myslimy
| 19 czerwca 2013 ]

Wpuścić Boga!

Przeżuwać Imię – cykl o medytacji chrześcijańskiej (6)

Medy­ta­cja w pierw­szym rozu­mie­niu tego sło­wa to bar­dzo głę­bo­kie roz­my­śla­nie. W dru­gim zna­cze­niu to wpro­wa­dze­nie umy­słu (za pośred­nic­twem róż­nych tech­nik) w stan naj­wyż­sze­go sku­pie­nia. A w trze­cim – modli­twy i roz­my­śla­nia reli­gij­ne1. Się­gam na począt­ku po słow­nik, bo mam wra­że­nie, że wie­lo­znacz­ność tego sło­wa pro­wa­dzi do wie­lu nie­po­ro­zu­mień. Zaraz po słow­ni­ku się­gam po Kate­chizm Kościo­ła Kato­lic­kie­go. Znaj­du­je się w nim bar­dzo cie­ka­we wska­za­nie. W punk­cie 2186 czy­ta­my mię­dzy inny­mi o tym, że „nie­dzie­la jest cza­sem reflek­sji, ciszy, lek­tu­ry i medy­ta­cji, któ­re sprzy­ja­ją wzro­sto­wi życia wewnętrz­ne­go i chrze­ści­jań­skie­go”. W tym samym Kate­chi­zmie wspo­mnia­no o trzech głów­nych for­mach życia modli­twy. Są to: „modli­twa ust­na, roz­my­śla­nie, kon­tem­pla­cja. Ich wspól­ną cechą jest sku­pie­nie ser­ca” (KKK 2699).

Zatrzy­maj­my się zatem przez chwi­lę nad modli­twą. Biskup Grze­gorz Ryś pod­czas jed­nej z kon­fe­ren­cji powie­dział:

„Jaki rodzaj modli­twy jest modli­twą nie­ustan­ną? Modli­twą nie­ustan­ną jest wyłącz­nie kon­tem­pla­cja. Na to sło­wo ludziom się uszy zamy­ka­ją, kon­tem­pla­cja bowiem wyda­je się im zwy­kle czymś nie­sły­cha­nie trud­nym. (…) Kate­chizm nato­miast powia­da, że „modli­twa kon­tem­pla­cyj­na jest naj­prost­szym wyra­zem tajem­ni­cy modli­twy”. I powiedz tu komuś, że kon­tem­pla­cja jest naj­prost­szą wer­sją modli­twy. W punk­cie 2710 czy­ta­my: „Nie zawsze jest moż­li­we medy­to­wać, ale zawsze jest moż­li­we wejść w modli­twę kon­tem­pla­cji”. Na medy­ta­cję, roz­my­śla­nie, trze­ba mieć czas. Trze­ba mieć książ­kę albo przy­naj­mniej lek­cjo­narz (zale­ży, kto nad czym roz­my­śla), zro­bić przy­go­to­wa­nie, a jeśli jesz­cze ktoś zabie­ra się do tego meto­dycz­nie, według Igna­ce­go – pra­ca wyobraź­ni, emo­cje, posta­no­wie­nia i tak dalej – trze­ba mieć na to wie­le cza­su. Kate­chizm to potwier­dza. A zatem medy­ta­cja jest moż­li­wa pod pew­ny­mi warun­ka­mi, pod­czas gdy kon­tem­pla­cja jest moż­li­wa zawsze. Prze­cięt­ny chrze­ści­ja­nin i prze­cięt­ny kle­ryk mają na ten temat zupeł­nie nie­praw­dzi­we wyobra­że­nie. Kon­tem­pla­cję zosta­wia­ją mistrzom modli­twy, a co do medy­ta­cji, to owszem, uwa­ża­ją, że jest jesz­cze w zasię­gu ich moż­li­wo­ści. Kate­chizm nato­miast mówi, że w kon­tem­pla­cję możesz wejść zawsze, nie­za­leż­nie od warun­ków, od emo­cji w duszy, nie­za­leż­nie od tego, co robisz. Powsta­je pyta­nie: dla­cze­go? Odpo­wiedź jest pro­sta: bo kon­tem­pla­cja jest miło­ścią. Jest modli­twą miło­ści. (…) Jest prze­ży­ciem wspól­no­ty, jed­no­ści”2.

Pro­szę wyba­czyć tak dłu­gi cytat. Myślę jed­nak, że potwier­dza on pew­ną tezę – to, co nazy­wa­my medy­ta­cją, bar­dzo czę­sto oka­zu­je się… kon­tem­pla­cją (tak, i KKK, i bp Ryś potwier­dza­ją intu­icję Mar­ci­na Suskie­wi­cza zawar­tą w tek­ście „Pust­ka, któ­ra zakry­wa Boga”).

Nie chcia­ła­bym jed­nak pro­wo­ko­wać świę­tej woj­ny o medytację/kontemplację i rozu­mie­nie ter­mi­nów, teo­lo­gicz­nej dys­pu­ty o cechach każ­dej z tych form modli­twy. Wola­ła­bym pró­bę zasta­no­wie­nia się nad bogac­twem spo­so­bów modli­twy w Koście­le (a nie licy­to­wa­nie się, kto jest na co dzień kon­tem­pla­to­rem, a kto już medy­tu­je). A naj­pięk­niej­sze w modli­twie jest to, że jak zale­ca Kościół, „Opor­tet tota nostra natu­ra ora­re, trze­ba, żeby cała nasza natu­ra się modli­ła. Wszyst­ko, co masz, możesz wyko­rzy­stać do modli­twy. Jeste­śmy cia­łem i duchem. Jeste­śmy cie­le­śni w naj­bar­dziej ducho­wych czyn­no­ściach. Czło­wiek modli się całym sobą: posta­wą, cia­łem, duchem, sło­wem, myślą, uczu­ciem, ser­cem. Nie lek­ce­waż­my żad­ne­go z wymia­rów samych sie­bie pod­czas modli­twy”3. Jak widać, naj­waż­niej­sze jest, by być sobą na modli­twie i modlić się całą swą isto­tą.

Modli­twa to spo­tka­nie. Trwa­nie ze Sło­wem i w Sło­wie. Chcia­łam napi­sać o dwóch bar­dzo cen­nych darach, któ­re poma­ga­ją mi w byciu ze Sło­wem sam na sam. Dosta­łam je od Kościo­ła.

Pierw­szy z nich to nie­wiel­ka ksią­żecz­ka – „Ewan­ge­lia Ojców Kościo­ła” świę­te­go Toma­sza z Akwi­nu4. Zawie­ra ona komen­ta­rze do każ­de­go z wer­se­tów Ewan­ge­lii według świę­te­go Mate­usza. Bra­nie ich do ser­ca oka­zu­je się bar­dzo dobrym spo­so­bem nauki od pierw­szych chrze­ści­jan, jak prze­żu­wać Sło­wo Boga. Obco­wa­nie z Ewan­ge­lią i jej komen­ta­rza­mi pro­wa­dzi do odkry­cia, że Sło­wo jest żywe – w każ­dym wie­rzą­cym rezo­nu­je ina­czej (stąd pozor­nie prze­ciw­staw­ne sobie sło­wa Ojców), i żeby Je odnieść do swo­je­go życia, trze­ba Je usły­szeć. Jak ktoś woli księ­gi Sta­re­go Testa­men­tu, war­to się­gnąć po poje­dyn­cze ich wyda­nia z komen­ta­rza­mi rabi­nów5.

Dru­gi to meto­da bada­nia sie­bie Sło­wem Bożym, czy­li skru­ta­cja. Trze­ba zna­leźć czas, przy­go­to­wać sobie „Biblię Jero­zo­lim­ską”, kart­kę papie­ru i dłu­go­pis, wybrać frag­ment Pisma (np. czy­ta­nia z dnia). I wejść w modli­twę, szu­kać Sło­wa (od wybra­ne­go frag­men­tu, przez pro­wa­dzą­ce, obja­śnia­ją­ce go inne frag­men­ty, któ­rych sigle znaj­du­ją się w przy­pi­sach i na mar­gi­ne­sach) i słu­chać ser­ca, któ­re poka­zu­je, co to Sło­wo do mnie dziś mówi (war­to sobie to zapi­sać, by o tym doświad­cze­niu spo­tka­nia ze Sło­wem nie zapo­mnieć, móc do nie­go powró­cić).

To dwa pro­ste spo­so­by życia Sło­wem. Piszę o nich, choć mam świa­do­mość, że tyle jest spo­so­bów modli­twy (medy­ta­cji, kon­tem­pla­cji) – dróg do Boga, ilu ludzi. Jed­nak na koniec chcia­łam przy­po­mnieć, sło­wa­mi Mar­ti­na Bube­ra, o naj­waż­niej­szym pyta­niu, któ­re kie­dyś zadał swo­im gościom rab­bi Men­del z Koc­ka. „Gdzie jest miesz­ka­nie Boga? (…) Wszy­scy się roze­śmia­li: „Cóż za pyta­nie! Czyż cały świat nie jest pełen Jego chwa­ły?”. On jed­nak odpo­wie­dział: „Bóg miesz­ka tam, gdzie czło­wiek go wpu­ści”. Taki jest osta­tecz­ny cel: wpu­ścić Boga. Ale może­my go wpu­ścić jedy­nie tam, gdzie napraw­dę jeste­śmy, gdzie sami żyje­my, i to naszym praw­dzi­wym życiem”6.

1 Por. Inny słow­nik języ­ka pol­skie­go, red. M. Bań­ko, War­sza­wa 2010, s. 839.
2 G. Ryś, Reko­lek­cje. Modli­twa, post, jał­muż­na, Kra­ków 2013, s. 76 – 77. [Wyróż­nie­nia (pogru­bie­nia) moje].
3 Tam­że, s. 56.
4 Tomasz z Akwi­nu, Ewan­ge­lia Ojców Kościo­ła, tłum. J. Salij, Poznań 2001.
5 Są to wyda­nia dwu­ję­zycz­ne. Dotych­czas w Tora Par­des uka­za­ły się mię­dzy inny­mi Księ­ga Kohe­le­ta, Księ­ga Este­ry, Księ­ga Rut, Pieśń nad pie­śnia­mi, Księ­ga Jony…
6 M. Buber, Dro­ga czło­wie­ka według naucza­nia cha­sy­dów, tłum. G. Zlat­kes, War­sza­wa 2004, s. 47 – 48.

W cyklu „Prze­żu­wać Imię” uka­zały się teksty: