myslimy
| 8 stycznia 2013 ]

Taki dobry, taki czysty

Czytam je, odkąd zaczęła się zima i wyjąłem z szafy zimową kurtkę. Akurat mieszczą się w dużej kieszeni. Czytam na przystanku autobusowym, w metrze, w tramwaju. Gdy rano się spieszę i gdy wieczorem boli głowa. „Medytacje w drodze” księdza Pietraszki.

Sługa Boży biskup Pietraszko ♥. Długo dumał nad współczesną ruchliwością, która „doszła już, a nawet przekroczyła tę granicę, poza którą staje się niebezpieczna czy wręcz zabójcza”, i wydumał, że wszystko będzie dobrze, gdy się nasze pospieszne, doczesne drogi włączy we „wspólną z Chrystusem drogę do Ojca”, gdy się im nada, wiecie, „rys braterskiej wspólnoty w drodze z Chrystusem-Bratem ku Ojcu”. Tego uczą „Medytacje w drodze”, wydane pod koniec lat 70. komentarze krakowskiego biskupa do różnych fragmentów Ewangelii.

* * *

O muzyce, zwłaszcza współczesnej, nie wiem prawie nic, ale że T. Love nagrał nową płytę – akurat wiem. Słyszałem w święta w radiu piosenkę „Lucy Phere”, od paru tygodni numer jeden na Liście Przebojów „Trójki”; na pewno też słyszeliście. Spodobała mi się, łapałem się na tym, że ją nucę pod nosem, więc zrobiłem tzw. risercz. Pewnie wiecie, że piosenka ta jest – przynajmniej w warstwie muzycznej – coverem jednego z utworów Boba Dylana (ale używany egzemplarz „Medytacji w drodze” pocztą temu, kto wie którego!). Że Muniek nie śpiewa „Pies Lucyfer …”, jak mi się wydawało i jak nuciłem, tylko „Więc Lucyfer …”, pewnie też wiecie – możliwe nawet, że owa zastanawiająca alternatywna wersja nigdy nie przyszła Wam na myśl. Ale może chociaż tego nie wiecie, że cała płyta jest nagrana przy użyciu analogowych technik z lat 50. i że ma to głębszy sens: „Świat gna dziś do przodu, ludzie nie mają na nic czasu. Tymczasem nasza płyta jest zupełnie w kontrze”. Tak jak w kontrze był biskup Pietraszko.

Zanim spiszecie ten tekst na straty, zaryzykuję: powiązań między płytą „Old is Gold” i „Medytacjami w drodze” da się znaleźć więcej. Przede wszystkim w „Lucy Phere” też jest motyw drogi – słowo „droga” stoi jak byk: „Chodźmy razem więc w drogę / Będziesz mówił o Bogu / Ja ci zrobię fantastyczny PR”. Nie chodzi jednak o „wspólną z Chrystusem drogę do Ojca”, lecz o drogę z Lucyferem – donikąd. Szukałem w internecie jakiejś interpretacji tej piosenki, ale gdy już znalazłem coś, co wyglądało obiecująco – „rozmowę Muńka z Szatanem”, tak było napisane – okazało się, że chodzi o wywiad udzielony przez Muńka pani Oli Szatan z „Dziennika Zachodniego”. Muszę więc spróbować sam.

* * *

Mamy więc w „Lucy Phere” dialog między człowiekiem a Lucyferem. Zwrotki o alkoholu, seksie i narkotykach nawet dzieci rozumieją – a może zwłaszcza one. „Big Star” to chyba takie dżinsy. Ale co z wersami: „Możesz mówić, że Bóg to twój dar”, „Będziesz mówił o Bogu”? Szatan namawia do mówienia o Bogu? Kluczem wydaje się biografia Muńka, który na pewnym etapie swojego życia odkrył wiarę, spowiedź, Mszę Świętą. „Później złapałem się na tym – mówi jednak – że zacząłem się podniecać swoją przemianą. Że jestem taki dobry, coraz bliżej Boga, jestem świetny. […] Spotkania, rozmowy. Wydawało mi się, że tu pójdę, tam pójdę i że jakoś będzie, bo jestem już taki dobry, taki czysty, trochę lepszy od innych”. Mówienie o swoim nawróceniu stało się pokusą.

Komentuje biskup Pietraszko, w piusce na głowie (mawiał ponoć: „Znów muszę się przebrać za świętego Mikołaja”), poważnym tonem, w którym słychać aprobatę: „W układzie doczesnym żyjemy pod urokiem rzeczy dokonanych, skończonych, efektownych. Każdy pragnie – i słusznie – swoje dzieło jak najprędzej doprowadzić do końca, zaprezentować otoczeniu i wykorzystać”. A jednak jeśli chodzi o efekty łaski w naszym życiu, należy opierać się pokusie pospiesznego ich prezentowania: „Jesteśmy ludźmi nieśmiertelności poprzez zmartwychwstanie – ludźmi wielkiej nadziei zagwarantowanej daniną życia i krwi Chrystusa. Stać nas więc na wytrzymanie i zwyciężenie pokusy niecierpliwości, która pragnie wszystko wszystkim udowodnić, wszystko wszystkim wytłumaczyć i uzasadnić”.

* * *

„Lucy, ja już nie mogę / Wolę chyba być z Bogiem / Czemu na mnie uparłeś tak się”. Lepiej iść z Bogiem, bo, jak pisze biskup Pietraszko, choć „miotamy się nieraz w życiu pomiędzy ostatecznościami: pomiędzy wzlotami, entuzjazmem a upadkami; pomiędzy nadzieją, nieraz zuchwałą i lekkomyślną, a pomiędzy czarnowidztwem i ostatecznym zwątpieniem”, to jednak ważne jest, by na końcu naszej drogi ktoś na nas czekał. „Zupełnie inaczej się idzie wtedy, kiedy czekają, a zupełnie inaczej wtedy, kiedy się idzie donikąd i do nikogo”. I tramwajem się inaczej po mieście jeździ, i metrem inaczej, i rowerem w deszczu – kiedy czekają.