta­je zatem przy­jąć Inne­go takim, jakim jest, dawać świa­dec­two i przyj­mo­wać świa­dec­two, sta­wiać pyta­nia i udzie­lać odpo­wie­dzi. Nie ma co się jed­nak oszu­ki­wać, że na wszyst­kie zagad­nie­nia będzie­my zna­li wła­ści­wą odpo­wiedź – stąd w życiu chrze­ści­jań­skim koniecz­ność otwar­cia na Tajem­ni­cę, na dzia­ła­nie Boga w dru­gim czło­wie­ku. Bo żeby uzy­skać odpo­wiedź, trze­ba nie­jed­no­krot­nie przejść dłu­gie kilo­me­try, jak ucznio­wie w dro­dze do Emaus, któ­rzy roz­pra­wia­li mię­dzy sobą (!) i do nicze­go nie doszli. Dłu­go też igno­ro­wa­li Inne­go, któ­ry dołą­czył się do nich po dro­dze. Z jak olbrzy­mią trud­no­ścią przy­szło im pojąć, że ktoś, kogo nie zna­li, kto nie był jed­nym z nich (!), oka­zał się być Jezu­sem, któ­re­go szu­ka­li. Papież Fran­ci­szek sło­wa­mi o dia­lo­gu bez uprze­dzeń wska­zu­je, że być może to ich wła­sne ocze­ki­wa­nia i uprze­dze­nia unie­moż­li­wi­ły im wcze­śniej­sze spo­tka­nie z Panem.

Nie spo­sób jed­nak pomi­nąć też chy­ba naj­waż­niej­sze­go zda­nia w całym liście, w któ­rym papież wska­zu­je, że „Kościół (…) nie ma inne­go sen­su i celu jak żyć i świad­czyć o Jezu­sie: Tym, któ­re­go posłał Abbà, by «ubo­gim przy­niósł dobrą nowi­nę, więź­niom gło­sił wol­ność, a nie­wi­do­mym przej­rze­nie; uci­śnio­nych odsy­łał wol­ny­mi, aby obwo­ły­wał rok łaski od Pana» (Łk 4, 18 – 19)”. Wyj­ście w dro­gę dia­lo­gu bez uprze­dzeń wyma­ga od nas tak­że świa­do­mo­ści wła­snej wia­ry i dobre­go przy­go­to­wa­nia. Mamy prze­cież gło­sić głę­bo­ki sens śmier­ci Jezu­sa na krzy­żu i nie­wia­ry­god­nych wyda­rzeń, któ­re nastą­pi­ły póź­niej, aż do Poran­ka Zmar­twych­wsta­nia. Rela­cja mię­dzy krzy­żem a pustym gro­bem jest taka, jak mię­dzy życiem a wia­rą: ta dru­ga nada­je pierw­sze­mu zupeł­nie nowy sens. Bóg spra­wia, że życie ludz­kie nie koń­czy się na Wiel­kim Piąt­ku, ale dosta­je­my od nie­go jako dar dwa peł­ne tajem­nic dni, któ­re są pod­sta­wą naszej wia­ry: Wiel­ką Sobo­tę i Nie­dzie­lę Zmar­twych­wsta­nia. Gdy­by histo­ria Jezu­sa zamy­ka­ła się w śmier­ci na krzy­żu, była­by to kolej­na wzru­sza­ją­ca opo­wieść o dobro­ci, odda­niu do koń­ca i nie­win­nej śmier­ci. Ale ona ma swój dal­szy ciąg, któ­ry oświe­ca dro­gę na Gol­go­tę, wywyż­sza cier­pią­ce­go i poni­ża­ne­go czło­wie­ka. Dla­te­go celem ist­nie­nia Kościo­ła jest gło­sze­nie Jezu­sa wszę­dzie tam, gdzie okre­śle­nie „zie­mia niczy­ja” nie doty­czy tyl­ko skraw­ka grun­tu, ale jest trau­ma­tycz­nym doświad­cze­niem wyry­tym na dro­dze życia uchodź­ców, ubo­gich, zgwał­co­nych i zakrwa­wio­nych. Nie nale­ży tego mylić z tanim pocie­sze­niem, bo Jezus przy­cho­dzi do nas z auten­tycz­ną ofer­tą zba­wie­nia – dla­te­go z taką sta­now­czo­ścią chce­my gło­sić: „Nigdy wię­cej woj­ny!”.

Wresz­cie, dia­log bez uprze­dzeń każe się nam też zasta­no­wić nad samym podzia­łem na wie­rzą­cych i nie­wie­rzą­cych. Ojciec Maciej Zię­ba dowo­dzi, że jest to podział nie­praw­dzi­wy i nie­tra­fio­ny, gdyż każ­dy żyje w prze­strze­ni jakiejś wia­ry. Ina­czej nie dało­by się wytłu­ma­czyć popu­lar­no­ści wró­żek, taro­tów, jasno­wi­dzów i im podob­nych. Real­nie ludzie dzie­lą się na nie­mo­dlą­cych się i modlą­cych się – tych, któ­rzy zakła­da­ją swo­ją samo­wy­star­czal­ność, i tych, któ­rzy z poko­rą uzna­ją wła­sne ogra­ni­cze­nia, uzna­jąc koniecz­ność otwar­cia się na dru­gie­go czło­wie­ka. Czło­wiek modlą­cy się doświad­cza gło­du trans­cen­den­cji, nie­skoń­czo­no­ści, bo jak pisze Cze­sław Miłosz w Widze­niach: „praw­dzi­wa moja esen­cja jest nie we mnie, ale ponade mną”. Ten głód nie­skoń­czo­no­ści jest de fac­to gło­dem miło­ści, rela­cji. A jak pisze Fran­ci­szek, „praw­da jest rela­cją”, tyl­ko zatem w rela­cji znaj­dzie­my praw­dzi­wą miłość, Cari­tas in veri­ta­te. Czło­wiek nie­mo­dlą­cy się to czło­wiek zamknię­ty na rela­cję, nie­po­tra­fią­cy dzie­lić się swo­im dobrem z ubo­gi­mi, jak bogacz z Ewan­ge­lii czy­ta­nej w XVIII Nie­dzie­lę Zwy­kłą (Łk 12,13 – 21). Bied­ny przed Bogiem jest taki czło­wiek, nigdy bowiem nie doświad­czy miło­ści.

Za zachę­tą papie­ża wchodź­my zatem w dia­log z nie­wie­rzą­cy­mi bez uprze­dzeń. Oczy­wi­ście, do pod­ję­cia tego dia­lo­gu potrze­ba będzie rów­nie dobrej woli z dru­giej stro­ny. O to się jed­nak nie mar­tw­my, choć­by­śmy nawet widzie­li bel­kę w oku bliź­nie­go, usuń­my naj­pierw drza­zgę z wła­sne­go. Bo ste­reo­ty­py i uprze­dze­nia są śmier­tel­nie groź­ne. Albo zabi­ją dia­log (a zatem też ewan­ge­li­za­cję!), albo to my skoń­czy­my z nimi. Taki, jak wie­rzę, jest praw­dzi­wy sens listu Fran­cisz­ka do „La Repub­bli­ca”.