myslimy
| 10 sierpnia 2015 ]

Wegedieta, czyli chrześcijańska asceza

Dyskusja o encyklice „Laudato si’” papieża Franciszka - część 1

Potrafię sobie wyobrazić polską wersję przekrętu, który stał się słynny dzięki powieści Andre Gide’a Lochy Watykanu. Jest niedziela, czas po Mszy świętej, wierni – grupy przyjaciół i całe rodziny – gromadzą się na trawiastym skwerku pod blokiem, na trawniku posesji, nad jeziorem – gdziekolwiek, byle nie być samemu – i rozpalają grilla. Między postaciami przechadza się naciągacz w stroju księdza i w krótkich rozmowach opowiada niepokojącą historię. Papież Franciszek padł ofiarą podłego spisku uknutego przez masońskie lobby i grupę skorumpowanych kardynałów, a na jego miejsce podstawiony został papież-oszust. „Proszę tylko spojrzeć na encyklikę – jątrzy – lewicowe poglądy w ustach głowy Kościoła? Ekologia? Zielone organizacje?” Powołując się na autorytet papieża Polaka, któremu można włożyć w usta każdy narodowy fantazmat, a wiemy przecież, że wiernych przekonuje najbardziej to, co już niby wiedzą z mediów, pyta: „Co będzie dalej?”. Pewno homoseksualizm, Kościół kobiet i przewartościowanie myślenia o rodzinie, zamknięcie kopalń węgla. „Jest wyjście z tej sytuacji, cicho jednak, rzecz trzeba utrzymać w najściślejszej tajemnicy, bo inaczej odbicie biednego Franciszka się nie uda. Tutaj jest numer konta, na który trzeba wpłacić określoną sumę, za którą przeprowadzona zostanie akcja ratunkowa…” Tak, myślę, że można by trochę zarobić.

Nie mamy jako ogół – aczkolwiek to się chyba zmienia – zdrowego podejścia do dużych i małych wyborów ekologicznych. Na segregację śmieci, oszczędność wody, dbanie o wspólną miejską zieloną przestrzeń, ratowanie ostatnich sztuk z zagrożonych gatunków motyli patrzymy z nieufnością jako coś narzuconego nam przemocą, niepotrzebne utrudnienie, zachodnie fanaberie gnuśnych i bogatych. Nie czas i miejsce bym teraz zastanawiał się, czy większy wpływ na to podejście miał PRL, czy sposób, w jaki – na poziomie idei i wyzwań na przyszłość – przeprowadzona została transformacja po roku 1989, która osiągnęła właśnie na naszych oczach szeroko dyskutowany stan przesilenia. Gdy zostałem poproszony o napisanie komentarza do encykliki Laudato Si’, wiedziałem, że pozostawiając na boku inne zagadnienia ekologiczne, skupię się na wegetarianizmie – odniesienia do tego tematu łatwo można bowiem w tekście dokumentu przeoczyć.

ency1

Wegetarianizm jako postawa lewicowo antysystemowa nie jest czymś nieznanym, tak samo nie jest zaskakujący jako postawa religijna – jeżeli mówimy o buddyzmie, sektach hinduistycznych czy New Age, ale jako część osobistego przeżywania katolicyzmu? Podobna deklaracja budzi co najmniej zdziwienie. W moim przypadku jednak tak właśnie jest, powiem więcej: nawrócenie, które przeżyłem, zbiegło się w czasie z przejściem na wegetarianizm, a oba te fakty połączyły się ze sobą nierozerwalnie. Jest to jeden z powodów, dla których na tekst „poświęcony trosce o wspólny dom” czekałem z niecierpliwością. Nie zawiodłem się (może jedynie początkowo, gdy ściągnąłem plik z serwerów Watykanu i z drżącymi dłońmi, wciskając ctrl +f, szukałem hasła „wegetarianizm”, później „weganizm”, wreszcie „wege”… a nic się nie wyświetlało), większość moich osobistych wegeintuicji znalazło odbicie w tekście encykliki.

Powtarzam zawsze, a przeprowadziłem na ten temat dziesiątki, jeśli nie setki rozmów, że nie ma jednej wegepostawy. Łatwo da się zauważyć, że ilu wegetarian i wegan, tyle historii uzyskania ekologicznej samoświadomości, tyle postaw i ich uzasadnień. Moja osobista wegemoralność opiera się na trzech podstawowych filarach: na postawie szacunku do świata i stworzeń je zamieszkujących (a także do natury w ogólności), na wyborze wyrzeczenia się przemocy, która przytłumia wewnętrzne dobro w człowieku, oraz na lewicowej postawie antysystemowej, sprzeciwie wobec wszechdominacji egoistycznej istoty ludzkiej w postprzemysłowej erze kapitalistycznej, łączącej się ze sprzeciwem wobec panowania wielkich korporacji. Tak, wiem, brzmi jak lewicowy banał, spieszę więc z wyjaśnieniami. Udzieli ich sam papież Franciszek.

Szacunek wobec świata i istot je zamieszkujących

„Bóg napisał wspaniałą księgę, «której li­terami są liczne stworzenia obecne we wszechświecie». Słusznie powiedzieli biskupi Kanady, że żadne stworzenie nie jest poza objawieniem się Boga: «Od najszerszych panoram po naj­mniejsze formy życia, natura jest nieustannym źródłem zadziwienia i czci. Jest ona również nie­ustannym objawianiem się boskości». Biskupi japońscy ze swej strony powiedzieli coś bardzo sugestywnego: «Dostrzeganie wszelkiego stwo­rzenia, śpiewanie hymnu na cześć jego istnienia to radosne życie w miłości Boga i w nadziei». Ta kontemplacja stworzenia pozwala nam odkryć poprzez każdą rzecz pewną naukę, jaką pragnie przekazać nam Bóg, ponieważ «dla człowieka wierzącego kontemplacja stworzenia to również wsłuchiwanie się w treść posłania, słuchanie jego tajemniczego i niesłyszalnego głosu». Można powiedzieć, że: «Obok Objawienia w ścisłym tego słowa znaczeniu, zawartego w Piśmie Świę­tym, Bożym objawieniem jest też dla nas blask słońca i zapadanie nocy». Zwracając uwagę na to objawienie, człowiek uczy się rozpoznawania samego siebie w relacji z innymi stworzeniami: «Wyrażam siebie, wyrażając świat; odkrywam moją sakralność, ‘próbując rozszyfrować sakral­ność świata’»”.

Cel drogi wszechświata to Boża pełnia, którą osiągnął już zmartwychwstały Chrystus, będący fundamentem powszechnego dojrzewa­nia. W ten sposób dodajemy kolejny argument, aby odrzucić wszelkie despotyczne i nieodpo­wiedzialne panowanie człowieka nad innymi stworzeniami. My sami nie jesteśmy ostatecznym celem wszystkich innych stworzeń. Wszystkie zmierzają wraz z nami i przez nas ku ostateczne­mu kresowi, jakim jest Bóg w transcendentalnej pełni, gdzie zmartwychwstały Chrystus wszyst­ko ogarnia i oświetla. Ponieważ człowiek, obda­rzony inteligencją i miłością, pociągany jest peł­nią Chrystusa, powołany jest, by przyprowadzić wszystkie stworzenia do ich Stwórcy”.

Wyrzeczenie się przemocy, która przytłumia wewnętrzne dobro w człowieku

„[…] kiedy serce jest napraw­dę otwarte na powszechną komunię, to nic i nikt nie jest wykluczony z tego braterstwa. Dlatego też prawdą jest, że obojętność lub okrucieństwo wobec innych stworzeń tego świata zawsze w ja­kiś sposób przekłada się na sposób traktowania innych ludzi. Serce jest jedno i ta sama mizeria, która prowadzi do znęcania się nad zwierzęta­mi, niechybnie przejawi się w relacji z innymi osobami. Wszelkie okrucieństwo wobec jakie­gokolwiek stworzenia «jest sprzeczne z godno­ścią człowieka». Nie możemy uważać siebie za osoby naprawdę miłujące, jeśli wykluczamy z na­szych zainteresowań jakąś część rzeczywistości: «Pokój, sprawiedliwość i ochrona stworzenia to trzy kwestie ściśle ze sobą związane, których nie można od siebie oddzielać w taki sposób, by były traktowane indywidualnie, gdyż mogłoby to gro­zić ponownym popadaniem w redukcjonizm». Wszystko jest ze sobą powiązane i my, wszyscy ludzie, jesteśmy zjednoczeni jako bracia i siostry we wspaniałej pielgrzymce, połączeni miłością, którą Bóg obdarza każde ze swoich stworzeń, a która łączy nas z bratem Słońcem, Księżycem, siostrą rzeką i matką Ziemią.

Stworzeń tego świata nie można trakto­wać jako dobra nieposiadającego właściciela: «To wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia!» (Mdr 11,26). Prowadzi to do przekonania, że wszystkie byty wszechświata, będąc stworzonymi przez tego samego Ojca, są zjednoczone niewi­dzialnymi więzami i tworzą rodzaj uniwersalnej rodziny, wspaniałej komunii pobudzającej do świętego, serdecznego i pokornego szacunku.

«Na świecie jest coraz więcej […] ze­wnętrznych pustyń, ponieważ pustynie wewnętrz­ne stały się tak rozległe». Musimy też jednak uznać, że niektórzy zaangażowani chrześcijanie i ludzie modlitwy pod pretekstem realizmu i pragmatyzmu często drwią z troski o środowisko naturalne. Inni są bierni, niechętnie zmieniają swoje przyzwyczajenia i stają się niespójni wewnętrznie. Brakuje im zatem na­wrócenia ekologicznego, które wiąże się z rozwijaniem wszystkich konsekwencji ich spotkania z Jezusem w relacjach z otaczającym ich światem. Życie po­wołaniem, by być obrońcami dzieła Bożego, jest istotną częścią życia uczciwego, nie zaś czymś opcjonalnym, ani też drugorzędnym elementem doświadczenia chrześcijańskiego. Kiedy czytamy w Ewangelii, jak Jezus mówi o ptakach, że «żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych» (Łk 12,6), to czy będziemy zdolni do znęcania się nad nimi i wy­rządzania im zła? Zachęcam wszystkich chrześci­jan, aby ukazali jasno ten wymiar swojego nawró­cenia, pozwalając, by moc i światło otrzymanej łaski obejmowały także relacje z innymi istota­mi i otaczającym światem, budząc owo cudow­ne braterstwo z całym stworzeniem, którym tak wspaniale żył święty Franciszek z Asyżu”.

Sprzeciw wobec wszechdominacji egoistycznej istoty ludzkiej w postprzemysłowej erze kapitalistycznej

„Podstawowy problem jest inny, jeszcze głębszy: chodzi o sposób, w jaki faktycznie ludz­kość przyjęła technologię i jej rozwój wraz z jed­nolitym i jednowymiarowym paradygmatem. W takim paradygmacie wyróżnia się koncepcja podmio­tu, który stopniowo, w procesie logiczno-racjo­nalnym, pojmuje, a zatem posiada rzecz, która znajduje się na zewnątrz. Taki podmiot wyraża się poprzez ustanowienie metody naukowej wraz z powiązanym z nią eksperymentowaniem, które jest już wyraźnie techniką posiadania, domina­cji i przekształcania. To tak, jakby podmiot miał do czynienia z rzeczywistością zupełnie bezkształtną, całkowicie dostępną jego manipulacji. Ingerencja człowieka w przyrodę zawsze miała miejsce, ale przez długi czas była nacechowana towarzyszeniem, dostosowaniem się do możli­wości, jakie dają same rzeczy. Było to przyjmo­wanie tego, co oferowała sama rzeczywistość naturalna, jakby wyciągając rękę w geście zapro­szenia. Natomiast to, co się liczy obecnie, to wy­dobycie z rzeczy wszystkiego, co możliwe, przez zawłaszczenie wynikające z ignorancji człowieka lub zapomnienia o samej naturze tego, co jest przed nim. Dlatego człowiek i rzeczy przestały podawać sobie przyjazną dłoń, przechodząc do wzajemnej konfrontacji. Stąd łatwo przechodzi się do idei nieskończonego czy też nieograniczo­nego wzrostu, która tak bardzo zachwyciła eko­nomistów, teoretyków finansistów i teoretyków technologii. Zakłada ona fałszywe przekonanie o nieskończonej dostępności dóbr naszej plane­ty, co prowadzi do ich «wyciskania» aż do osta­tecznych granic, a nawet ponad granice. Chodzi o błędne założenie, że «w przyrodzie istnieje nie­ograniczona ilość energii i zasobów do wykorzy­stania, i że możliwe jest ich szybkie odtworzenie oraz że negatywne skutki manipulacji w porząd­ku naturalnym mogą zostać łatwo naprawione».

W filozoficznej i teologicznej wizji czło­wieka i stworzenia, jakie starałem się zapropono­wać, wyraźnie widać, że osoba ludzka posiadająca szczególne dary rozumu i wiedzy nie jest czynni­kiem zewnętrznym, który powinien być całko­wicie wykluczony. Chociaż człowiek może inge­rować w świat roślin i zwierząt oraz posługiwać się nim, kiedy jest to konieczne dla jego przeżycia, to Katechizm naucza, że eksperymenty na zwierzę­tach są uzasadnione tylko wtedy, gdy «mieszczą się w rozsądnych granicach i przyczyniają się do leczenia i ratowania życia ludzkiego». Stanow­czo przypomina, że władza człowieka ma swoje granice i że «sprzeczne z godnością ludzką jest niepotrzebne zadawanie cierpień zwierzętom lub ich zabijanie». Wszelkie eksperymentowanie lub używanie stworzenia «domaga się religijnego szacunku dla integralności stworzenia»”.

Świadomość ekologiczna

Obiecałem sobie, że nie będę tłumaczył wegetarianizmu od podstaw. Z tego powodu nie robię sobie żartów, cytując papieża. Ufam, że czytelnikom tego tekstu znane są wegeidee dotyczące wpływu metod tworzenia masowych hodowli przemysłowych na człowieka, społeczeństwo i globalną politykę. Myślę, że znane jest zaniepokojenie wyrażane przez wiele wegańskich organizacji związane z brutalną wszechwładzą korporacji, kontrolujących rynek produktów spożywczych i sposób w jaki pogłębiające się rozwarstwienie społeczne na świecie ściśle związane jest z dietą całych społeczeństw, ze wszystkimi problemami z tego wynikającymi (głodem w krajach Trzeciego Świata, otyłością i chorobami wśród niższych warstw społeczeństwa krajów Zachodu etc.). Doskonale zdaję sobie sprawę, że papież nie pisze wprost o wegetarianizmie. Jednak cała encyklika przesiąknięta jest duchowym językiem inkluzywnym – nie zostanie podana nazwa żadnej organizacji ekologicznej, nie zostanie podany żaden numer konta, na które wpłacać należy kwotę, by pomagać człowiekowi w jego walce o środowisko i wezwani zostajemy do tego, by – jako katolicy – włączyć się w zorganizowane ekologiczne działania, nawet poprzez małe, codzienne czynności: „unikanie sto­sowania tworzyw sztucznych i papieru, zmniej­szenie zużycia wody, segregowanie odpadów, go­towanie tylko wówczas, gdy będzie można zjeść to, co ugotowano, ostrożne podejście do innych istot żywych, korzystanie z transportu publiczne­go lub wspólne korzystanie z samochodu przez kilka osób, sadzenie drzew, wyłączanie niepo­trzebnego światła” itp. Czy do tego nie zalicza się także niejedzenie mięsa?

Zdaję sobie sprawę, że przejście na wegetarianizm, nie mówiąc już o weganizmie, jest poważną decyzją i nie jest dobre dla każdego. Mimo że większość organizacji zajmujących się zdrowiem oficjalnie przyznaje, że przemyślana i zróżnicowana dieta wegetariańska nie tylko nie zagraża zdrowiu, lecz wręcz przeciwnie – jest korzystna dla organizmu człowieka, istnieją jednostkowe przeciwwskazania i problemy, które ją wykluczają. W kraju takim jak Polska problem stanowić może także dostęp do tanich bezmięsnych produktów (co także się zmienia). Z tego powodu, a także dlatego, że zdaję sobie sprawę, że człowiek JEST istotą mięsożerną (to przecież fakt) i nie jest prostym zmienić własne nawyki, zawsze traktowałem wegedietę jako element świadomego wyboru – jako element chrześcijańskiej ascezy.

Zawsze niezręcznie czułem się, tłumacząc moim braciom i siostrom w wierze zasadność własnego stanowiska, gdy – o ile nie zostanie zrozumiane jako przejaw ograniczającej idei – wydawało mi się prawie oczywiste. Szczerą nadzieję na zmianę w powszechnym podejściu do tematu wegetarianizmu i weganizmu przynieść mogą zalecenia zawarte w papieskiej encyklice, dla których ten sposób życia stanowi podbudowę, i mam nadzieję, że zmieni się także podejście kościelnej hierarchii do powyższego tematu. W końcu „do zadań polityki i różnych stowarzy­szeń należy trud kształtowania sumień. Dotyczy to również Kościoła. W tej edukacji ważną rolę do odegrania mają wszystkie wspólnoty chrze­ścijańskie. Mam również nadzieję, że w naszych seminariach i zakonnych domach formacyjnych będzie miało miejsce wychowanie do odpowie­dzialnej ascezy, do naznaczonego wdzięcznością podziwiania świata, do wrażliwości na kruchość ubogich i środowiska. Biorąc pod uwagę, że wiele jest do stracenia oraz że potrzebne są instytucje uprawnione do stosowania sankcji wobec ataków na środowisko, potrzebujemy również kontrolo­wania siebie i wychowywania się nawzajem”.

Wyzwanie na dzisiejsze czasy

Z tego powodu przesunięcie środka ciężkości na świadomość ekologiczną, która – czego podkreśleniu papież poświęcił sporo miejsca – nie jest niczym nowym w historii kościelnego nauczania, powinno wyznaczyć także nowe miejsce dla katolickiego wegetarianizmu i weganizmu. Po lekturze Laudato Si’ nie wydaje mi się to trudne.

To samo przyszło mi na myśl, gdy 3 lipca tego roku znalazłem się na wernisażu wystawy „Dyplomy 2015” Galerii Sztuki Współczesnej w Opolu. Pośród prac dyplomowych młodych artystów jeden projekt szczególnie mnie zachwycił i pewnie nie mogło być inaczej. Praca Jajo. Co najmniej jedno jajo Jolanty Wawrzonek umieszczona została w ciemnej sali na poziomie poniżej parteru. Składała się z dwóch elementów: jednym z nich była instalacja multimedialna – animacja wyświetlana za pomocą rzutnika na kolorowym płótnie, drugim – znajdujący się na uboczu, umieszczony na lewej ścianie pomieszczenia, obraz oświetlony jedynie lampą, która ledwie rozpraszała otaczające ze wszystkich stron ciemności. Płótno było estetycznie doskonałe – stworzone przy pomocy różnokolorowych, jak się okazało przy bliższych oględzinach, kresek, jakby wydrapanych w ścianie, ale przecież w rzeczywistości na nią naniesionych, z odległości dominowało odcieniami zieleni – od wyblakłych po jadeitowe. Na tym tle poruszały się czarne postacie kur w zwyczajnej ptasiej krzątaninie – nieustannie bliżej lub dalej pierwszego planu stworzonego kadru. Żywy mural, myślałem – ruszająca się antykapitalistyczna prowokacja Banksy’ego, odseparowana jednak od żywej tkanki miasta, zamknięta w piwnicy (co w przypadku samego Banksy’ego nigdy się nie udało). Bardzo nowoczesne. Ale był jeszcze ten obraz z boku. Starogrecka ikona na opak: drób (tak powiemy – a chodzi o oskubane truchło zwierzęcia) z urżniętą głową, z której leje się krew, leży na desce do krojenia. Za tło tylko drewno – nieżywe już drewno, ze słojami tworzącymi fascynującą przestrzeń giętkich linii. Barokowa Vanitas – pasja Chrystusa ukazana poprzez nieludzkie przecież stworzenie, z prostotą w miejsce przepychu – a jednak tak przytłaczająca zmysły, jak potrafi tylko sama natura. Wrażenie potęgowało padające światło lampy, tworząc naturalną przestrzeń dla wszechwładztwa światłocienia, którego nie było. W całym pomieszczeniu jako tło muzyczne rozchodziły się dźwięki – stukanie, buczenie, szelesty, dziobanie, – które akustyka pomieszczenia przemieniała w odgłosy odległej burzy, mogącej zbliżyć się w każdej chwili. Kury jeszcze żyją, lecz coś nadchodzi. Jakiś kres, który może nadejść lub wręcz już tutaj zmierza, tego boimy się zawsze. Tutaj tematem nie byli jednak ludzie, a jedynie sama natura. I to zestawienie tych dwóch artefaktów, tak blisko siebie – można sobie wyobrazić wrażenie.

1

Dzień wcześniej pomyślałbym jedynie „smutne i niesamowite”. To zestawienie natury pod kontrolą człowieka (animacja) i te ślady oraz ofiara jego działalności (obraz) – co to o nas mówi? I jak odległa jest kolejna dziejowa przemoc, zawsze znajdująca się gdzieś na granicy słuchu, gdzieś niedaleko, niczym burza, której obrazy widzimy (miejmy taką nadzieję) dużo wcześniej, nim grzmot wybuchnie? Zaraz dodałbym jednak: szkoda, że wielu katolików zobaczy tu, o ile w ogóle, wegebrednie podlane religijnym nawiązaniem. Jednak byłem z lekturą encykliki na świeżo i pomyślałem raczej: „Smutne i niesamowite, a przy tym jak głęboko katolicka intuicja jest tu wyrażana. Jaka mocna realizacja nawrócenia ekologicznego, o którym mówił papież!”.

Mięso w czasach ostatecznych

Uważam, że wegetarianizm i weganizm jako rodzaj ascezy powinien być w świadomości współczesnych katolików obecny jako coś oczywistego, związanego z troską zarówno o los zwierząt, środowiska naturalnego, jak i pojedynczego człowieka i całego społeczeństwa. Encyklika rzuca światło na te zagadnienia, przesuwa środek ciężkości na problemy, które etyczna myśl wegańska od dawna głosi, i dzięki temu ruch ten (zarówno w swojej warstwie moralnej odnowy, powszechnej komunii ze stworzeniem, jak i jako konsumpcyjny protest) idealnie nadaje się do wspomagania wiary czy jako narzędzie ascezy. Dzięki świadomemu wyborowi tego, by nie spożywać mięsa, także rodzi się wspomniane przez papieża nawrócenie ekologiczne – w moim odczuciu dużo szybciej niż w wypadku innych, podobnych wyborów: w końcu jedzenie mięsa kojarzy się z czymś jak najbardziej naturalnym, a jego niejedzenie jest w takim wypadku wyborem konkretnych, namacalnych działań na rzecz idei, mam na myśli przede wszystkim wybór niepodążania ścieżką przemocy (a nie wierzę, żeby ktokolwiek gotowy był powiedzieć: „to nie przemoc”), tym bardziej przemocy, która – dzięki strukturze kapitalistycznego przemysłu – dotyka znacznej ilości zagadnień z różnych dziedzin społeczno-politycznych.

Jedzenie mięsa w takiej ilości, jaką spożywamy dziś, jest w historii rozwoju ludzkości czymś nowym i datuje się od ery przemysłowej, co prowadzi obecnie do nowych problemów związanych ze zdrowiem człowieka. Jakość produktów mięsnych produkowanych w takich ilościach i w takich warunkach jak współcześnie pozostawia wiele do życzenia (moim ulubionym przykładem jest obrazek opisany w Zjadaniu zwierząt Jonathana Safrana Foera, który dotyczy pompowania wodą, służącą do obmywania mięsa kurczaków z chemii, odchodów itd. w fabryce chowu przemysłowego, które to pompowanie zwiększa masę truchła o ponad połowę, aby móc sprzedać je drożej). Z drugiej strony zdajemy sobie sprawę, że cały proceder daje nam dostęp do taniego pożywienia, a długość i jakość życia się zmieniła i nie wiadomo, czy nie znaleźliśmy się w pułapce takiego rozwiązania, które niszczy środowisko naturalne i zdrowie jednostki. Kto potrafi to oddzielić i zaproponować jakąś alternatywę, zwłaszcza, gdy wielkie mięsne koncerny zarządzają przepływem informacji i nie wiadomo tak naprawdę na czym stoimy?

Podobne spojrzenie przywodzi mi na myśl stanowisko René Girarda, który jak wiemy, od dawna szykuje się na apokalipsę, a właściwie ogłosił, że ona już się dzieje i żyjemy w czasach ostatecznych, o czym świadczy m.in. niemożliwość stwierdzenia, czy kryzysy naturalne są dziełem natury, czy człowieka. Pytania, które Girard zadawał sobie w obliczu słynnych klęsk naturalnych ostatnich lat, brzmiały: czy to natura jest przeciw nam i człowiek musi z nią walczyć, czy to właśnie człowiek jest winien klęskom, a natura stara się go z siebie zrzucić? Czy może człowiek musi walczyć o naturę z człowiekiem? Albo człowiek musi walczyć o naturę z naturą? Już chyba nie wiadomo. Podobnie jest, jak się zdaje, z kwestią pożywienia. Myślę, że encyklika, oczywiście nie wprost, każe nam zwrócić uwagę także na to zagadnienie.

Tekstem Jacka Lendzioszka rozpoczynamy dyskusję o encyklice papieża Franciszka „Laudato si’”. Poglądy autora nie repre­zen­tują opi­nii redak­cji. Arty­kuły kolej­nych auto­rów ukażą się w naj­bliż­szych dniach.