kuriozum
| 29 maja 2015 ]

Świętość na pudełku czekoladek

Uwiel­biam cze­ko­la­dę i wszel­kie­go rodza­ju pra­lin­ki. Bom­bo­nier­ka na imie­ni­ny zawsze mnie ucie­szy. Ale raz w roku nie­mal odwra­cam od nich wzrok. W maju w pol­skich skle­pach nie­uchron­nie poja­wia się pudeł­ko, na któ­rym wid­nie­je dzie­cię ze wznie­sio­ny­mi do nie­ba ocza­mi i poboż­nie zło­żo­ny­mi rącz­ka­mi, prze­wią­za­ny­mi różań­cem. Cze­ko­lad­ki te mają być, jak gło­si napis, „pamiąt­ką” wiel­kie­go wyda­rze­nia. Mam ocho­tę zapy­tać ich pro­du­cen­ta, czy to ozna­cza, że nie roz­pły­ną się zaraz w ustach? A może cho­dzi o zacho­wa­nie pudeł­ka?

Prze­cież to tyl­ko komer­cyj­ny pro­dukt, moż­na by powie­dzieć, z oka­zji każ­de­go świę­ta moż­na sobie kupić jakieś kurio­zum. Coś jed­nak w tych cze­ko­lad­kach moc­no mnie razi. Żywa jest we mnie oba­wa przed utrwa­la­niem sta­tycz­ne­go i spły­co­ne­go obra­zu modlą­ce­go się dziec­ka. Cza­sem chcia­ła­bym zoba­czyć dziec­ko przy­stę­pu­ją­ce do Pierw­szej Komu­nii poka­za­ne jako żywą i roz­bie­ga­ną isto­tę. Dostrze­gam tak­że wtór­ność zdjęć wobec świę­tych obraz­ków, któ­re same w sobie potra­fią być nie­zmier­nie kiczo­wa­te, ale przy­naj­mniej nicze­go nie uda­ją.

Jak dobrze, że ist­nie­je inne­go rodza­ju sło­dycz, o któ­rej napi­sał Eze­chiel: „Otwo­rzy­łem więc usta, a On dał mi zjeść ów zwój, mówiąc do mnie: «Synu czło­wie­czy, nasyć żołą­dek i napeł­nij wnętrz­no­ści swo­je tym zwo­jem, któ­ry ci poda­łem». Zja­dłem go, a w ustach moich był słod­ki jak miód” (Ez 3,2).