widzimy
| 26 lutego 2016 ]

Tylko szczęście jest prawdziwym życiem

Jej wier­sza­mi zachwy­cał się Julian Tuwim, na her­ba­tę przy­cho­dził do niej Gom­bro­wicz. Była gwiaz­dą barw­ne­go świa­ta lite­rac­kie­go przed­wo­jen­nej War­sza­wy. Postać Zuzan­ny Gin­czan­ki, nie­co zapo­mnia­nej poet­ki pol­skiej żydow­skie­go pocho­dze­nia, przy­po­mi­na wysta­wa w Muzeum Lite­ra­tu­ry im. Ada­ma Mic­kie­wi­cza, któ­rą moż­na oglą­dać jesz­cze w week­end 27-28 lute­go.

zuzanna ginczanka

Bły­sko­tli­wą karie­rę lite­rac­ką mło­dziut­kiej poet­ki prze­rwa­ła woj­na. Jedy­ny tomik wier­szy „O cen­tau­rach” Zuzan­na Gin­czan­ka wyda­ła w Wydaw­nic­twie J. Prze­wor­skie­go w 1936 roku, w wie­ku 19 lat. Współ­pra­co­wa­ła z pisma­mi: „Szpil­ki”, „Wia­do­mo­ści Lite­rac­kie”, „Ska­man­der”, „Nowe Wid­no­krę­gi”, „Alma­nach Lite­rac­ki”. Po wybu­chu woj­ny w 1939 roku ucie­kła do Lwo­wa, któ­ry nie­spo­dzie­wa­nie został zaję­ty przez woj­ska radziec­kie. W latach 1941-1944 ukry­wa­ła się w róż­nych miej­scach. Zdra­dzo­na przez sąsia­dów, zosta­ła aresz­to­wa­na i zamor­do­wa­na w Kra­ko­wie w 1944 roku w wie­ku 27 lat.

Jej wier­sze są tro­chę jak tytu­ło­we cen­tau­ry z wier­sza otwie­ra­ją­ce­go tomik: nie­po­kor­ne, pul­su­ją­ce życiem, a zara­zem peł­ne szla­chet­nej ele­gan­cji („Oto gło­szę namięt­ność i mądrość / cia­sno w pasie zro­śnię­te jak cen­taur”). Zuzan­na Gin­czan­ka była zako­cha­na w pol­sz­czyź­nie, któ­rą świa­do­mie wybra­ła jako język swo­jej twór­czo­ści, mimo że jej pierw­szym języ­kiem był rosyj­ski („Mowa moja jest gle­bą żyzną”). Dobrze czu­ła się w War­sza­wie, a zara­zem zma­ga­ła się z rosną­cą atmos­fe­rą anty­se­mi­ty­zmu (pisa­ła zresz­tą saty­rycz­ne tek­sty w obro­nie Julia­na Tuwi­ma). Jej uro­da i urok oso­bi­sty zachwy­ca­ły jej przy­ja­ciół i war­szaw­ską bohe­mę, a jed­no­cze­śnie musia­ła odna­leźć się w zdo­mi­no­wa­nej przez męż­czyzn redak­cji „Szpi­lek” („Nie­ła­two pisać rzecz saty­rycz­ną / z ostrym posma­kiem aktu­al­no­ści / i nie zatra­cić kobie­co­ści”). Ostat­nie lata życia Gin­czan­ki to czas inten­syw­ne­go pisa­nia połą­czo­ne­go z izo­la­cją, prze­ży­wa­nia życia w obli­czu śmier­ci („Tyl­ko życie w życiu zosta­je / by w śmier­ci zapo­mnieć w śmierć”). To czas bli­sko­ści przy­ja­ciół i zdra­dy ze stro­ny spo­łe­czeń­stwa („Bli­scy moi – nie lut­nia to, nie puste imię / Pamię­tam o was, wyście, kie­dy szli szu­pow­cy, / Też pamię­ta­li o mnie”).

Dia­log z posta­cią Zuzan­ny Gin­czan­ki podej­mu­ją na wysta­wie współ­cze­śni arty­ści. Cytat w for­mie neo­nu, powiew­na sukien­ka, podo­bi­zna poet­ki na smart­fo­nie to sym­bo­le, przez któ­re może­my odczy­ty­wać nie tyl­ko, kim mogła być Gin­czan­ka, ale tak­że dzię­ki któ­rym może­my zadać sobie pyta­nie o to, na jakich pod­sta­wach rekon­stru­uje­my nasze wyobra­że­nie o kimś. Na ile kobie­ce pięk­no, fascy­na­cja oso­bo­wo­ścią artyst­ki są nie­ro­ze­rwal­nie sple­cio­ne z jej twór­czo­ścią? Na szczę­ście wysta­wa nie zatrzy­mu­je się na feno­me­nie mło­dej, tra­gicz­nie zmar­łej poet­ki. Pozwa­la usły­szeć jej moc­ny i zde­cy­do­wa­ny głos, któ­ry szcze­gól­nie wyra­zi­ście brzmi w jej ostat­nim wier­szu „Non omnis moriar”, będą­cym poże­gna­niem, lamen­tem i oskar­że­niem zara­zem.

Wystawie w dniach 27-28 lutego towarzyszy konferencja „Swojskość, obcość, różnorodność. Wokół Zuzanny Ginczanki”, która pokazuje życie i twórczość poetki w szerokim kontekście literackim, historycznym i feministycznym.