lokum
| 27 lutego 2014 ]

Warto ZOObaczyć

W warszawskim ZOO trwa sezon sypialniano-zimowy. Część zwierząt nudzi się, ponieważ zwiedzających ogród w tym czasie jest dużo mniej niż podczas ciepłej części roku. Tymczasem warto do ZOO zajrzeć, by nie tylko przynieść radość stęsknionym zwierzakom, ale spokojnie przyjrzeć się historii tego miejsca i ludzi z nim związanych.

Kiedy w 2008 r. książka Diane Ackerman „Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim ZOO” trafiła na listę bestsellerów „New York Timesa” i w Polsce ożywiła się dyskusja o państwie Żabińskich – dawnym dyrektorze ZOO i jego małżonce, Wydawnictwo Literackie wznowiło kilka książek pani Antoniny. Zadziało się jednak chyba zbyt mało, ponieważ ta część historii Ogrodu Zoologicznego pozostaje wciąż bardzo mało znana.

Jan Żabiński

Jesienią 2011 r. uczestnicy programu PIYE (polsko-izraelskiej wymiany studenckiej) prowadzonego przez Muzeum Historii Żydów Polskich stworzyli krótką etiudę filmową opartą m.in. na rozmowach z odwiedzającymi ZOO. Okazało się, że nawet stali bywalcy ogrodu nie wiedzą o Żabińskich nic, a opowiedziana im pokrótce historia pozwoliła im inaczej spojrzeć na to dobrze znane miejsce. Dyrekcja ZOO obiecuje wprawdzie nowe akcje upamiętnienia i nagłośnienia, ale nawał pracy niestety wciąż zajmuje ich czym innym, więc na takie przedsięwzięcie musimy jeszcze poczekać. Wielka szkoda, bo przecież obecny dyrektor ZOO – dr Andrzej G. Kruszewicz – to wychowanek Jana Żabińskiego. Sam z wielką pasją i oddaniem opowiada o swojej pracy, podkreślając ogromną rolę swojego poprzednika.

Warszawski Ogród Zoologiczny powstał w 1928 r. W marcu 1929 r. dyrektorem placówki został Jan Żabiński. Od początku u jego boku stała żona Antonina podzielająca pasję męża. Od pierwszych lat istnienia ogrodu wróżono mu wspaniałą przyszłość. Nowoczesna placówka, dobrzy zarządcy, wspaniały teren zagospodarowany przez znakomitych architektów krajobrazu, sukcesy w hodowli zwierząt – wszystko to wywoływało uznanie podobnych placówek w całej Europie. Oraz – co czuć było bardzo wyraźnie – miłość i sympatię wśród warszawiaków, którzy tłumnie odwiedzali np. Tuzinkę – dwunaste słoniątko urodzone w niewoli właśnie w miejskim ZOO. Diametralną zmianę przyniosła II wojna światowa. Mimo pomocy mieszkańców miasta i wysiłków Żabińskich ZOO zostało pozbawione wszelkich środków potrzebnych do egzystencji. Część zwierząt zginęła lub uciekła podczas pierwszych bombardowań, inne zostały wywiezione do ogrodów m.in. w Wiedniu, Hanowerze, Królewcu. Pozostałe zastrzelili niemieccy żołnierze. W tym momencie historii rozpoczyna się najbardziej niezwykła część życia państwa Żabińskich.

Nigdy bowiem nie stracili oni nadziei na ponowne otwarcie ZOO, opiekując się pozostawionym terenem, choć z rozkazów władz przyjąć musieli inne obowiązki. Dzięki swojej determinacji udała im się misja niemożliwa – ukrycie na terenie Ogrodu, przede wszystkim w ich domu, znajomych żydowskiego pochodzenia, w tym m.in. Magdaleny Gross – wybitnej rzeźbiarki, a także jej męża – Pawła Zielińskiego (właśc. Maurycego Fraenkla). Nieśli oni również pomoc przebywającym na terenie getta – m.in. rodzinie prof. Hirszfelda, rodzinie Tenenbaumów i Kramsztyków, a także polskim harcerzom z Małego Sabotażu.

Wchodząc na teren ogrodu, warto skręcić w lewo, w mało uczęszczaną dróżkę prowadzącą do budynku dyrekcji. To dawna willa Żabińskich – niezmieniona w swoim kształcie od przedwojnia. Tuż obok, w ogrodzie, dostrzec możemy włazy do podziemnych korytarzy i pomieszczeń, w których w czasie największego zagrożenia chowali się żydowscy mieszkańcy domu. Za najlepszy przewodnik posłużą nam wspomnienia Antoniny Żabińskiej Ludzie i zwierzęta. Pani Antonina opowiada w nich również o zwierzęcych członkach rodziny, m.in. króliku, chomiku, prosiaczku, którzy razem z Żabińskimi i ich dziećmi dzielnie wiodły życie w ogrodzie na warszawskiej Pradze.

Trwają ferie zimowe. Przyjdźmy na spacer do ZOO. Do miejsca, które choć pełne klatek, akwariów, wybiegów, idealnie nadaje się do rozważania pojęcia „wolności”.


Zdjęcie Jana Żabińskiego pochodzi z Wikimedia Commons.