widzimy
| 24 marca 2014 ]

Talentom śmierć?

Z serii: komentarze pisane na kolanie, zrodzone z facebookowych dyskusji. Wybaczcie brak wyższej formy.

Przy okazji dyskusji o występie s. Cristiny w The Voice of Italy wychodzi na wierzch znacznie głębszy temat. Przecież rozmawiamy nie tylko o tym, czy dobrze, że ta jedna siostra zaśpiewała w telewizji. Chodzi o to, jaka jest rola osób duchownych. Czy ma to być całkowite oderwanie od świata, bo świat jest zły, a oni mają wskazywać poza doczesność? Czemu w takim razie w tym złym świecie mieliby przebywać świeccy? Jeśli jest taki zły, wszyscy chrześcijanie powinni z niego uciekać. (Nawiasem mówiąc, samo słowo „świeccy” wskazuje na bycie w świecie, właśnie jako element różnicujący te dwa stany). W istocie przy okazji występu s. Cristiny wraca stare pytanie o podejście chrześcijan do świata. Po II Soborze Watykańskim uległo ono zmianie. Ale czy poszło za tym przeformułowanie w rozumieniu powołań? Osoby duchowne mają być znakiem innej rzeczywistości, pytanie jednak, czy są jej wyraźnym znakiem, uciekając od świata i będąc uznawanym za dziwadła, czy są raczej w takiej wersji bytem totalnie niezrozumiałym, od którego się stroni i w którym nie widzi się żadnej mocy ożywczej. Żywiołowe reakcje ludzi na tych duchownych, którzy wchodzą w świat, pokazują, jakie są potrzeby. Znakiem innej rzeczywistości dla mnie osobiście są ci, którzy żyjąc w świecie, potrafią jednocześnie zachować swoją chrześcijańską odrębność (jak w Liście do Diogneta „chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem […] Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba”), a nie ci, którzy chronią się przed światem i uciekają przed jego wyzwaniami.

Jarosław Dudycz napisał: „Uważam, że potraktowano s. Cristinę jak małpkę w zoo, która umie liczyć banany i trzeba ją prezentować wszem wobec, rozdziawiając przy tym buzię: Łaaaa, ona umie robić sztuczki, ale jaja! No tak, bo normalnie zakonnice nie śpiewają. Są smutne, szare i brzydkie. Najwyraźniej wychodzi z nas głęboko skrywane poczucie, że życie zakonne jest dziwactwem”. Zapewne osoby, które zamieszczają na Facebooku występ s. Cristiny, chciałyby, żeby taka była norma. Żeby czymś zwyczajnym była entuzjastyczna, uśmiechnięta zakonnica. Ale jednocześnie przy okazji ujawnia się stereotyp w postrzeganiu osób zakonnych − stereotyp, który nie bierze się znikąd. Siostry zakonne same sobie na niego zapracowały czy też zostały w taką formę wepchnięte. Mam w swoich zbiorach książeczkę „Savoir vivre siostry zakonnej” ze stemplem biblioteki pewnego zgromadzenia zakonnego, a więc najwyraźniej była w użyciu. Czytamy tam np.: „Nie przeszkadzaj innym niepotrzebnym szuraniem krzeseł czy ławek. Nie rozcieraj hałaśliwie rąk, gdy jest ci zimno, ani nie wycieraj głośno nosa […] Bądź zawsze grzeczna jak był grzeczny Pan Jezus”, „Wolno ci okraszać rozmowy niewinnymi dowcipami, lecz nie przekraczając odpowiednich granic”. Czyżby siostry, do których kierowane są te zalecenia, miały pięć lat?

Skoro śpiewająca, radosna siostra to taki fenomen, najwyraźniej jest to rzadkość. Bo przecież ludzie nie podziwiają głosu s. Cristiny (on nie wybija się aż tak, żeby być internetowym wydarzeniem tygodnia), tylko zaskoczeni są tym, że siostra zakonna występuje w talent show. Te reakcje można by sparafrazować: siostra zakonna, a jednak człowiek. Dlatego według mnie ujawnia się przy okazji istotne pytanie o naturę powołania zakonnego i stosunek do świata. W tym m.in. o to, czy osoba zakonna ma prawo do własnych pasji i czy ich realizacja nie jest jednocześnie utrzymywaniem bliskości z Bogiem. Czy kontakt z Bogiem mamy tylko na modlitwie, czy też przez całe życie? Jeśli tylko na modlitwie, to owszem, niech s. Cristina ani na chwilę nie odchodzi od ołtarza. Domagam się wówczas, żeby także świeckim kazać non stop poświęcać się modlitwie, zamiast tracić czas na rzeczy, które nas od Boga oddalają… Ale według mnie kontakt z Bogiem mamy przez całe nasze życie, gdy odpowiednio je traktujemy, gdy w najzwyklejszych zdarzeniach widzimy bliskość Boga. Tak świeccy, jak duchowni.

W dyskusji na ten temat pojawił się m.in. głos Michała Barcikowskiego: „Powołanie zakonne naprawdę średnio da się pogodzić z kultywowaniem własnych pasji i talentów. Raczej oznacza rezygnację z tego dla czegoś większego”.

Czy powołanie zakonne wyklucza pasje? Owszem, one nie mogą mieć pierwszorzędnej roli, w hierarchii wartości powinno być przed nimi mnóstwo, mnóstwo innych „punktów”, a przede wszystkim pierwszy jest sam Bóg. Tylko że tak samo jest w powołaniu małżeńskim − realizacja pasji odchodzi na dalszy plan wobec potrzeb rodziny. I tu także na pierwszym miejscu powinien być Bóg. Co nie znaczy, że rozwijanie swoich pasji i talentów ma zostać całkowicie wyeliminowane. Postawiłabym tezę, że dzielenie sensu powołań świeckich i duchownych według klucza „bycie w świecie” i „bycie poza światem” po posoborowych zmianach w podejściu Kościoła do świata traci swe umocowanie.

Inne teksty o s. Cristinie w magazynie „Dywiz”:
Jarosław Dudycz, „Zakonnica mikrofon i małpki”
Juliusz Gałkowski, „Mikrofon i posłuszeństwo”