myslimy
| 24 października 2013 ]

Trójca Święta i zmiana

Jak poznaje Kościół (6)

W tek­ście „Pozna­nie w Koście­le” Jaro­sław Dudycz uzna­je, że zda­nie się na auto­ry­tet Kościo­ła, wier­ność wobec Urzę­du Nauczy­ciel­skie­go ozna­cza zupeł­ne pod­da­nie wła­sne­go rozu­mu, rezy­gna­cję z wła­sne­go poten­cja­łu poznaw­cze­go. Pomi­jam tu cho­ciaż­by tak oczy­wi­stą kwe­stię, że w bar­dzo wie­lu spra­wach muszę zda­wać się na czyjś auto­ry­tet, muszę cho­ciaż­by wie­rzyć, że cała mate­ria zbu­do­wa­na jest z ato­mów, cho­ciaż nigdy żad­ne­go ato­mu na oczy nie widzia­łem. I wca­le nie czu­ję się dys­kom­for­to­wo w związ­ku z tym, że być może kie­dyś nauka w jakiś spo­sób zmo­dy­fi­ku­je to prze­ko­na­nie o budo­wie mate­rii. Jaro­sław Dudycz od Kościo­ła ocze­ku­je jed­nak cze­goś wię­cej, sko­ro ta insty­tu­cja powo­łu­je się na auto­ry­tet Boga: wyma­ga, by jego naucza­nie opie­ra­ło się na pozna­nej przez nie­go praw­dzie, co ozna­cza­ło­by, że naucza­nie to nie może ulec zmia­nie. Kościół zatem, jeśli wyma­ga wier­no­ści swo­je­mu naucza­niu, musi wyka­zać, że jest to nie­zmien­na praw­da pocho­dzą­ca od same­go Boga. Na boku pozo­sta­wiam pyta­nie, czy gdy­by Kościół był w sta­nie coś takie­go wyka­zać, to nie było­by to prze­ja­wem rze­czy­wi­ste­go znisz­cze­nia ludz­kie­go pozna­nia. Bar­dziej inte­re­su­je mnie pyta­nie o wizję Boga i wia­ry sto­ją­cej za pyta­nia­mi Jaro­sła­wa Dudy­cza. Nie prze­są­dzam, że jest to wizja nie­zmien­ne­go Abso­lu­tu, Boskie­go pra­wo­daw­cy nada­ją­ce­go nie­zmien­ne pra­wa, ale wie­le wska­zu­je na to, że tak wła­śnie jest. Tyle że przed­mio­tem wia­ry Kościo­ła nie jest taki Abso­lut, ale Bóg Trój­je­dy­ny wkra­cza­ją­cy w histo­rię, co ozna­cza, że chrze­ści­ja­nie są nie­ja­ko ska­za­ni na zmia­ny w wie­rze.

Co wię­cej, te nowo­ści w wie­rze, zmia­ny są dla chrze­ści­jań­stwa kon­sty­tu­tyw­ne. Naro­dzi­ny chrze­ści­jań­stwa przy­szły w momen­cie, gdy być może Izra­eli­tom wyda­wa­ło się, że ich wia­ra, po wie­kach kry­sta­li­zo­wa­nia się, w koń­cu osią­gnę­ła jakąś sta­łość, gdy wresz­cie pro­ro­cy nie musie­li wzy­wać do mono­te­izmu. W tę w mia­rę upo­rząd­ko­wa­ną i sta­łą wia­rę wkro­czył Jezus Chry­stus ze swo­im prze­sła­niem, któ­re wpro­wa­dzi­ło rady­kal­ną nowość, pro­wa­dzą­cą wręcz do powsta­nia nowej reli­gii. Był On Mesja­szem, któ­re­go Izra­eli­ci się spo­dzie­wa­li, ale na tyle odmien­nym od ich wyobra­żeń, że nawet jego naj­wier­niej­si ucznio­wie dozna­li tak wiel­kie­go wstrzą­su, że nie byli w sta­nie nicze­go pojąć.

Tyle, że ta per­ma­nent­na obec­ność nowo­ści w wie­rze była wpi­sa­na w judeo-chrze­ści­jań­stwo od samych jego naro­dzin. Wska­zu­je na to cho­ciaż­by histo­ria Abra­ha­ma, któ­ry nazy­wa­ny jest ojcem wie­rzą­cych (por. Rz 4,11). To czło­wiek zapro­szo­ny przez Boga do tego, żeby wie­rzył, jed­nak cała treść jego oso­bi­stej wia­ry to skie­ro­wa­nie ku przy­szło­ści, ocze­ki­wa­nie na speł­nie­nie obiet­ni­cy. Zatem wia­ra to przy­szłość, jed­nak przy­szłość to zmia­na i nowość, stąd każ­dy, kto wie­rzy, musi być przy­go­to­wa­ny na to, że nic nigdy nie będzie takie, jak było. Abra­ham musiał udać się do obce­go kra­ju, docze­kać się potom­ka, mimo że wiek nie wska­zy­wał na to, że jest to moż­li­we, przejść pró­bę poświę­ce­nia życia tego potom­ka. Wia­ra ojca wie­rzą­cych cią­gle kon­fron­to­wa­na była z nowo­ścią. Jest też w tej histo­rii pewien istot­ny szcze­gół. Otóż zapo­wiedź naro­dzin Iza­aka (Rdz 18,1 – 15), któ­rą prze­ka­zu­ją przy­by­li w gości­nę do Abra­ha­ma trzej ludzie, przez wie­lu chrze­ści­jan odczy­ty­wa­na była i jest jako sta­ro­te­sta­men­to­we obja­wie­nie Trój­cy Świę­tej. Nie­za­leż­nie od tego, czy takie odczy­ta­nie jest upraw­nio­ne, czy nie, moż­na uznać, że obja­wie­nie tak dużej nowo­ści w wie­rze musi wią­zać się z obec­no­ścią, zaan­ga­żo­wa­niem Trój­cy Świę­tej, że obja­wie­nie tej nowo­ści nie doko­nu­je się bez udzia­łu Trój­cy, że rów­nież jej przy­ję­cie nie doko­nu­je się bez takie­go udzia­łu.

Takie prze­ko­na­nie zda­je się potwier­dzać Nowy Testa­ment. Według Ewan­ge­lii Łuka­sza począ­tek publicz­nej dzia­łal­no­ści Jezu­sa i Jego chrzest, a zatem począ­tek poja­wie­nia się naj­istot­niej­szej nowo­ści w wie­rze, wią­żą się z czymś, co moż­na uznać za obja­wie­nie Trój­cy Świę­tej:

Kie­dy cały lud przy­stę­po­wał do chrztu, Jezus tak­że przy­jął chrzest. A gdy się modlił, otwo­rzy­ło się nie­bo i Duch Świę­ty zstą­pił nad Nie­go, w posta­ci cie­le­snej niby gołę­bi­ca, a z nie­ba ode­zwał się głos: Tyś jest mój Syn umi­ło­wa­ny, w Tobie mam upodo­ba­nie (Łk 3,21 – 22).

Uza­sad­nio­ne jest zatem pyta­nie, czy cią­gła nowość wia­ry nie wyni­ka z samej natu­ry Trój­cy Świę­tej, czy nie wyni­ka z tego, że mono­te­izm chrze­ści­jań­ski jest try­ni­tar­ny.

Jak wska­zał wło­ski teo­log Bru­no For­te, jed­ność Boską poj­mo­wać nale­ży nie jako sta­tycz­ną isto­tę, ale jako dyna­micz­ny pro­ces i życie oraz jako histo­rię Miło­ści try­ni­tar­nej, jed­ną i jedy­ną Miłość rozu­mia­ną dyna­micz­nie. Miłość ta jest Bogiem jedy­nym, choć w Trój­cy roz­róż­nia­ją­cym się na Kocha­ją­ce­go, Kocha­ne­go i Miłość oso­bo­wą. W świe­tle wyda­rze­nia pas­chal­ne­go isto­tą Boga żywe­go jest try­ni­tar­na histo­ria miło­ści, jest to Trój­ca jako wiecz­na histo­ria miło­ści, któ­ra wzbu­dza, obej­mu­je i prze­ni­ka histo­rię świa­ta, czy­li przed­miot praw­dzi­wej Miło­ści; jest to wie­ku­iste wyda­rze­nie Miło­ści pomię­dzy Troj­giem i ich miło­ści ku nam. B. For­te za E. Jün­ge­lem mówi, że poję­cie try­ni­tar­ne­go Boga, któ­ry jest Miło­ścią, zakła­da wiecz­ną nowość. Bóg i Miłość nigdy się nie zesta­rze­ją. Ich byt jest i pozo­sta­je w sta­wa­niu się („Trój­ca Świę­ta jako histo­ria. Esej o Bogu chrze­ści­jan”, Kra­ków 2005, s. 197 – 199).

Zatem z samej isto­ty wia­ry, tego, że jest ona nakie­ro­wa­na na przy­szłość, a tak­że z tego, że „przed­mio­tem” wia­ry jest Trój­ca, z samej isto­ty Trój­cy, wyni­ka to, że wia­ra to cią­gła przy­szłość, zmia­na i nowość. Wia­ra mogła­by być poj­mo­wa­na jako wiecz­ny con­stans, nie­zmien­ność, gdy­by jej przed­mio­tem był nie­za­an­ga­żo­wa­ny w histo­rię sta­tycz­ny Abso­lut. Ponie­waż tak nie jest, chrze­ści­ja­nin musi być przy­go­to­wa­ny na zmia­ny, a jego prze­ko­na­nie, że wia­ra to coś sta­łe­go, nie­zmien­ne­go, zosta­nie wie­lo­krot­nie oba­lo­ne.

Wia­ra jest oso­bo­wym spo­tka­niem z Trój­je­dy­nym Bogiem. Jeśli tak wła­śnie jest, to jest to spo­tka­nie z Bogiem, któ­ry czy­ni wszyst­ko nowe wła­śnie dla­te­go, że jest Trój­cą. Potrak­to­wa­nie na serio try­ni­tar­ne­go cha­rak­te­ru chrze­ści­jań­stwa ozna­cza rów­nież goto­wość do przyj­mo­wa­nia nowo­ści w wie­rze. Trze­ba przy­jąć, że Bóg chrze­ści­jan to Bóg, któ­ry sta­wia przed cią­gle nowy­mi wyzwa­nia­mi i nigdy nie pozo­sta­wia w ducho­wym letar­gu, któ­ry nie daje wszyst­kie­go od razu. Jest to wręcz Bóg, któ­ry lubi nas zaska­ki­wać wte­dy, gdy wyda­je się nam, że naszej wia­ry nic nie jest w sta­nie zmie­nić. Cała histo­ria zba­wie­nia poka­zu­je, że nie jest On Bogiem, któ­ry kie­dy­kol­wiek prze­sta­nie nas zaska­ki­wać, oba­lać naszą pew­ność, że usta­li­li­śmy nie­wzru­szo­ne zasa­dy wia­ry.

Praw­dzi­wym wyzwa­niem dla naszej wia­ry są więc nie tyle nowo­ści w wie­rze, ile sam Bóg Trój­je­dy­ny, któ­ry czy­ni wszyst­ko nowe, i nie ma nadziei, że sta­nie się tak, że prze­sta­nie to robić. Ocze­ki­wa­nie, że Kościół będzie poda­wał nie­zmien­ne praw­dy, że nie będzie nowo­ści w wie­rze, ozna­cza wyklu­cze­nie poj­mo­wa­nia Boga jako Trój­cy, czy­li fun­da­men­tu chrze­ści­jań­stwa.

W cyklu „Jak poznaje Kościół” uka­zały się teksty: