myslimy
| 29 sierpnia 2014 ]

Różne charaktery − w Kościele

Kardynał Carlo Maria Martini, zmarły dwa lata temu, 31 sierpnia 2012 roku, dla jednych jest wzorem arcybiskupa, otwartego na problemy współczesnego człowieka i próbującego wejść w jego dramat; dla innych ­− antypapieżem, balansującym na granicy herezji, czy wręcz już ją przekraczającym. Książka znanego watykanisty Andrei Tornielliego „Niepokorny kardynał” pozwala spojrzeć na osobę kard. Martiniego w spokojny, wyważony sposób, a przede wszystkim poznać faktyczne tło kontrowersyjnych wypowiedzi kardynała, ich kontekst i opinie innych ważnych postaci Kościoła na jego temat.

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa WAM

Tornielli przedstawia opinie kard. Martiniego m.in. na temat związków niesakramentalnych, relacji homoseksualnych, antykoncepcji, aborcji, eutanazji, opisując jednocześnie sytuację, w jakiej zostały one sformułowane. Co istotne, przedstawia słowa kardynała tak, aby stanowiły one możliwie pełny obraz − nie wyrywa ich z kontekstu, nie przykrawa tak, by wykazać ich wyjątkową obrazoburczość. Pozwala czytelnikowi wyrobić własne zdanie w tych skomplikowanych kwestiach. W ten sposób okazuje się więc, że wypowiedzi kard. Martiniego były znacznie bardziej zniuansowane niż ich krążące w mediach wersje, przycięte często do jednego, najbardziej kontrowersyjnego zdania.

Weźmy jako przykład słowa kard. Martiniego na temat używania prezerwatyw przez osoby zarażone wirusem HIV. Duże emocje wzbudziła swego czasu opinia kardynała: „Z pewnością używanie prezerwatyw może w niektórych sytuacjach być uznane za mniejsze zło”. Zauważa jednak dalej kard. Martini: „Pytanie, czy autorytety religijne powinny propagować taki środek ochrony, zgadzając się, by inne dopuszczalne moralnie środki, w tym wstrzemięźliwość, zostały zepchnięte na drugi plan, i ryzykując promowanie nieodpowiedzialnych zachowań”.

Podobnie sytuacja ma się w przypadku innych podejmowanych przez kard. Martiniego kwestii. Ci, którzy wyrobili sobie na jego temat opinię na podstawie prostych medialnych przekazów (dążących dziś coraz bardziej do zlikwidowania wielowymiarowości), mogą być zaskoczeni np. wypowiedziami kardynała na temat związków jednopłciowych. Z trwogą przedstawiany w mediach konserwatywnych jako ich zdeklarowany zwolennik, miał widać bardziej złożone podejście do tego tematu, skoro w 2000 roku stwierdzał: „Można rozważać ewentualną wartość prawną innych form współżycia. Nie mogą one jednak pretendować do tego, aby ich status był równy rodzinie”. Kardynał wskazywał przy tym na istotną kwestię, zbyt często chyba niedocenianą przez ludzi Kościoła, a mianowicie podkreślał potrzebę skupienia się na afirmacji tego, co dobre, zamiast na walce: „Największą naszą troską powinno być wspieranie pozytywnego obrazu i promowanie rodziny w prawdziwym tego słowa znaczeniu, a nie krytyka i karanie związków nieformalnych”.

Bynajmniej nie znaczy to, że w wypowiedziach kard. Martiniego nie było żadnych kwestii kontrowersyjnych, że nie podejmował on sporu z nauczaniem moralnym Kościoła. Otwarcie zaznaczał np. swój krytyczny stosunek wobec encykliki Pawła VI „Humanae vitae”, a więc w kwestii stosowania antykoncepcji. Tego rodzaju opinie kardynała nie odłączyły go jednak od Kościoła. Na jego pogrzebie zgromadziło się 20 tys. osób, nie wszystkie zmieściły się w mediolańskiej katedrze. Mszę pogrzebową odprawiało 12 kardynałów, 38 biskupów i 1200 kapłanów. W wygłoszonej podczas pogrzebu homilii kard. Angelo Scola odniósł się do kontrowersji wywoływanych przez kard. Martiniego: „W Kościele różnorodność charakterów i różna wrażliwość czy odmienna lektura pilnych kwestii współczesnych wyrażają prawo komunii, którym jest wielość form w jedności”.

Niedobrze byłoby sprowadzić postać kard. Martiniego tylko do jego wypowiedzi na tematy bioetyczne i moralne. Za swoją dewizę kardynał uważał zdanie: „Pan, który wzywa nas do duszpasterstwa, nie robi tego, abyśmy coś mówili lub robili, ale żebyśmy byli wzorem postępowania każdego wierzącego”. Jak dowiadujemy się z książki Tornielliego, Martini jako biskup wielokrotnie składał niezapowiedziane wizyty u najuboższych rodzin w mieście. Nalegał wówczas, aby pozwolono mu podawać do stołu i zmywać naczynia. W 1975 roku zaczął odwiedzać żebraków i włóczęgów na rzymskim Zatybrzu (dzielnica Trastevere). Tam właśnie poznał Wspólnotę Sant’Egidio (św. Idziego) działającą wśród słabych i ubogich, co okazało się dla niego odpowiedzią na pewne zasadnicze pytanie. Wspomina to w ten sposób:

Pamiętam, jak na początku lat 70. szedłem uliczkami Zatybrza, zastanawiając się nad wyraźnym wówczas, w latach bezpośrednio po Soborze Watykańskim II, podziałem na tych, którzy byli zwolennikami opcji na rzecz ubogich i przemian społecznych, oraz tych, którzy podkreślali przede wszystkim znaczenie modlitwy. Wydawało mi się, że musi istnieć jakiś sposób, aby połączyć w codziennym życiu prymat Boga, Słowa i modlitwy z kwestiami wynikającymi z obowiązku bliskości i umiłowania osób najbardziej potrzebujących. Kiedy zastanawiałem się nad tym, zobaczyłem przed sobą młodego człowieka z Biblią w ręku. Wtedy powiedziałem sobie: „Coś w tym musi być”. Nie wiedziałem, kim był, ale zauważyłem, jak znika za jakimiś drzwiami. Byłem bardzo ciekaw i chciałem iść za nim, ale nie miałem śmiałości. Dopiero parę miesięcy później przypadkowo zetknąłem się ze Wspólnotą św. Idziego. Wtedy wszystko stało się jasne i zobaczyłem […].

Całość życia kard. Martiniego została po jego śmierci w ten sposób ujęta przez papieża Benedykta XVI:

Był otwarty, nigdy nie odmawiał spotkania i podejmował dialog ze wszystkimi, w sposób konkretny odpowiadając na słowa apostoła „bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest” (1 P 3,15). Był pasterzem obdarzonym głębokim miłosierdziem, zgodnie ze swoim motto biskupim: Pro veritate adversa diligere, uważnym w każdej sytuacji, zwłaszcza w tych najtrudniejszych, darzącym miłością zagubionych, ubogich i cierpiących.