myslimy
| 10 sierpnia 2015 ]

Wegedieta, czyli chrześcijańska asceza

Dyskusja o encyklice „Laudato si’” papieża Franciszka - część 1

Potra­fię sobie wyobra­zić pol­ską wer­sję prze­krę­tu, któ­ry stał się słyn­ny dzię­ki powie­ści Andre Gide’a Lochy Waty­ka­nu. Jest nie­dzie­la, czas po Mszy świę­tej, wier­ni – gru­py przy­ja­ciół i całe rodzi­ny – gro­ma­dzą się na tra­wia­stym skwer­ku pod blo­kiem, na traw­ni­ku pose­sji, nad jezio­rem – gdzie­kol­wiek, byle nie być same­mu – i roz­pa­la­ją gril­la. Mię­dzy posta­cia­mi prze­cha­dza się nacią­gacz w stro­ju księ­dza i w krót­kich roz­mo­wach opo­wia­da nie­po­ko­ją­cą histo­rię. Papież Fran­ci­szek padł ofia­rą pod­łe­go spi­sku uknu­te­go przez masoń­skie lob­by i gru­pę sko­rum­po­wa­nych kar­dy­na­łów, a na jego miej­sce pod­sta­wio­ny został papież-oszust. „Pro­szę tyl­ko spoj­rzeć na ency­kli­kę – jątrzy – lewi­co­we poglą­dy w ustach gło­wy Kościo­ła? Eko­lo­gia? Zie­lo­ne orga­ni­za­cje?” Powo­łu­jąc się na auto­ry­tet papie­ża Pola­ka, któ­re­mu moż­na wło­żyć w usta każ­dy naro­do­wy fan­ta­zmat, a wie­my prze­cież, że wier­nych prze­ko­nu­je naj­bar­dziej to, co już niby wie­dzą z mediów, pyta: „Co będzie dalej?”. Pew­no homo­sek­su­alizm, Kościół kobiet i prze­war­to­ścio­wa­nie myśle­nia o rodzi­nie, zamknię­cie kopalń węgla. „Jest wyj­ście z tej sytu­acji, cicho jed­nak, rzecz trze­ba utrzy­mać w naj­ści­ślej­szej tajem­ni­cy, bo ina­czej odbi­cie bied­ne­go Fran­cisz­ka się nie uda. Tutaj jest numer kon­ta, na któ­ry trze­ba wpła­cić okre­ślo­ną sumę, za któ­rą prze­pro­wa­dzo­na zosta­nie akcja ratun­ko­wa…” Tak, myślę, że moż­na by tro­chę zaro­bić.

Nie mamy jako ogół – acz­kol­wiek to się chy­ba zmie­nia – zdro­we­go podej­ścia do dużych i małych wybo­rów eko­lo­gicz­nych. Na segre­ga­cję śmie­ci, oszczęd­ność wody, dba­nie o wspól­ną miej­ską zie­lo­ną prze­strzeń, rato­wa­nie ostat­nich sztuk z zagro­żo­nych gatun­ków moty­li patrzy­my z nie­uf­no­ścią jako coś narzu­co­ne­go nam prze­mo­cą, nie­po­trzeb­ne utrud­nie­nie, zachod­nie fana­be­rie gnu­śnych i boga­tych. Nie czas i miej­sce bym teraz zasta­na­wiał się, czy więk­szy wpływ na to podej­ście miał PRL, czy spo­sób, w jaki – na pozio­mie idei i wyzwań na przy­szłość – prze­pro­wa­dzo­na zosta­ła trans­for­ma­cja po roku 1989, któ­ra osią­gnę­ła wła­śnie na naszych oczach sze­ro­ko dys­ku­to­wa­ny stan prze­si­le­nia. Gdy zosta­łem popro­szo­ny o napi­sa­nie komen­ta­rza do ency­kli­ki Lau­da­to Si’, wie­dzia­łem, że pozo­sta­wia­jąc na boku inne zagad­nie­nia eko­lo­gicz­ne, sku­pię się na wege­ta­ria­ni­zmie – odnie­sie­nia do tego tema­tu łatwo moż­na bowiem w tek­ście doku­men­tu prze­oczyć.

ency1

Wege­ta­ria­nizm jako posta­wa lewi­co­wo anty­sys­te­mo­wa nie jest czymś nie­zna­nym, tak samo nie jest zaska­ku­ją­cy jako posta­wa reli­gij­na – jeże­li mówi­my o bud­dy­zmie, sek­tach hin­du­istycz­nych czy New Age, ale jako część oso­bi­ste­go prze­ży­wa­nia kato­li­cy­zmu? Podob­na dekla­ra­cja budzi co naj­mniej zdzi­wie­nie. W moim przy­pad­ku jed­nak tak wła­śnie jest, powiem wię­cej: nawró­ce­nie, któ­re prze­ży­łem, zbie­gło się w cza­sie z przej­ściem na wege­ta­ria­nizm, a oba te fak­ty połą­czy­ły się ze sobą nie­ro­ze­rwal­nie. Jest to jeden z powo­dów, dla któ­rych na tekst „poświę­co­ny tro­sce o wspól­ny dom” cze­ka­łem z nie­cier­pli­wo­ścią. Nie zawio­dłem się (może jedy­nie począt­ko­wo, gdy ścią­gną­łem plik z ser­we­rów Waty­ka­nu i z drżą­cy­mi dłoń­mi, wci­ska­jąc ctrl +f, szu­ka­łem hasła „wege­ta­ria­nizm”, póź­niej „wega­nizm”, wresz­cie „wege”… a nic się nie wyświe­tla­ło), więk­szość moich oso­bi­stych wege­in­tu­icji zna­la­zło odbi­cie w tek­ście ency­kli­ki.

Powta­rzam zawsze, a prze­pro­wa­dzi­łem na ten temat dzie­siąt­ki, jeśli nie set­ki roz­mów, że nie ma jed­nej wege­po­sta­wy. Łatwo da się zauwa­żyć, że ilu wege­ta­rian i wegan, tyle histo­rii uzy­ska­nia eko­lo­gicz­nej samo­świa­do­mo­ści, tyle postaw i ich uza­sad­nień. Moja oso­bi­sta wege­mo­ral­ność opie­ra się na trzech pod­sta­wo­wych fila­rach: na posta­wie sza­cun­ku do świa­ta i stwo­rzeń je zamiesz­ku­ją­cych (a tak­że do natu­ry w ogól­no­ści), na wybo­rze wyrze­cze­nia się prze­mo­cy, któ­ra przy­tłu­mia wewnętrz­ne dobro w czło­wie­ku, oraz na lewi­co­wej posta­wie anty­sys­te­mo­wej, sprze­ci­wie wobec wszech­do­mi­na­cji ego­istycz­nej isto­ty ludz­kiej w post­prze­my­sło­wej erze kapi­ta­li­stycz­nej, łączą­cej się ze sprze­ci­wem wobec pano­wa­nia wiel­kich kor­po­ra­cji. Tak, wiem, brzmi jak lewi­co­wy banał, spie­szę więc z wyja­śnie­nia­mi. Udzie­li ich sam papież Fran­ci­szek.

Sza­cu­nek wobec świa­ta i istot je zamiesz­ku­ją­cych

„Bóg napi­sał wspa­nia­łą księ­gę, «któ­rej li­terami są licz­ne stwo­rze­nia obec­ne we wszech­świe­cie». Słusz­nie powie­dzie­li bisku­pi Kana­dy, że żad­ne stwo­rze­nie nie jest poza obja­wie­niem się Boga: «Od naj­szer­szych pano­ram po naj­mniejsze for­my życia, natu­ra jest nie­ustan­nym źró­dłem zadzi­wie­nia i czci. Jest ona rów­nież nie­ustannym obja­wia­niem się bosko­ści». Bisku­pi japoń­scy ze swej stro­ny powie­dzie­li coś bar­dzo suge­styw­ne­go: «Dostrze­ga­nie wszel­kie­go stwo­rzenia, śpie­wa­nie hym­nu na cześć jego ist­nie­nia to rado­sne życie w miło­ści Boga i w nadziei». Ta kon­tem­pla­cja stwo­rze­nia pozwa­la nam odkryć poprzez każ­dą rzecz pew­ną naukę, jaką pra­gnie prze­ka­zać nam Bóg, ponie­waż «dla czło­wie­ka wie­rzą­ce­go kon­tem­pla­cja stwo­rze­nia to rów­nież wsłu­chi­wa­nie się w treść posła­nia, słu­cha­nie jego tajem­ni­cze­go i nie­sły­szal­ne­go gło­su». Moż­na powie­dzieć, że: «Obok Obja­wie­nia w ści­słym tego sło­wa zna­cze­niu, zawar­te­go w Piśmie Świę­tym, Bożym obja­wie­niem jest też dla nas blask słoń­ca i zapa­da­nie nocy». Zwra­ca­jąc uwa­gę na to obja­wie­nie, czło­wiek uczy się roz­po­zna­wa­nia same­go sie­bie w rela­cji z inny­mi stwo­rze­nia­mi: «Wyra­żam sie­bie, wyra­ża­jąc świat; odkry­wam moją sakral­ność, ‘pró­bu­jąc roz­szy­fro­wać sakral­ność świa­ta’»”.

Cel dro­gi wszech­świa­ta to Boża peł­nia, któ­rą osią­gnął już zmar­twych­wsta­ły Chry­stus, będą­cy fun­da­men­tem powszech­ne­go dojrzewa­nia. W ten spo­sób doda­je­my kolej­ny argu­ment, aby odrzu­cić wszel­kie despo­tycz­ne i nieodpo­wiedzialne pano­wa­nie czło­wie­ka nad inny­mi stwo­rze­nia­mi. My sami nie jeste­śmy osta­tecz­nym celem wszyst­kich innych stwo­rzeń. Wszyst­kie zmie­rza­ją wraz z nami i przez nas ku ostateczne­mu kre­so­wi, jakim jest Bóg w trans­cen­den­tal­nej peł­ni, gdzie zmar­twych­wsta­ły Chry­stus wszyst­ko ogar­nia i oświe­tla. Ponie­waż czło­wiek, obda­rzony inte­li­gen­cją i miło­ścią, pocią­ga­ny jest peł­nią Chry­stu­sa, powo­ła­ny jest, by przy­pro­wa­dzić wszyst­kie stwo­rze­nia do ich Stwór­cy”.

Wyrze­cze­nie się prze­mo­cy, któ­ra przy­tłu­mia wewnętrz­ne dobro w czło­wie­ku

„[…] kie­dy ser­ce jest napraw­dę otwar­te na powszech­ną komu­nię, to nic i nikt nie jest wyklu­czo­ny z tego bra­ter­stwa. Dla­te­go też praw­dą jest, że obo­jęt­ność lub okru­cień­stwo wobec innych stwo­rzeń tego świa­ta zawsze w ja­kiś spo­sób prze­kła­da się na spo­sób trak­to­wa­nia innych ludzi. Ser­ce jest jed­no i ta sama mize­ria, któ­ra pro­wa­dzi do znę­ca­nia się nad zwierzęta­mi, nie­chyb­nie prze­ja­wi się w rela­cji z inny­mi oso­ba­mi. Wszel­kie okru­cień­stwo wobec jakie­gokolwiek stwo­rze­nia «jest sprzecz­ne z godno­ścią czło­wie­ka». Nie może­my uwa­żać sie­bie za oso­by napraw­dę miłu­ją­ce, jeśli wyklu­cza­my z na­szych zain­te­re­so­wań jakąś część rze­czy­wi­sto­ści: «Pokój, spra­wie­dli­wość i ochro­na stwo­rze­nia to trzy kwe­stie ści­śle ze sobą zwią­za­ne, któ­rych nie moż­na od sie­bie oddzie­lać w taki spo­sób, by były trak­to­wa­ne indy­wi­du­al­nie, gdyż mogło­by to gro­zić ponow­nym popa­da­niem w reduk­cjo­nizm». Wszyst­ko jest ze sobą powią­za­ne i my, wszy­scy ludzie, jeste­śmy zjed­no­cze­ni jako bra­cia i sio­stry we wspa­nia­łej piel­grzym­ce, połą­cze­ni miło­ścią, któ­rą Bóg obda­rza każ­de ze swo­ich stwo­rzeń, a któ­ra łączy nas z bra­tem Słoń­cem, Księ­ży­cem, sio­strą rze­ką i mat­ką Zie­mią.

Stwo­rzeń tego świa­ta nie moż­na trakto­wać jako dobra nie­po­sia­da­ją­ce­go wła­ści­cie­la: «To wszyst­ko Two­je, Panie, miło­śni­ku życia!» (Mdr 11,26). Pro­wa­dzi to do prze­ko­na­nia, że wszyst­kie byty wszech­świa­ta, będąc stwo­rzo­ny­mi przez tego same­go Ojca, są zjed­no­czo­ne niewi­dzialnymi wię­za­mi i two­rzą rodzaj uni­wer­sal­nej rodzi­ny, wspa­nia­łej komu­nii pobu­dza­ją­cej do świę­te­go, ser­decz­ne­go i pokor­ne­go sza­cun­ku.

«Na świe­cie jest coraz wię­cej […] ze­wnętrznych pustyń, ponie­waż pusty­nie wewnętrz­ne sta­ły się tak roz­le­głe». Musi­my też jed­nak uznać, że nie­któ­rzy zaan­ga­żo­wa­ni chrze­ści­ja­nie i ludzie modli­twy pod pre­tek­stem reali­zmu i prag­ma­ty­zmu czę­sto drwią z tro­ski o śro­do­wi­sko natu­ral­ne. Inni są bier­ni, nie­chęt­nie zmie­nia­ją swo­je przy­zwy­cza­je­nia i sta­ją się nie­spój­ni wewnętrz­nie. Bra­ku­je im zatem na­wrócenia eko­lo­gicz­ne­go, któ­re wią­że się z roz­wi­ja­niem wszyst­kich kon­se­kwen­cji ich spo­tka­nia z Jezu­sem w rela­cjach z ota­cza­ją­cym ich świa­tem. Życie po­wołaniem, by być obroń­ca­mi dzie­ła Boże­go, jest istot­ną czę­ścią życia uczci­we­go, nie zaś czymś opcjo­nal­nym, ani też dru­go­rzęd­nym ele­men­tem doświad­cze­nia chrze­ści­jań­skie­go. Kie­dy czy­ta­my w Ewan­ge­lii, jak Jezus mówi o pta­kach, że «żaden z nich nie jest zapo­mnia­ny w oczach Bożych» (Łk 12,6), to czy będzie­my zdol­ni do znę­ca­nia się nad nimi i wy­rządzania im zła? Zachę­cam wszyst­kich chrześci­jan, aby uka­za­li jasno ten wymiar swo­je­go nawró­cenia, pozwa­la­jąc, by moc i świa­tło otrzy­ma­nej łaski obej­mo­wa­ły tak­że rela­cje z inny­mi istota­mi i ota­cza­ją­cym świa­tem, budząc owo cudow­ne bra­ter­stwo z całym stwo­rze­niem, któ­rym tak wspa­nia­le żył świę­ty Fran­ci­szek z Asy­żu”.

Sprze­ciw wobec wszech­do­mi­na­cji ego­istycz­nej isto­ty ludz­kiej w post­prze­my­sło­wej erze kapi­ta­li­stycz­nej

„Pod­sta­wo­wy pro­blem jest inny, jesz­cze głęb­szy: cho­dzi o spo­sób, w jaki fak­tycz­nie ludz­kość przy­ję­ła tech­no­lo­gię i jej roz­wój wraz z jed­nolitym i jed­no­wy­mia­ro­wym para­dyg­ma­tem. W takim para­dyg­ma­cie wyróż­nia się kon­cep­cja podmio­tu, któ­ry stop­nio­wo, w pro­ce­sie logicz­no-racjo­­nal­nym, poj­mu­je, a zatem posia­da rzecz, któ­ra znaj­du­je się na zewnątrz. Taki pod­miot wyra­ża się poprzez usta­no­wie­nie meto­dy nauko­wej wraz z powią­za­nym z nią eks­pe­ry­men­to­wa­niem, któ­re jest już wyraź­nie tech­ni­ką posia­da­nia, domina­cji i prze­kształ­ca­nia. To tak, jak­by pod­miot miał do czy­nie­nia z rze­czy­wi­sto­ścią zupeł­nie bez­kształt­ną, cał­ko­wi­cie dostęp­ną jego mani­pu­la­cji. Inge­ren­cja czło­wie­ka w przy­ro­dę zawsze mia­ła miej­sce, ale przez dłu­gi czas była nace­cho­wa­na towa­rzy­sze­niem, dosto­so­wa­niem się do możli­wości, jakie dają same rze­czy. Było to przyjmo­wanie tego, co ofe­ro­wa­ła sama rze­czy­wi­stość natu­ral­na, jak­by wycią­ga­jąc rękę w geście zapro­szenia. Nato­miast to, co się liczy obec­nie, to wy­dobycie z rze­czy wszyst­kie­go, co moż­li­we, przez zawłasz­cze­nie wyni­ka­ją­ce z igno­ran­cji czło­wie­ka lub zapo­mnie­nia o samej natu­rze tego, co jest przed nim. Dla­te­go czło­wiek i rze­czy prze­sta­ły poda­wać sobie przy­ja­zną dłoń, prze­cho­dząc do wza­jem­nej kon­fron­ta­cji. Stąd łatwo prze­cho­dzi się do idei nie­skoń­czo­ne­go czy też nieograniczo­nego wzro­stu, któ­ra tak bar­dzo zachwy­ci­ła eko­nomistów, teo­re­ty­ków finan­si­stów i teo­re­ty­ków tech­no­lo­gii. Zakła­da ona fał­szy­we prze­ko­na­nie o nie­skoń­czo­nej dostęp­no­ści dóbr naszej plane­ty, co pro­wa­dzi do ich «wyci­ska­nia» aż do osta­tecznych gra­nic, a nawet ponad gra­ni­ce. Cho­dzi o błęd­ne zało­że­nie, że «w przy­ro­dzie ist­nie­je nie­ograniczona ilość ener­gii i zaso­bów do wykorzy­stania, i że moż­li­we jest ich szyb­kie odtwo­rze­nie oraz że nega­tyw­ne skut­ki mani­pu­la­cji w porząd­ku natu­ral­nym mogą zostać łatwo napra­wio­ne».

W filo­zo­ficz­nej i teo­lo­gicz­nej wizji czło­wieka i stwo­rze­nia, jakie sta­ra­łem się zapropono­wać, wyraź­nie widać, że oso­ba ludz­ka posia­da­ją­ca szcze­gól­ne dary rozu­mu i wie­dzy nie jest czynni­kiem zewnętrz­nym, któ­ry powi­nien być całko­wicie wyklu­czo­ny. Cho­ciaż czło­wiek może inge­rować w świat roślin i zwie­rząt oraz posłu­gi­wać się nim, kie­dy jest to koniecz­ne dla jego prze­ży­cia, to Kate­chizm naucza, że eks­pe­ry­men­ty na zwierzę­tach są uza­sad­nio­ne tyl­ko wte­dy, gdy «miesz­czą się w roz­sąd­nych gra­ni­cach i przy­czy­nia­ją się do lecze­nia i rato­wa­nia życia ludz­kie­go». Stanow­czo przy­po­mi­na, że wła­dza czło­wie­ka ma swo­je gra­ni­ce i że «sprzecz­ne z god­no­ścią ludz­ką jest nie­po­trzeb­ne zada­wa­nie cier­pień zwie­rzę­tom lub ich zabi­ja­nie». Wszel­kie eks­pe­ry­men­to­wa­nie lub uży­wa­nie stwo­rze­nia «doma­ga się reli­gij­ne­go sza­cun­ku dla inte­gral­no­ści stwo­rze­nia»”.

Świa­do­mość eko­lo­gicz­na

Obie­ca­łem sobie, że nie będę tłu­ma­czył wege­ta­ria­ni­zmu od pod­staw. Z tego powo­du nie robię sobie żar­tów, cytu­jąc papie­ża. Ufam, że czy­tel­ni­kom tego tek­stu zna­ne są wege­idee doty­czą­ce wpły­wu metod two­rze­nia maso­wych hodow­li prze­my­sło­wych na czło­wie­ka, spo­łe­czeń­stwo i glo­bal­ną poli­ty­kę. Myślę, że zna­ne jest zanie­po­ko­je­nie wyra­ża­ne przez wie­le wegań­skich orga­ni­za­cji zwią­za­ne z bru­tal­ną wszech­wła­dzą kor­po­ra­cji, kon­tro­lu­ją­cych rynek pro­duk­tów spo­żyw­czych i spo­sób w jaki pogłę­bia­ją­ce się roz­war­stwie­nie spo­łecz­ne na świe­cie ści­śle zwią­za­ne jest z die­tą całych spo­łe­czeństw, ze wszyst­ki­mi pro­ble­ma­mi z tego wyni­ka­ją­cy­mi (gło­dem w kra­jach Trze­cie­go Świa­ta, oty­ło­ścią i cho­ro­ba­mi wśród niż­szych warstw spo­łe­czeń­stwa kra­jów Zacho­du etc.). Dosko­na­le zda­ję sobie spra­wę, że papież nie pisze wprost o wege­ta­ria­ni­zmie. Jed­nak cała ency­kli­ka prze­siąk­nię­ta jest ducho­wym języ­kiem inklu­zyw­nym – nie zosta­nie poda­na nazwa żad­nej orga­ni­za­cji eko­lo­gicz­nej, nie zosta­nie poda­ny żaden numer kon­ta, na któ­re wpła­cać nale­ży kwo­tę, by poma­gać czło­wie­ko­wi w jego wal­ce o śro­do­wi­sko i wezwa­ni zosta­je­my do tego, by – jako kato­li­cy – włą­czyć się w zor­ga­ni­zo­wa­ne eko­lo­gicz­ne dzia­ła­nia, nawet poprzez małe, codzien­ne czyn­no­ści: „uni­ka­nie sto­sowania two­rzyw sztucz­nych i papie­ru, zmniej­szenie zuży­cia wody, segre­go­wa­nie odpa­dów, go­towanie tyl­ko wów­czas, gdy będzie moż­na zjeść to, co ugo­to­wa­no, ostroż­ne podej­ście do innych istot żywych, korzy­sta­nie z trans­por­tu publiczne­go lub wspól­ne korzy­sta­nie z samo­cho­du przez kil­ka osób, sadze­nie drzew, wyłą­cza­nie niepo­trzebnego świa­tła” itp. Czy do tego nie zali­cza się tak­że nie­je­dze­nie mię­sa?

Zda­ję sobie spra­wę, że przej­ście na wege­ta­ria­nizm, nie mówiąc już o wega­ni­zmie, jest poważ­ną decy­zją i nie jest dobre dla każ­de­go. Mimo że więk­szość orga­ni­za­cji zaj­mu­ją­cych się zdro­wiem ofi­cjal­nie przy­zna­je, że prze­my­śla­na i zróż­ni­co­wa­na die­ta wege­ta­riań­ska nie tyl­ko nie zagra­ża zdro­wiu, lecz wręcz prze­ciw­nie – jest korzyst­na dla orga­ni­zmu czło­wie­ka, ist­nie­ją jed­nost­ko­we prze­ciw­wska­za­nia i pro­ble­my, któ­re ją wyklu­cza­ją. W kra­ju takim jak Pol­ska pro­blem sta­no­wić może tak­że dostęp do tanich bez­mię­snych pro­duk­tów (co tak­że się zmie­nia). Z tego powo­du, a tak­że dla­te­go, że zda­ję sobie spra­wę, że czło­wiek JEST isto­tą mię­so­żer­ną (to prze­cież fakt) i nie jest pro­stym zmie­nić wła­sne nawy­ki, zawsze trak­to­wa­łem wege­die­tę jako ele­ment świa­do­me­go wybo­ru – jako ele­ment chrze­ści­jań­skiej asce­zy.

Zawsze nie­zręcz­nie czu­łem się, tłu­ma­cząc moim bra­ciom i sio­strom w wie­rze zasad­ność wła­sne­go sta­no­wi­ska, gdy – o ile nie zosta­nie zro­zu­mia­ne jako prze­jaw ogra­ni­cza­ją­cej idei – wyda­wa­ło mi się pra­wie oczy­wi­ste. Szcze­rą nadzie­ję na zmia­nę w powszech­nym podej­ściu do tema­tu wege­ta­ria­ni­zmu i wega­ni­zmu przy­nieść mogą zale­ce­nia zawar­te w papie­skiej ency­kli­ce, dla któ­rych ten spo­sób życia sta­no­wi pod­bu­do­wę, i mam nadzie­ję, że zmie­ni się tak­że podej­ście kościel­nej hie­rar­chii do powyż­sze­go tema­tu. W koń­cu „do zadań poli­ty­ki i róż­nych stowarzy­szeń nale­ży trud kształ­to­wa­nia sumień. Doty­czy to rów­nież Kościo­ła. W tej edu­ka­cji waż­ną rolę do ode­gra­nia mają wszyst­kie wspól­no­ty chrze­ścijańskie. Mam rów­nież nadzie­ję, że w naszych semi­na­riach i zakon­nych domach for­ma­cyj­nych będzie mia­ło miej­sce wycho­wa­nie do odpowie­dzialnej asce­zy, do nazna­czo­ne­go wdzięcz­no­ścią podzi­wia­nia świa­ta, do wraż­li­wo­ści na kru­chość ubo­gich i śro­do­wi­ska. Bio­rąc pod uwa­gę, że wie­le jest do stra­ce­nia oraz że potrzeb­ne są insty­tu­cje upraw­nio­ne do sto­so­wa­nia sank­cji wobec ata­ków na śro­do­wi­sko, potrze­bu­je­my rów­nież kontrolo­wania sie­bie i wycho­wy­wa­nia się nawza­jem”.

Wyzwa­nie na dzi­siej­sze cza­sy

Z tego powo­du prze­su­nię­cie środ­ka cięż­ko­ści na świa­do­mość eko­lo­gicz­ną, któ­ra – cze­go pod­kre­śle­niu papież poświę­cił spo­ro miej­sca – nie jest niczym nowym w histo­rii kościel­ne­go naucza­nia, powin­no wyzna­czyć tak­że nowe miej­sce dla kato­lic­kie­go wege­ta­ria­ni­zmu i wega­ni­zmu. Po lek­tu­rze Lau­da­to Si’ nie wyda­je mi się to trud­ne.

To samo przy­szło mi na myśl, gdy 3 lip­ca tego roku zna­la­złem się na wer­ni­sa­żu wysta­wy „Dyplo­my 2015” Gale­rii Sztu­ki Współ­cze­snej w Opo­lu. Pośród prac dyplo­mo­wych mło­dych arty­stów jeden pro­jekt szcze­gól­nie mnie zachwy­cił i pew­nie nie mogło być ina­czej. Pra­ca Jajo. Co naj­mniej jed­no jajo Jolan­ty Waw­rzo­nek umiesz­czo­na zosta­ła w ciem­nej sali na pozio­mie poni­żej par­te­ru. Skła­da­ła się z dwóch ele­men­tów: jed­nym z nich była insta­la­cja mul­ti­me­dial­na – ani­ma­cja wyświe­tla­na za pomo­cą rzut­ni­ka na kolo­ro­wym płót­nie, dru­gim – znaj­du­ją­cy się na ubo­czu, umiesz­czo­ny na lewej ścia­nie pomiesz­cze­nia, obraz oświe­tlo­ny jedy­nie lam­pą, któ­ra led­wie roz­pra­sza­ła ota­cza­ją­ce ze wszyst­kich stron ciem­no­ści. Płót­no było este­tycz­nie dosko­na­łe – stwo­rzo­ne przy pomo­cy róż­no­ko­lo­ro­wych, jak się oka­za­ło przy bliż­szych oglę­dzi­nach, kre­sek, jak­by wydra­pa­nych w ścia­nie, ale prze­cież w rze­czy­wi­sto­ści na nią nanie­sio­nych, z odle­gło­ści domi­no­wa­ło odcie­nia­mi zie­le­ni – od wybla­kłych po jade­ito­we. Na tym tle poru­sza­ły się czar­ne posta­cie kur w zwy­czaj­nej pta­siej krzą­ta­ni­nie – nie­ustan­nie bli­żej lub dalej pierw­sze­go pla­nu stwo­rzo­ne­go kadru. Żywy mural, myśla­łem – rusza­ją­ca się anty­ka­pi­ta­li­stycz­na pro­wo­ka­cja Banksy’ego, odse­pa­ro­wa­na jed­nak od żywej tkan­ki mia­sta, zamknię­ta w piw­ni­cy (co w przy­pad­ku same­go Banksy’ego nigdy się nie uda­ło). Bar­dzo nowo­cze­sne. Ale był jesz­cze ten obraz z boku. Sta­ro­grec­ka iko­na na opak: drób (tak powie­my – a cho­dzi o osku­ba­ne tru­chło zwie­rzę­cia) z urżnię­tą gło­wą, z któ­rej leje się krew, leży na desce do kro­je­nia. Za tło tyl­ko drew­no – nie­ży­we już drew­no, ze sło­ja­mi two­rzą­cy­mi fascy­nu­ją­cą prze­strzeń gięt­kich linii. Baro­ko­wa Vani­tas – pasja Chry­stu­sa uka­za­na poprzez nie­ludz­kie prze­cież stwo­rze­nie, z pro­sto­tą w miej­sce prze­py­chu – a jed­nak tak przy­tła­cza­ją­ca zmy­sły, jak potra­fi tyl­ko sama natu­ra. Wra­że­nie potę­go­wa­ło pada­ją­ce świa­tło lam­py, two­rząc natu­ral­ną prze­strzeń dla wszech­władz­twa świa­tło­cie­nia, któ­re­go nie było. W całym pomiesz­cze­niu jako tło muzycz­ne roz­cho­dzi­ły się dźwię­ki – stu­ka­nie, bucze­nie, sze­le­sty, dzio­ba­nie, – któ­re aku­sty­ka pomiesz­cze­nia prze­mie­nia­ła w odgło­sy odle­głej burzy, mogą­cej zbli­żyć się w każ­dej chwi­li. Kury jesz­cze żyją, lecz coś nad­cho­dzi. Jakiś kres, któ­ry może nadejść lub wręcz już tutaj zmie­rza, tego boimy się zawsze. Tutaj tema­tem nie byli jed­nak ludzie, a jedy­nie sama natu­ra. I to zesta­wie­nie tych dwóch arte­fak­tów, tak bli­sko sie­bie – moż­na sobie wyobra­zić wra­że­nie.

1

Dzień wcze­śniej pomy­ślał­bym jedy­nie „smut­ne i nie­sa­mo­wi­te”. To zesta­wie­nie natu­ry pod kon­tro­lą czło­wie­ka (ani­ma­cja) i te śla­dy oraz ofia­ra jego dzia­łal­no­ści (obraz) – co to o nas mówi? I jak odle­gła jest kolej­na dzie­jo­wa prze­moc, zawsze znaj­du­ją­ca się gdzieś na gra­ni­cy słu­chu, gdzieś nie­da­le­ko, niczym burza, któ­rej obra­zy widzi­my (miej­my taką nadzie­ję) dużo wcze­śniej, nim grzmot wybuch­nie? Zaraz dodał­bym jed­nak: szko­da, że wie­lu kato­li­ków zoba­czy tu, o ile w ogó­le, wege­bred­nie pod­la­ne reli­gij­nym nawią­za­niem. Jed­nak byłem z lek­tu­rą ency­kli­ki na świe­żo i pomy­śla­łem raczej: „Smut­ne i nie­sa­mo­wi­te, a przy tym jak głę­bo­ko kato­lic­ka intu­icja jest tu wyra­ża­na. Jaka moc­na reali­za­cja nawró­ce­nia eko­lo­gicz­ne­go, o któ­rym mówił papież!”.

Mię­so w cza­sach osta­tecz­nych

Uwa­żam, że wege­ta­ria­nizm i wega­nizm jako rodzaj asce­zy powi­nien być w świa­do­mo­ści współ­cze­snych kato­li­ków obec­ny jako coś oczy­wi­ste­go, zwią­za­ne­go z tro­ską zarów­no o los zwie­rząt, śro­do­wi­ska natu­ral­ne­go, jak i poje­dyn­cze­go czło­wie­ka i całe­go spo­łe­czeń­stwa. Ency­kli­ka rzu­ca świa­tło na te zagad­nie­nia, prze­su­wa śro­dek cięż­ko­ści na pro­ble­my, któ­re etycz­na myśl wegań­ska od daw­na gło­si, i dzię­ki temu ruch ten (zarów­no w swo­jej war­stwie moral­nej odno­wy, powszech­nej komu­nii ze stwo­rze­niem, jak i jako kon­sump­cyj­ny pro­test) ide­al­nie nada­je się do wspo­ma­ga­nia wia­ry czy jako narzę­dzie asce­zy. Dzię­ki świa­do­me­mu wybo­ro­wi tego, by nie spo­ży­wać mię­sa, tak­że rodzi się wspo­mnia­ne przez papie­ża nawró­ce­nie eko­lo­gicz­ne – w moim odczu­ciu dużo szyb­ciej niż w wypad­ku innych, podob­nych wybo­rów: w koń­cu jedze­nie mię­sa koja­rzy się z czymś jak naj­bar­dziej natu­ral­nym, a jego nie­je­dze­nie jest w takim wypad­ku wybo­rem kon­kret­nych, nama­cal­nych dzia­łań na rzecz idei, mam na myśli przede wszyst­kim wybór nie­podą­ża­nia ścież­ką prze­mo­cy (a nie wie­rzę, żeby kto­kol­wiek goto­wy był powie­dzieć: „to nie prze­moc”), tym bar­dziej prze­mo­cy, któ­ra – dzię­ki struk­tu­rze kapi­ta­li­stycz­ne­go prze­my­słu – doty­ka znacz­nej ilo­ści zagad­nień z róż­nych dzie­dzin spo­łecz­no-poli­tycz­nych.

Jedze­nie mię­sa w takiej ilo­ści, jaką spo­ży­wa­my dziś, jest w histo­rii roz­wo­ju ludz­ko­ści czymś nowym i datu­je się od ery prze­my­sło­wej, co pro­wa­dzi obec­nie do nowych pro­ble­mów zwią­za­nych ze zdro­wiem czło­wie­ka. Jakość pro­duk­tów mię­snych pro­du­ko­wa­nych w takich ilo­ściach i w takich warun­kach jak współ­cze­śnie pozo­sta­wia wie­le do życze­nia (moim ulu­bio­nym przy­kła­dem jest obra­zek opi­sa­ny w Zja­da­niu zwie­rząt Jona­tha­na Safra­na Foera, któ­ry doty­czy pom­po­wa­nia wodą, słu­żą­cą do obmy­wa­nia mię­sa kur­cza­ków z che­mii, odcho­dów itd. w fabry­ce cho­wu prze­my­sło­we­go, któ­re to pom­po­wa­nie zwięk­sza masę tru­chła o ponad poło­wę, aby móc sprze­dać je dro­żej). Z dru­giej stro­ny zda­je­my sobie spra­wę, że cały pro­ce­der daje nam dostęp do tanie­go poży­wie­nia, a dłu­gość i jakość życia się zmie­ni­ła i nie wia­do­mo, czy nie zna­leź­li­śmy się w pułap­ce takie­go roz­wią­za­nia, któ­re nisz­czy śro­do­wi­sko natu­ral­ne i zdro­wie jed­nost­ki. Kto potra­fi to oddzie­lić i zapro­po­no­wać jakąś alter­na­ty­wę, zwłasz­cza, gdy wiel­kie mię­sne kon­cer­ny zarzą­dza­ją prze­pły­wem infor­ma­cji i nie wia­do­mo tak napraw­dę na czym sto­imy?

Podob­ne spoj­rze­nie przy­wo­dzi mi na myśl sta­no­wi­sko René Girar­da, któ­ry jak wie­my, od daw­na szy­ku­je się na apo­ka­lip­sę, a wła­ści­wie ogło­sił, że ona już się dzie­je i żyje­my w cza­sach osta­tecz­nych, o czym świad­czy m.in. nie­moż­li­wość stwier­dze­nia, czy kry­zy­sy natu­ral­ne są dzie­łem natu­ry, czy czło­wie­ka. Pyta­nia, któ­re Girard zada­wał sobie w obli­czu słyn­nych klęsk natu­ral­nych ostat­nich lat, brzmia­ły: czy to natu­ra jest prze­ciw nam i czło­wiek musi z nią wal­czyć, czy to wła­śnie czło­wiek jest winien klę­skom, a natu­ra sta­ra się go z sie­bie zrzu­cić? Czy może czło­wiek musi wal­czyć o natu­rę z czło­wie­kiem? Albo czło­wiek musi wal­czyć o natu­rę z natu­rą? Już chy­ba nie wia­do­mo. Podob­nie jest, jak się zda­je, z kwe­stią poży­wie­nia. Myślę, że ency­kli­ka, oczy­wi­ście nie wprost, każe nam zwró­cić uwa­gę tak­że na to zagad­nie­nie.

Tekstem Jacka Lendzioszka rozpoczynamy dyskusję o encyklice papieża Franciszka „Laudato si’”. Poglądy autora nie repre­zen­tują opi­nii redak­cji. Arty­kuły kolej­nych auto­rów ukażą się w naj­bliż­szych dniach.