lokum
| 17 września 2012 ]

Warzywko na deser

Nie tak dawno Hanna Banaszak śpiewała (za nieocenionym mistrzem Przyborą) „Wrzesień jak dywan, jakich nie bywa często ostatnio – płowo-zielony dywan zdobiony słońcem dostatnio”. Tegoroczny wrzesień rzeczywiście raczy nas słońcem na tyle dostatnio, że ciągle jeszcze wymarzonym zwieńczeniem niedzielnego spaceru jest wypad na lody. Co byście powiedzieli na parmezanowe? A może paprykowe lub – dla wyjątkowych smakoszy – piwne?

Jeżeli lubicie zioła, to możecie delektować się lodami o smaku kopru, bazylii z cytryną albo rozmarynu z sezamem. Dla tych, którzy twierdzą, że lody są niezdrowe i nie ma jak warzywa, pokusa nie do odparcia – lody marchewkowe i burakowe. Dla wielbicieli góralszczyzny – lody oscypkowe, hej!

Takie dziwolągi smakowe można znaleźć w lodziarni Limoni na warszawskim Nowym Świecie, którą otworzył Włoch, Giacomo Canteri, kontynuując ponad sześćdziesięcioletnią rodzinną tradycję. Co prawda nie ograniczył się do lodów i prowadzi jednocześnie cukiernię, restauracje i winiarnię, ale tym, co najbardziej go wyróżnia na gastronomicznej mapie stolicy jest odwaga w tworzeniu lodów właśnie. Co warte podkreślenia, nawet lody o najdziwaczniejszych nazwach smakują naprawdę tym, czym powinny. Marchewkowe są jak marchewka, a piwne jak piwo. Przyznam, że konsumpcja lodów o tym ostatnim smaku była pewną próbą dla moich kubeczków smakowych, które z zaskoczeniem odnotowały to pomieszanie rejestrów. Za to lody marchewkowe czy koprowe są naprawdę pyszne i bez obawy mogę je polecić każdemu. Uważajcie jednak przy zamawianiu – gałki są bardzo duże, więc zjedzenie więcej niż trzech jest nie lada wyczynem (niestety także dla portfela). Smacznego!