myslimy
| 26 października 2012 ]

Wsłuchać się w Sobór!

Na portalu historycznym Hist​mag​.org ukazała się rozmowa Sebastiana Adamkiewicza z Ewą Kiedio z Dywizu na temat Soboru Watykańskiego II. Udostępniamy ją w całości.

Mija 50 lat od roz­po­czę­cia obrad Sobo­ru Waty­kań­skie­go II. Panu­je opi­nia, że jego wynik był małą rewo­lu­cją w Koście­le. Są i tacy, któ­rzy twier­dzą, że zmia­ny poszły za dale­ko i jeśli nie doszło do zerwa­nia z Tra­dy­cją, to przy­naj­mniej do jej moc­ne­go naru­sze­nia. Czy fak­tycz­nie Sobór, w kon­tek­ście całej histo­rii Kościo­ła, miał aż tak rewo­lu­cyj­ne zna­cze­nie?

Jeśli porów­nu­je się kon­sty­tu­cje i dekre­ty Sobo­ru Waty­kań­skie­go II z kościel­ny­mi doku­men­ta­mi sprzed tego sobo­ru, to narzu­ca się myśl, że była to fak­tycz­nie rewo­lu­cja. Spójrz­my na taki choć­by przy­kład: w 1928 r. ency­kli­ka „Mor­ta­lium ani­mos” Piu­sa XI zabra­nia­ła kato­li­kom bra­nia udzia­łu w spo­tka­niach eku­me­nicz­nych: Jasną rze­czą jest, Czci­god­ni Bra­cia, dla­cze­go Sto­li­ca Apo­stol­ska swym wier­nym nigdy nie pozwa­la­ła, by bra­li udział w zjaz­dach nie­ka­to­lic­kich. Pra­cy nad jed­no­ścią chrze­ści­jan nie wol­no popie­rać ina­czej, jak tyl­ko dzia­ła­niem w tym duchu, by odszcze­pień­cy powró­ci­li na łono jedy­ne­go, praw­dzi­we­go Kościo­ła Chry­stu­so­we­go, od któ­re­go kie­dyś, nie­ste­ty, odpa­dli. W sobo­ro­wym Dekre­cie o eku­me­ni­zmie czy­ta­my nato­miast: W pew­nych spe­cjal­nych oko­licz­no­ściach, takich jak zapo­wie­dzia­ne modły «o jed­ność», oraz na zebra­niach eku­me­nicz­nych, dopusz­czal­ne jest, a nawet pożą­da­ne zespo­le­nie kato­li­ków z brać­mi odłą­czo­ny­mi w modli­twie (DE 8). To tyl­ko jed­no ze zdań tego doku­men­tu, ale już chy­ba ta prób­ka poka­zu­je, że mówi się tu z uży­ciem zupeł­nie inne­go sty­lu, innej reto­ry­ki.

W tej chwi­li modli­twy eku­me­nicz­ne, dia­log mię­dzy­re­li­gij­ny czy też anga­żo­wa­nie się świec­kich w spra­wy Kościo­ła są dla nas czymś oczy­wi­stym. Przy­pusz­czam, że bar­dzo wie­lu kato­li­ków nie wyobra­ża sobie, że mogło być kie­dyś ina­czej. W isto­cie jed­nak stan obec­ny jest wła­śnie dzie­dzic­twem Sobo­ru. Jed­no­cze­śnie jed­nak trze­ba pamię­tać, że nie jest to rewo­lu­cja w sen­sie rady­kal­ne­go odci­na­nia się od całej prze­szło­ści. Ojco­wie Sobo­ro­wi czę­sto pod­kre­śla­ją związ­ki z wcze­śniej­szą myślą. Np. w Dekla­ra­cji o wol­no­ści reli­gij­nej napi­sa­no: Sobór Waty­kań­ski bada świę­tą tra­dy­cję i naukę Kościo­ła, z któ­rych wydo­by­wa rze­czy nowe, zawsze zgod­ne ze sta­ry­mi. Cho­dzi raczej o odno­wę, usu­wa­nie nale­cia­ło­ści, zbli­ża­nie się do takie­go Kościo­ła, jakie­go pra­gnął Chry­stus, a więc o powrót do źró­deł.

Był to koniecz­ny krok wobec postę­pu­ją­ce­go rozej­ścia się Kościo­ła i świa­ta, do cze­go doszło w XIX wie­ku – mówi­li o tym m.in. prof. Ste­fan Swie­żaw­ski i bp Grze­gorz Ryś. Mimo dale­ko posu­nię­tych zmian nie zosta­ła tu prze­rwa­na cią­głość − odcię­to pew­ne skost­nia­łe for­my, zacho­wu­jąc jed­nak (a wręcz przy­bli­ża­jąc) isto­tę tego, czym jest Kościół. Bene­dykt XVI pisał o tym tak: ten pod­miot [Kościół] w mia­rę upły­wu cza­su rośnie i roz­wi­ja się, zawsze jed­nak pozo­sta­je tym samym, jedy­nym pod­mio­tem – Ludem Bożym w dro­dze.

Foto: Lothar Wol­leh

Pomysł Jana XXIII, aby zwo­łać Sobór, spo­tkał się w ówcze­snych krę­gach kurii rzym­skiej z nie­chę­cią. Skąd więc w ówcze­snym Koście­le siły do takich zmian? Moż­na tutaj mówić o sil­nej oso­bo­wo­ści Jana XXIII czy on jedy­nie poru­szył to, co tli­ło się pod sko­ru­pą?

Zwróć­my uwa­gę na dziw­ność samej sytu­acji: Jan XXIII w momen­cie, gdy wybra­no go na papie­ża (28 X 1958), miał 77 lat. Trak­to­wa­ny był jako papież przej­ścio­wy, któ­ry nie będzie wpro­wa­dzał żad­nych istot­nych zmian. Jed­nak trzy mie­sią­ce póź­niej pada z jego stro­ny zapo­wiedź zwo­ła­nia sobo­ru. Papież Jan XXIII powie­dział: Nagle i nie­ocze­ki­wa­nie powsta­ła ta myśl [o sobo­rze] w naszym pokor­nym umy­śle. […] Pew­ność, że zosta­ła ona zesła­na z nie­ba, ośmie­li­ła nas do wpro­wa­dze­nia nasze­go pokor­ne­go zamie­rze­nia w czyn.

Chrze­ści­ja­nie w tak zaska­ku­ją­cych dzia­ła­niach zwy­kli widzieć inspi­ra­cję Ducha Świę­te­go i tutaj też upa­try­wa­ła­bym źró­dła siły do zmian. Pozo­sta­jąc jed­nak przy fak­tach, trze­ba powie­dzieć, że zapo­wiedź takich myśli, jakie poja­wi­ły się na Sobo­rze, znaj­dzie­my już w pon­ty­fi­ka­cie Piu­sa XII. Na świa­to­wych Kon­gre­sach Apo­stol­stwa Świec­kich mówił on (do świec­kich wła­śnie!) „to wy jeste­ście Kościo­łem”. Ks. Andrzej Zuber­bier twier­dził wręcz, że jeśli pon­ty­fi­kat Jana XXIII i Sobór Waty­kań­ski II sta­ły się obja­wie­niem, to dla­te­go, że mało uważ­nie słu­cha­no Piu­sa XII.

Sobór Waty­kań­ski II nie był dzie­łem jed­ne­go czło­wie­ka – Jana XXIII. Prze­cież kolej­ne dekre­ty i kon­sty­tu­cje powsta­wa­ły w wyni­ku wspól­nych prac i gło­so­wań. Ziar­na myśli sobo­ro­wej musia­ły poja­wić się już wcze­śniej, takie nasta­wie­nie tli­ło się już naj­wy­raź­niej wśród ludzi Kościo­ła. W Pol­sce pre­kur­so­ra­mi Sobo­ru moż­na by nazwać śro­do­wi­sko Lasek i „Odro­dze­nia”. Moż­na też wska­zy­wać kon­kret­ne oso­by, któ­re na spo­sób „sobo­ro­wy” myśla­ły już wcze­śniej. Pol­ska z pew­no­ścią nie była pod tym wzglę­dem wyjąt­kiem.

Sobór miał zmie­nić Kościół nie tyl­ko pod wzglę­dem orga­ni­za­cyj­nym, ale przede wszyst­kim chciał nakło­nić do zmia­ny myśle­nia o wie­rze. Czy z dzi­siej­sze­go punk­tu widze­nia odniósł suk­ces?

Nie wiem, jak mie­li­by­śmy ten suk­ces mie­rzyć. Na pod­sta­wie jakichś sta­ty­styk, badań ankie­to­wych, prze­glą­du tre­ści pra­sy kato­lic­kiej i licz­by odbior­ców poszcze­gól­nych tytu­łów? Na pew­no cały czas moż­na się spo­tkać wśród kato­li­ków – zarów­no świec­kich, jak też duchow­nych – z wypo­wie­dzia­mi nie­wie­le mają­cy­mi wspól­ne­go z myślą Sobo­ru.

Jeśli cho­dzi o kon­kre­ty, mie­li­śmy obraz tego pod­czas prób prze­nie­sie­nia krzy­ża z Kra­kow­skie­go Przed­mie­ścia czy też ostat­nio na mszy pogrze­bo­wej prof. Józe­fa Sza­niaw­skie­go. Mamy tu do czy­nie­nia z prze­dziw­nym zmie­sza­niem reli­gii i poli­ty­ki, co w efek­cie daje sil­ne stę­że­nie agre­sji kie­ro­wa­nej ku kon­kret­nym ludziom. Poza taki­mi skraj­ny­mi przy­kła­da­mi jest też wie­le znacz­nie mniej spek­ta­ku­lar­nych. Obok defor­ma­cji kato­li­cy­zmu mamy też ogrom­ny obszar naj­zwy­klej­szej obo­jęt­no­ści. A przede wszyst­kim – żeby nie zatrzy­my­wać się tyl­ko na oce­nach rzu­ca­nych na zewnątrz – każ­dy z nas sta­je przed pyta­niem, jaka jest jego wła­sna wia­ra.

Dla mnie naj­waż­niej­sze jest to, że jeśli ktoś chce się w tej sfe­rze roz­wi­jać, to ma moż­li­wość, żeby to robić. Auten­tycz­ne­go życia chrze­ści­jań­skie­go – z wiel­kim naci­skiem na wła­sne doświad­cze­nie i oso­bi­ste spo­tka­nie z Bogiem – może szu­kać np. w ruchu oazo­wym czy na Dro­dze Neo­ka­te­chu­me­nal­nej. We Fran­cji roz­kwi­tły Mona­stycz­ne Wspól­no­ty Jero­zo­lim­skie, któ­re kil­ka lat temu poja­wi­ły się też w War­sza­wie. To tyl­ko kil­ka przy­kła­dów. Róż­ne ruchy i wspól­no­ty sta­no­wią wła­śnie kon­kret­ny owoc Sobo­ru. Jeśli posłu­cha­my świa­dec­twa kogoś, kto się w takiej wspól­no­cie nawra­ca, uzy­ska­my chy­ba naj­lep­szą odpo­wiedź doty­czą­cą suk­ce­sów Sobo­ru.

Nie­daw­no w jed­nym ze swo­ich arty­ku­łów pisa­łaś o zmia­nach w postrze­ga­niu kobie­ty w nauce Kościo­ła. Jaką rolę ode­grał w tym wzglę­dzie Sobór?

Sobór nie zajął się szcze­gó­ło­wo spra­wą roli kobiet w spo­łe­czeń­stwie i Koście­le, nie powstał na ich temat żaden oddziel­ny dekret ani kon­sty­tu­cja. Na koniec Sobo­ru sfor­mu­ło­wa­no jed­nak sie­dem orę­dzi: do rzą­dzą­cych, inte­lek­tu­ali­stów, arty­stów, ubo­gich, cho­rych i cier­pią­cych, robot­ni­ków, mło­dzie­ży i do kobiet wła­śnie. W orę­dziu do kobiet pada­ją sło­wa: nade­szła już godzi­na, w któ­rej powo­ła­nie nie­wia­sty reali­zu­je się w peł­ni. Godzi­na, w któ­rej nie­wia­sta swo­im wpły­wem pro­mie­niu­je na spo­łe­czeń­stwo i uzy­sku­je wła­dzę nigdy dotąd nie­po­sia­da­ną. Frag­ment doty­czą­cy kobiet znaj­dzie­my też w Kon­sty­tu­cji dusz­pa­ster­skiej o Koście­le w świe­cie współ­cze­snym: ubo­le­wać nale­ży nad tym, że pod­sta­wo­we pra­wa oso­by nie wszę­dzie są zagwa­ran­to­wa­ne. Tak bywa np., gdy kobie­cie odma­wia się pra­wa wol­ne­go wybo­ru mał­żon­ka czy sta­nu albo dostę­pu do rów­ne­go z męż­czy­zną wycho­wa­nia i wykształ­ce­nia (KDK 29).

Prze­ło­mo­wość tych słów widać np. w kon­tek­ście ency­kli­ki Piu­sa XI „Casti con­nu­bii” z 1930 r. Papież Pius XI pisał tam o tych, któ­rzy bez skru­pu­łu nisz­czą ufne i uczci­we pod­po­rząd­ko­wa­nie się żony mężo­wi, z sza­lo­ną pychą gło­szą prze­pro­wa­dze­nie eman­cy­pa­cji, a tak­że o nie­na­tu­ral­nej rów­no­ści (żony) z mężem. W tek­ście sobo­ro­wym widać już odej­ście od wizji, w któ­rej jedy­ną prze­strze­nią dzia­ła­nia kobie­ty jest jej wła­sny dom. Mowa jest o czymś znacz­nie szer­szym – o pro­mie­nio­wa­niu na spo­łe­czeń­stwo. Myśl tę roz­wi­nie póź­niej Jan Paweł II, mówiąc o potrze­bie nowe­go femi­ni­zmu i uzna­jąc zasad­ność wie­lu rewin­dy­ka­cji doty­czą­cych miej­sca kobie­ty w róż­nych śro­do­wi­skach spo­łecz­nych i kościel­nych (Vita con­se­cra­ta 57).

Foto: Lothar Wol­leh

50 lat po roz­po­czę­ciu Sobo­ru do gło­su coraz czę­ściej docho­dzą jego kry­ty­cy. Czy inte­gryzm nie sta­je się powo­li domi­nu­ją­cy w myśle­niu Kościo­ła?

Nie jestem pew­na, czy sta­je się domi­nu­ją­cy – mam wra­że­nie, że docho­dzi też do prze­bu­dze­nia śro­do­wisk, któ­re moc­no iden­ty­fi­ku­ją się z dzie­dzic­twem sobo­ru. Z pew­no­ścią jed­nak głos inte­gry­stów sta­je się moc­niej sły­szal­ny niż kie­dyś. Skąd się bie­rze to zja­wi­sko? Myślę, że duże zna­cze­nie ma tu pon­ty­fi­kat Bene­dyk­ta XVI. Jego wypo­wie­dzi, w któ­rych odci­na się od her­me­neu­ty­ki nie­cią­gło­ści i zerwa­nia z prze­szło­ścią, odbie­ra­ne są przez tra­dy­cjo­na­li­stów jako potwier­dze­nie, że Sobo­rem nie bar­dzo trze­ba się przej­mo­wać, a wręcz, że wszyst­ko powin­no zostać tak, jak było wcze­śniej.

Wyda­je się jed­nak, że Papie­żo­wi cho­dzi o coś znacz­nie głęb­sze­go – o peł­ne odczy­ta­nie doku­men­tów Sobo­ru i o to, aby nie popa­dać w skraj­no­ści, ani pro­gre­si­zmu, ani inte­gry­zmu wła­śnie. Wska­zu­ją na to m.in. jego sło­wa wypo­wie­dzia­ne pod­czas mszy w Waty­ka­nie w 50. rocz­ni­cę Sobo­ru: Odnie­sie­nie się do doku­men­tów chro­ni przed skraj­no­ścia­mi ana­chro­nicz­nych nostal­gii i gonie­nia do przo­du, i pozwa­la na uchwy­ce­nie nowo­ści w cią­gło­ści. Sobór nie wymy­ślił nic nowe­go jako przed­mio­tu wia­ry ani też nie chciał zastę­po­wać tego, co sta­re. Raczej trosz­czył się o to, aby ta sama wia­ra nadal była prze­ży­wa­na w dniu dzi­siej­szym, nadal była wia­rą żywą w zmie­nia­ją­cym się świe­cie.

W przy­pad­ku takich rocz­nic bar­dzo czę­sto sta­wia się pyta­nie o to, co z dzie­dzic­twa dane­go wyda­rze­nia powin­no być szcze­gól­nie przy­po­mnia­ne. Jaka myśl z doku­men­tów sobo­ro­wych mogła­by znów odżyć i pobu­dzić do myśle­nia?

Bar­dzo waż­ne, a nie dość jesz­cze zaadap­to­wa­ne do kościel­nej codzien­no­ści jest myśle­nie o Koście­le przede wszyst­kim jako o wspól­no­cie, Ludzie Bożym, a nie insty­tu­cji. Kon­kret­nie zna­czy to, że Kościół two­rzy każ­dy z wie­rzą­cych i od nie­go też zale­ży, jaki ten Kościół jest. Tym­cza­sem czę­sto obser­wu­ję myśle­nie kle­ry­kal­ne – i nie mam tu aku­rat na myśli tego, co ste­reo­ty­po­wo koja­rzy się z tym ter­mi­nem, czy­li śle­pe­go zapa­trze­nia w księ­ży i przy­zna­wa­nia im sta­tu­su bez­grzesz­no­ści wła­ści­wej bytom wyż­szym. Cho­dzi mi o to, że sami wier­ni nie dostrze­ga­ją swo­jej moż­li­wo­ści dzia­ła­nia, kry­ty­ku­ją np. nie­do­sta­tecz­nie roz­wi­nię­te dzia­ła­nia cha­ry­ta­tyw­ne ze stro­ny para­fii, a rzad­ko chy­ba sta­wia­ją sobie pyta­nie, czy sami nie mogli­by się tym zająć po uzgod­nie­niu tego z pro­bosz­czem.

To tyl­ko jeden przy­kład i oczy­wi­ście moż­li­wość dopusz­cze­nia świec­kich do kie­ro­wa­nia taki­mi zada­nia­mi róż­nie wyglą­da w zależ­no­ści od podej­ścia same­go księ­dza. Bo prze­cież od stro­ny duchow­nych tak­że mamy pro­blem z otwar­ciem się na ini­cja­ty­wy laika­tu. A przy­po­mnij­my, że według Kon­sty­tu­cji dogma­tycz­nej o Koście­le są takie obsza­ry, na któ­rych jedy­nie przy pomo­cy świec­kich Kościół może stać się solą zie­mi.

Czy Kościół potrze­bu­je dzi­siaj nowe­go Sobo­ru?

Sobór Waty­kań­ski II przy­niósł nam sze­ro­ką myśl, któ­ra nie zosta­ła jesz­cze w peł­ni wcie­lo­na w życie. Nie tyle więc potrzeb­ny jest kolej­ny Sobór, co głę­bo­kie prze­my­śle­nie i zasto­so­wa­nie tego, co już mamy w poszcze­gól­nych dekre­tach i kon­sty­tu­cjach. Nie zatrzy­ma­li­śmy się zresz­tą na Sobo­rze. Póź­niej­sze ency­kli­ki, wypo­wie­dzi papie­skie i doku­men­ty to tak­że jego kon­ty­nu­acja. Kwe­stie poja­wia­ją­ce się obec­nie mogą być rów­nież roz­strzy­ga­ne na takiej dro­dze, wyda­je się, że na kolej­ny Sobór jest jesz­cze za wcze­śnie.

 


Sebastian Adamkiewicz - członek redakcji portalu „Hist​mag​.org”, magister historii, doktorant w Katedrze Historii Nowożytnej Polski i Krajów Nadbałtyckich na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Łódzkiego. Autor opracowania „Mikołaj Sienicki w latach 1572-1576”.

Wolna licencja – ten materiał oraz zdjęcia zostały opublikowane na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja Hist​mag​.org i autor zezwalają na dowolny przedruk tekstu i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Hist​mag​.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.