lokum
| 11 lipca 2013 ]

Tropem ojca Mateusza

Byli­śmy w San­do­mie­rzu i nikt nas nie okradł, nie uszko­dził, nie oszu­kał ani nie wplą­tał w żad­ną przy­go­dę kry­mi­nal­ną. Dziw­ne, serial „Ojciec Mate­usz” dowo­dzi prze­cież, że od prze­stęp­czej histo­rii nie jest wol­ny w tym mie­ście żaden tydzień. Ba! Zasko­cze­nie było pod­nie­sio­ne do potę­gi jesz­cze z tego wzglę­du, że nie­zwy­kła to rzecz zoba­czyć małe pol­skie mia­sto, któ­re­go poten­cjał tury­stycz­ny jest tak dosko­na­le wyko­rzy­sty­wa­ny. Zamiast snu­ją­ce­go się sen­nie psa z pchłą na grzbie­cie na uli­cach widać spa­ce­ru­ją­cych, roz­ma­wia­ją­cych, kon­su­mu­ją­cych i uśmiech­nię­tych ludzi. Nie ma tu nic ze sty­lu kre­mo­we­go tor­ci­ka z bezą, tak cha­rak­te­ry­stycz­ne­go dla spo­so­bu remon­to­wa­nia zabyt­ków w ostat­nich latach. Tyn­ki zacho­wu­ją fak­tu­rę jak we Wło­szech − ten miły rodzaj deli­kat­ne­go nad­gry­zie­nia przez czas i czyn­ni­ki atmos­fe­rycz­ne, któ­ry spra­wia, że budyn­ki zamiast giąć się, sła­niać i przed­sta­wiać sobą obraz wil­got­nej ruiny, sta­ją się przy­jem­nym dla oka zabyt­kiem. Taka to sie­lan­ka, któ­ra zapew­ne wie­le zawdzię­cza fun­du­szom zyska­nym dzię­ki wspo­mnia­ne­mu seria­lo­wi. Cóż, każ­de­mu mia­stu życzyć moż­na wła­sne­go księ­dza-domo­ro­słe­go detek­ty­wa i jak naj­wię­cej fik­cyj­nych prze­stępstw.

Same­go ojca Mate­usza wpraw­dzie w San­do­mie­rzu nie spo­tka­li­śmy, natknę­li­śmy się jed­nak na postać z kolo­rat­ką i w całym cha­rak­te­ry­stycz­nym stro­ju, peł­nią­cą rolę uśmiech­nię­tej hostes­sy, co doku­men­tu­je załą­czo­ne zdję­cie. Kawiar­nia „U Ple­ba­na” przy Kato­lic­kim Domu Kul­tu­ry, do któ­rej człek ów zapra­sza, ist­nie­je nie­speł­na mie­siąc – uro­czy­ste­go otwar­cia doko­nał bp Krzysz­tof Nit­kie­wicz 13 czerw­ca 2013 r. Gdy­by nie to, że remont zaczął się jesz­cze przed powsta­niem Dywi­zu, goto­wi­śmy doszu­ki­wać się tu zasto­so­wa­nia naszej wła­snej myśli, że naj­lep­szym dziś miej­scem spo­tka­nia są kawiar­nie. A co bliż­sze­go Kościo­ło­wi niż spo­ty­ka­nie się ludzi? Tyl­ko nie­zwy­kłe wypad­ki dzie­jo­we i kil­ka brze­mien­nych w skut­ki prze­oczeń mogło dopro­wa­dzić do tego, że żyzna gle­ba klu­bo­ka­wiar­ni nie jest jesz­cze przez Kościół na sze­ro­ką ska­lę upra­wia­na.

Ewa Kie­dio i Michał Buczek pod kawiar­nią „U Ple­ba­na”. Fot. Mar­cin Kie­dio

Z jakim skut­kiem jest upra­wia­na w San­do­mie­rzu, czy kawiar­nia ta jest tyl­ko przed­się­wzię­ciem komer­cyj­nym, gdzie moż­na zjeść ciast­ko tak jak wszę­dzie indziej, czy za pomy­słem tym stoi spój­na i zdro­wa myśl dusz­pa­ster­ska, by wia­rę łączyć z kul­tu­rą i two­rzyć miej­sce dys­ku­sji i wymia­ny poglą­dów, prze­strzeń spo­tka­nia świec­kich i duchow­nych, kato­li­ków i nie­ka­to­li­ków inną niż zakry­stia i kan­ce­la­ria − tego nie zdą­ży­li­śmy spraw­dzić. Gna­li­śmy do kate­dry pcha­ni wewnętrz­ną potrze­bą prze­ko­na­nia się, jak mają się spra­wy z kon­tro­wer­syj­nym XVIII-wiecz­nym obra­zem pędz­la Karo­la de Pre­vot. Sław­ny ów obraz poka­zu­je, jak żydzi znę­ca­ją się nad dziec­kiem i doko­nu­ją na nim mor­du rytu­al­ne­go. Odsła­nia więc naszym oczom spra­wy tak mniej wię­cej auten­tycz­ne jak te z seria­lu „Ojciec Mate­usz”, z tą róż­ni­cą, że fik­cja wyzie­ra­ją­ca z obra­zu Karo­la de Pre­vot nie bar­dzo San­do­mie­rzo­wi słu­ży. O malo­wi­dle wypo­wia­dał się nie­gdyś ks. Sta­ni­sław Musiał: „Nie wol­no do takich rze­czy się przy­zwy­cza­jać. Pod żad­nym pozo­rem. Jako kato­lik, zakon­nik, ksiądz chciał­bym żyć w Koście­le, któ­ry nie tole­ru­je w swych świą­ty­niach oszczerstw”. Wię­cej pisa­łam o spra­wie w arty­ku­le „W cie­niu czar­nej legen­dy” w książ­ce „Pamięć, któ­ra łączy” (pdf dostęp­ny na stro­nie Labo­ra­to­rium „Wię­zi”). A pisa­łam tak: „Po śmier­ci ks. Musia­ła trwa­ją sta­ra­nia o usu­nię­cie obra­zu z kościo­ła i prze­nie­sie­nie go do muzeum, a przy­naj­mniej umiesz­cze­nie spe­cjal­nej tabli­cy z napi­sem wyja­śnia­ją­cym, że obraz nie przed­sta­wia praw­dy histo­rycz­nej. W maju 2006 r. obraz został zasło­nię­ty kota­rą pod pozo­rem kon­ser­wa­cji. Ta pro­wi­zor­ka trwa do dziś”. Po pię­ciu latach od napi­sa­nia tam­te­go tek­stu potwier­dzam: ta pro­wi­zor­ka trwa do dziś. Sym­bo­licz­ny przy­kład nie­umie­jęt­no­ści roz­wią­zy­wa­nia sytu­acji kon­flik­to­wych i zamia­ta­nia spraw pod dywan.

Uśmiech­nię­ty tek­tu­ro­wy ksiądz spod kawiar­ni „U Ple­ba­na” zapew­ne nie jest tej sytu­acji winien. Jego więc tyl­ko dla przy­kła­du (rów­nie sym­bo­licz­ne­go) ser­decz­nie wytar­ga­li­śmy za ucho.

Ewa i Mar­cin Kie­dio­wie zapo­zna­ją się z bywal­cem kawiar­ni „U Ple­ba­na”. Fot. Michał Buczek