dzialamy
| 7 września 2013 ]

Torba na krawędzi

Płócienna torba z napisem „Jak Boga kocham” wpadła mi w oko, gdy bezmyślnie błąkałam się po Facebooku. Jakiś ironiczny do kwadratu projekt z kręgów „Krytyki Politycznej”? Czy jednak rzecz o innych zgoła, chrześcijańskich inspiracjach? Sprawdzam!

Tak trafiłam na stronę fundacji Malak, katolickiej organizacji współpracującej z o. Adamem Szustakiem OP. O sprzedawanej przez siebie torbie piszą tak: „Ekotorba − to produkt z pomysłem i z przesłaniem, wprost, ale nienachalnie chrześcijański. Zrobiona zręcznie i ręcznie z materiałów nowych i tych z historią, lecz zawsze będących dobrej jakości”.

Torba oferowana przez sklep Malak; fot. www.sklepmalak.pl

O efektownym wyglądzie torby można się przekonać, oglądając zdjęcie. Przyjemne kolory i zgrabny, ręcznie wykonany napis wpasują się doskonale w miejski krajobraz. A że hasło jest „nienachalnie chrześcijańskie” przyznaję – dowodzi tego moja pierwsza reakcja, dezorientacja: „kto, dlaczego i w jakim sensie?”.

Mój początkowy entuzjazm po chwili zbladł. Zdanie „Jak Boga kocham”, ta wytarta fraza służąca zapewnieniom, że tak, ależ oczywiście mówię ci całą prawdę, nie przechodzi mi przez usta. Mam wobec niej wewnętrzny opór, a drugie przykazanie jakoś skuteczniej w odpowiednim momencie wsuwa się w tym wypadku w moją głowę niż przy bezwiednych wykrzyknieniach z Bożym imieniem stanowiącym ekwiwalent „och” albo wulgaryzmu (w latach młodzieńczych i poetyckich pisałam na ten temat: „o Jezu / w bliskim towarzystwie kurwy / zamieszkałeś w naszych ustach”).

Pomysłodawcy napisu na torbie dokonali rzeczy ciekawej: przerzucili bezmyślnie używany dla zapewnień zwrot „Jak Boga kocham” na płaszczyznę innego sensu. Na torbie staje się on wyznaniem, deklaracją wiary. Ja cały czas mam z nim jednak problem, bo widzę, jak na moich oczach siada na sensach okrakiem i chybocze się to w jedną, to w drugą stronę. Jeśli nie mamy pewności co do intencji nadawcy hasła z torby (tej pewności, którą dadzą dopiero odwiedziny na stronie Malaka), zdaje się ono raz cynicznym zagraniem lansującego się ateusza, to znów rzuconym wprost hasłem ewangelizacyjnym. Cała atrakcyjność nadruku tkwi w tej niejasności i mienieniu się znaczeń. To niedookreślenie ma w sobie jednak coś ryzykownego − jakieś dążenie do mimikry, zakrycia prawdziwej tożsamości, tak by zawsze można było asekurować się znaczeniem z przeciwnej strony.

Kiedy z kolei odkrywa się rzeczywistą intencję nadawcy ­hasła – cały czar pryska. Urok poezji tkwi przecież w balansowaniu znaczeniami, ich nieoczywistości, a dobry copywriting to poezji potomek. W przypadku hasła „Jak Boga kocham” znaczenie rzeczywiste (słowa osoby wierzącej) i znaczenie pozorowane (słowa cynika) są zanadto odsunięte od siebie, mieszczą się po dwóch skrajnie przeciwnych stronach świata aksjologii, ba! na dwóch biegunach rzeczywistości wiary. Mówiąc najprościej jako potencjalna właścicielka i nosicielka torby nie chciałabym być przez obserwujących mnie odebrana jako ktoś kpiący z Boga.

Rzeczywiste znaczenie hasła ­– deklaracja miłości do Boga – stwarza jeszcze inny problem. Rodzi się pytanie, na ile mamy prawo obnosić się z takim zapewnieniem. Czy naprawdę jest ono zgodne z tym, czym żyjemy? Czy jesteśmy pewni, że każda chwila naszego życia przeżyta jest tak dobrze, na tyle zgodnie z tym, co się Bogu podoba, że nie będzie jawnym zaprzeczeniem tego, co ogłaszamy przez hasło na torbie? Mogliby się na to porwać chyba tylko święci. A ci za życia o własnej świętości nie mieli bladego pojęcia.

Mimo tych wątpliwości na inicjatywę Malaka patrzę z dużą sympatią i silnie jej kibicuję. Z ciekawością wyglądam ich kolejnych pomysłów ze świata dizajnu, a na razie polecam przyjrzenie się kolorowym, cieszącym oko pokrowcom na Pismo Święte, których duży wybór znajduje się w ofercie Malaka.