widzimy
| 16 maja 2012 ]

Uwierz w ducha

Baliście się duchów? Spotkaliście kiedyś jakiegoś? Ja mam wrażenie, że spotykam je na każdym kroku.

To pewnie sprawka mojego Muranowa. Zasiedziałem się tu, ale wcale nie mam przyjemności go opuszczać. Zresztą i on chyba mocno zapuścił korzenie w mojej pamięci. Bo też i cały Muranów jest na (nie)pamięci zbudowany.

Osiedle zbudowane w całości na gruzach i z gruzów warszawskiego getta jest zanurzone pomiędzy tym, co minione, a tym, co teraźniejsze. Jakby na przekór pobliskiemu śródmieściu trwa niezmiennie w sennym nastroju. Na swoje prywatne potrzeby nazywam Muranów miastem duchów.

Nie są to jednak duchy, których należałoby się bać. Wbrew pozorom łatwo je spotkać, trzeba tylko w natłoku codzienności zwolnić kroku i uważnie się rozejrzeć – są na wyciągnięcie ręki.

Jak przez mgłę pamiętam wydarzenie z głębokiego dzieciństwa, które trwale ukształtowało moją relację do Muranowa. Podczas beztroskich wakacji razem z kolegami odkrywaliśmy sąsiednie podwórka – wyprawa do dalszej części dzielnicy niosła ze sobą posmak wielkiej, nieznanej przygody, stawała się wręcz wyprawą do nieznanego świata, a my – młodzi zdobywcy – urastaliśmy we własnych oczach do miana pionierów, nazywających nowo odkryte krainy.

Jedna z tych wypraw zakończyła się nieplanowanym odkryciem wrót do przeszłości – nieświadomie odkryliśmy pozostałości jakichś starych zasypanych piwnic, resztki cegieł. Prawdopodobnie nie było to nic wyjątkowego, bo też i cały Muranów przysiadł na resztkach zburzonego getta; powojennym władzom Warszawy brakowało zapewne i czasu, i chęci, by sukcesywnie uprzątnąć teren pod planowaną zabudowę. Dlatego też bez większego trudu odkrywamy podczas muranowskich spacerów tajemnicze nasypy, wały ziemne, sztucznie usypane górki, a wiele z wybudowanych w latach pięćdziesiątych budynków stoi na pobudzających wyobraźnię zwałach ziemi.

Odkrycie to odcisnęło jednak w mojej duszy piętno znaczące, od tego dnia Muranów zaczął odsłaniać dla mnie swoją mniej znaną twarz. Spotkanie z jego przeszłością, nie do końca minioną, nie do końca opowiedzianą, domkniętą i spełnioną, zainspirowało mnie do własnych poszukiwań, do dalszych wypraw na drugą stronę ulicy, na pobliskie podwórko. Wtedy po raz pierwszy zacząłem spotykać muranowskie duchy dawnych mieszkańców.

Powróciły ostatnio do mnie dzięki publikacji Instytutu Yad Vashem, który opublikował w sieci blisko 130 tysięcy zdjęć dokumentujących Holocaust; część z nich to również sceny z życia w warszawskim getcie, w przeddzień zagłady warszawskiej społeczności żydowskiej. Jest coś nieprzyzwoitego w zaglądaniu za kulisy codziennego strachu, ale trudno się oprzeć odrobinę perwersyjnej ciekawości spotkania z minionymi gospodarzami rodzinnych miejsc. Tym bardziej gdy utrwalone na kliszach wydarzenia otwierają bramy do przeszłości i zrywają pajęczyny niepamięci.

Nie trzeba jednak tak namacalnych dowodów, by odkrywać wokół siebie ślady minionych dni. Trzeba jedynie zaprzyjaźnić się z mieszkającymi obok duchami. Ja właśnie wybieram się z nimi na spacer…