widzimy
| 19 czerwca 2012 ]

Twarz zatrzymano

Spo­ty­kam się cza­sem z krą­żą­cym w róż­nych śro­do­wi­skach żar­tem doty­czą­cym kobie­cej wraż­li­wo­ści na punk­cie wize­run­ku. Opo­wieść bywa róż­na – pano­wie mówią o tym tak, jak­by to było ich oso­bi­ste doświad­cze­nie lub jak­by zna­li je z obser­wa­cji osób trze­cich. Treść opo­wie­ści jest nato­miast podob­na: kobie­ta poka­zu­je męż­czyź­nie zdję­cia z minio­ne­go przy­ję­cia, z obu­rze­niem komen­tu­jąc umie­jęt­no­ści foto­gra­fa, a w zasa­dzie ich brak. Na więk­szo­ści ujęć – jak stwier­dza – wyglą­da okrop­nie, szar­la­tan nie powi­nien w ogó­le doty­kać apa­ra­tu foto­gra­ficz­ne­go, jeśli nie umie robić zdjęć. Na to męż­czy­zna w szcze­ro­ści swe­go ser­ca odpo­wia­da: „Kocha­nie, ale ty tak nie wyszłaś, ty tak wyglą­dasz!”. Dal­szy sce­na­riusz – do prze­wi­dze­nia. Opo­wia­da­ny żart budzi zwy­kle śmiech i kiwa­nie gło­wą z poli­to­wa­niem nad kobie­cym szmer­glem, by zawsze dobrze wyglą­dać.

Twarz zatrzymano

Lubię się cza­sem pośmiać z prze­sa­dy­zmu zarów­no kobie­ce­go, jak i męskie­go, szcze­gól­nie wte­dy, gdy wyśmie­wa­ją­cy nie widzi, że za chwi­lę będzie wyśmie­wa­nym. Powód się znaj­dzie. Zaob­ser­wo­wa­łam cie­ka­we zja­wi­sko lay­outer­skie w redak­cji, w któ­rej pra­cu­ję. Tu, podob­nie jak w wie­lu pismach, prak­ty­ku­je się zamiesz­cza­nie zdję­cia auto­ra tek­stu. Ponie­waż mamy spo­rą rota­cję pra­cow­ni­ków, co pewien czas na stro­nach poda­wa­nych mi do korek­ty dostrze­gam nowe twa­rze. Są też jed­nak takie, któ­re… hm, nie­co się róż­nią od tych zna­nych z kuch­ni czy kory­ta­rza, gdzie się cza­sem mija­my. Dowia­du­ję się przy tym np., że jed­na z kole­ża­nek wró­ci­ła do pra­cy po 7 latach prze­rwy na pisa­nie w innych redak­cjach, pro­wa­dze­nie wła­snej fir­my itp. Zdję­cie z poprzed­niej epo­ki jed­nak zosta­ło. Twarz zatrzy­ma­no. To nic, że dziś kole­żan­ka wyglą­da o 7 lat ina­czej, zupeł­nie zmie­ni­ła fry­zu­rę i może coś w spoj­rze­niu tej daw­nej na zdję­ciu świad­czy o tym, że jest to sama oso­ba. Zasta­na­wiam się jed­nak zawsze pod­czas patrze­nia na oba wize­run­ki, a przy tym zaba­wy pt. „znajdź róż­ni­ce”, dla­cze­go nikt tego nie zak­tu­ali­zu­je. Przy czym pie­czę nad zdję­cia­mi w tej­że redak­cji spra­wu­je lubią­cy żar­ci­ki pan foto­graf.

Jakiś czas temu sły­sza­łam o pró­bie rand­ki doj­rza­łe­go już męż­czy­zny z doj­rza­łą kobie­tą. Ona wyszła z ini­cja­ty­wą spo­tka­nia, prze­sy­ła­jąc mu tę pro­po­zy­cję e-mailem i… dołą­cza­jąc swo­je zdję­cie sprzed 20 lat. Z podob­ną sytu­acją mia­łam też do czy­nie­nia, gdy od zna­jo­me­go dosta­łam w pre­zen­cie książ­kę wspo­mnie­nio­wą autor­ki dziś 84-let­niej. Na ostat­niej stro­nie publi­ka­cji krót­ka not­ka i… zdję­cie z cza­sów, gdy plus minus była świe­żo po czter­dzie­st­ce. Choć oso­bi­ście bli­żej mi do poglą­du, że kobie­ta jest jak wino, jestem w sta­nie zdo­być się na empa­tię i zro­zu­mieć, że w cza­sach płyn­nych oso­bo­wo­ści i rze­mieśl­ni­czej hochsz­ta­pler­ki praw­dzi­wych foto­gra­fów już nie ma…