widzimy
| 12 lutego 2013 ]

Ujawniono myśli Benedykta XVI

Kto chciał­by zapo­znać się ze wszyst­ki­mi komen­ta­rza­mi doty­czą­cy­mi decy­zji Bene­dyk­ta XVI o abdy­ka­cji, choć­by tyl­ko z naj­po­pu­lar­niej­szych mediów, nie miał­by na pew­no cza­su na to, żeby modlić się za Kościół. Pola­ło się według dobrze zako­rze­nio­nej zasa­dy „nie znam się, to się wypo­wiem” tudzież „wszy­scy mówią, to i ja”. Choć prze­słan­ki do tego, żeby wyro­ko­wać o przy­czy­nach decy­zji papie­ża są zni­ko­me, jak się oka­zu­je nic nie stoi na prze­szko­dzie, by przed­sta­wiać swój sąd bez żad­nych oznak waha­nia. Od jed­nych więc może­my się dowie­dzieć, że papież na pew­no nie ze stra­chu pod­jął tę decy­zję, od dru­gich zaś, że film „Habe­mus papam” był pro­ro­czy, a więc mamy tu wła­śnie wyraź­ny motyw lęku. W obu przy­pad­kach tak samo chcia­ło­by się zapy­tać: a skąd to pań­stwo wie­cie? Z takim stop­niem pew­no­ści nie ośmie­lam się wypo­wia­dać nawet o moty­wach decy­zji moje­go męża.

Fot.: Mar­cin Kie­dio

Zaczy­na się też żon­glo­wa­nie wcze­śniej­szy­mi wypo­wie­dzia­mi papie­ża wyrwa­ny­mi z kon­tek­stu. Ba! Wyj­mu­je się ze zdań poje­dyn­cze sło­wa, uzna­jąc je za klu­czo­we. „Tak, jestem roz­cza­ro­wa­ny” – powie­dział Bene­dykt XVI, co wybi­to na jed­nym z por­ta­li czer­wo­ny­mi wiel­ki­mi lite­ra­mi. Roz­cza­ro­wa­ny Kościo­łem? Kurią rzym­ską? Samym chrze­ści­jań­stwem? – w spro­wo­ko­wa­nej takim hasłem gło­wie roją się odpo­wie­dzi. Jakiś tyl­ko pro­cent odbior­ców spraw­dzi, że w isto­cie cho­dzi o nastę­pu­ją­cy frag­ment opu­bli­ko­wa­ne­go trzy lata temu wywia­du rze­ki „Świa­tłość świa­ta”: „Oczy­wi­ście, że jestem roz­cza­ro­wa­ny. Tym, że przede wszyst­kim w świe­cie zachod­nim ist­nie­je nie­chęć do Kościo­ła, że seku­la­ryzm ponow­nie się usa­mo­dziel­nia, roz­wi­ja for­my, przez któ­re odcią­ga ludzi coraz bar­dziej od wia­ry, że ogól­na ten­den­cja naszych cza­sów jest prze­ciw­na Kościo­ło­wi. Mimo to wie­rzę, że taka jest wła­śnie chrze­ści­jań­ska sytu­acja, ta wal­ka dwóch róż­nych rodza­jów miło­ści; tak było zawsze i raz będzie jed­na stro­na sil­niej­sza, raz dru­ga”.

Słu­cha­jąc tych naj­prze­róż­niej­szych opi­nii i przy­glą­da­jąc się potrze­bie bły­ska­wicz­ne­go komen­to­wa­nia, z zachwy­tem moż­na wró­cić do kart Ewan­ge­lii i Dzie­jów Apo­stol­skich. Pro­sto­ta języ­ka. Brak sądów na temat moty­wa­cji cudzych dzia­łań. Sam zapis wyda­rzeń. Pokarm dla medy­ta­cji. Histo­ria tych, któ­rzy poszli za Chry­stu­sem, cią­gnie się od dwóch tysiąc­le­ci. Tyl­ko opis pierw­szych lat życia chrze­ści­jan i ich dzia­ła­nia w świe­cie czy­ta­my jako część Pisma Świę­te­go – jako tekst natchnio­ny. Jed­nak wyda­rze­nia doty­czą­ce kolej­nych poko­leń chrze­ści­jan to ich bez­po­śred­nia kon­ty­nu­acja. Dzie­je Apo­stol­skie trwa­ją nie­prze­rwa­nie. Prze­ży­wa­my wła­śnie ich kolej­ny etap – zarów­no jeśli cho­dzi o wiel­kie wyda­rze­nia w Waty­ka­nie, jak i o codzien­ność nasze­go życia. Pyta­nie tyl­ko, czy potra­fi­my się temu przy­glą­dać, zacho­wu­jąc wewnętrz­ny pokój i ufność, że jeste­śmy w rękach Boga.

Bru­ce Mar­shall w powie­ści „Cud ojca Mala­chia­sza” żar­to­bli­wie opi­sy­wał reak­cję pra­sy na cud doko­na­ny przez tytu­ło­we­go boha­te­ra . W tej wyima­gi­no­wa­nej histo­rii tygo­dni­ki entu­zja­zmo­wa­ły się m.in. pio­sen­ką artyst­ki z gru­py „Czy­ją dzi­dzią jesteś”. Sło­wa tego hitu skie­ro­wa­ne do ojca Mala­chia­sza brzmia­ły: „Twój hokus-pokus Mala­siu­niu, / Przy­pra­wił nas nie­mal o kuku na muniu”. W decy­zji Bene­dyk­ta XVI hokus-pokus wpraw­dzie nie było, ale już reak­cja odbior­ców zda­je się cał­kiem podob­na.