widzimy
| 26 maja 2015 ]

Wszystkie matki nasze są

Czy ktoś nie ma pre­ten­sji do mat­ki?

Może ktoś… Przyj­mij­my jed­nak, że więk­szość ma. Nie tyl­ko do swo­jej. Mamy wie­le pre­ten­sji do matek w ogó­le. Jakie być powin­ny, nie powin­ny, co mogły­by zro­bić lepiej… Słusz­nie lub nie, wie­le mam mówi: „zosta­niesz mat­ką, to zro­zu­miesz”. Ale znacz­na część spo­łe­czeń­stwa mat­ką nie zosta­nie. Albo zosta­ła i nie­wie­le to poma­ga. I tak ma pre­ten­sje.

Myślę, że mat­ka i Bóg to dwie naj­bar­dziej obwi­nia­ne posta­ci w dzie­jach świa­ta. O ocze­ki­wa­niach wzglę­dem Boga nie będę dziś pisać. Ale o mat­ce.

Fot. Mar­cin Kie­dio

Kie­dy kobie­ta sta­je się mat­ką, a cza­sem zanim jesz­cze się sta­nie, nagle oka­zu­je się, że powin­na wszyst­ko wie­dzieć, wszyst­kich słu­chać, nie mieć żad­nych wąt­pli­wo­ści, nie narze­kać, a przy tym odpo­wied­nio wyglą­dać (według jed­nych skrom­nie i god­nie, według innych zadba­nie i atrak­cyj­nie, powin­no być widać, że jest mat­ką, albo widać być nie powin­no). Nigdy nie powin­na zosta­wiać dzie­ci, ale też nie powin­na z nimi nigdy wycho­dzić. Nie sie­dzieć w domu albo sie­dzieć w domu. Wra­cać do pra­cy albo nie. Pozwa­lać dziec­ku pła­kać albo je uci­szać.

Naj­le­piej mieć ide­al­ne dziec­ko, to by ją choć odro­bi­nę uspra­wie­dli­wi­ło. Ide­al­ne dziec­ko, któ­re śpi (nie za mało ani nie za dużo), cału­je wszyst­kich na przy­wi­ta­nie, ale nie prze­szka­dza doro­słym roz­ma­wiać, odpie­lu­cho­wa­ło się naj­le­piej przed uro­dze­niem, czy­ta i pisze jesz­cze na poro­dów­ce…

Rety, chy­ba sły­szy­cie moją fru­stra­cję?

Jestem mamą, któ­ra za bar­dzo zwa­ża na to, cze­go chcą i ocze­ku­ją od niej inni. Cza­sem nawet na to, co myślę, że może ocze­ku­ją… Myśli­cie, że jestem pew­na sie­bie i wylu­zo­wa­na? Powin­nam być? Nie, nie jestem, choć cza­sem uda­ję (bo myślę, że powin­nam).

Jestem mamą, któ­rej dziec­ko nie uspra­wie­dli­wia jej nie­do­sko­na­ło­ści. Ba, w miej­scach publicz­nych i sytu­acjach, kie­dy napraw­dę mogła­bym się nim popi­sać, wyczu­wa spi­nę i zacho­wu­je się szcze­gól­nie trud­no. Tak, nie mam wąt­pli­wo­ści, że dzie­ci pada­ją bar­dzo czę­sto ofia­rą spi­ny matek, poczu­cia rodzi­ców, że muszą coś (tu mamy całe spek­trum „cosiów”) sobą repre­zen­to­wać, by nikt nie oce­nił rodzi­ców źle… Rodzi to wie­le cier­pień i rodzi­ców i dzie­ci, i szko­dzi ich wię­zi. Chcę się z tego wyle­czyć.

Jestem mamą, któ­ra nigdy nie będzie się nada­wać do żad­ne­go żur­na­la…, któ­ra napraw­dę nie ma się czym popi­sać…

I wie­cie co? Potrze­bo­wa­łam kil­ku lat, żeby powie­dzieć sobie: „trud­no, niech sobie myślą o moim macie­rzyń­stwie, co chcą”. Nie jestem mat­ką całe­go świa­ta. Co z tego, że będą mnie oce­niać jako zbyt per­mi­syw­ną albo zbyt kon­se­kwent­ną (tak, spo­tka­łam się z obo­ma zarzu­ta­mi), co z tego, że na pew­no ktoś tam coś o mnie myśli.

Mam jed­no dziec­ko pod opie­ką (dru­gie ode­szło przed uro­dze­niem), a nie cały świat – zwłasz­cza doro­słych.

Chcę uwol­nić się od pre­sji ocze­ki­wań, jak wspa­nia­łą mat­ką będę w oczach świa­ta. Chcę być kocha­ją­cą i uważ­ną mamą mojej Ani, a – jeśli Bóg da – może jesz­cze innych dzie­ci. Chcę mieć odwa­gę być sobą i nie narzu­cać sobie ani Cór­ce tego milio­na ocze­ki­wań, kim mamy być, żeby zmi­ni­ma­li­zo­wać cudze pre­ten­sje.

Jeśli jesteś mamą, któ­ra doszła do tego wcze­śniej, cie­szę się z Tobą. Jeśli nie – tego Ci dziś wła­śnie życzę.

A wra­ca­jąc do Boga – meta­fi­zy­ka pod­kre­śla Jego jed­ność: wier­ność sobie, brak roz­dzia­łu mię­dzy tym, cze­go chce, a kim jest, mię­dzy tym, kim jest, a jak dzia­ła. Taki jest Bóg: nasz Ojciec i nasza Mat­ka (znów bez podzia­łu i roz­róż­nie­nia, bez sprzecz­no­ści). Dla nas to stan w tym życiu nie­osią­gal­ny, ale wie­rzę, że szu­ka­jąc Jego woli, korzy­sta­jąc z Jego darów, mogę być bli­żej tej har­mo­nii i jed­no­ści. Mogę być sobą – zwy­czaj­ną Agniesz­ką, któ­ra jest też mamą Ani. I któ­ra nie boi się, że nie jest ide­al­ną mat­ką całe­go świa­ta, któ­ra nie musi się wiecz­nie uspra­wie­dli­wiać, bo jest kocha­na przez Matkę/Ojca taką, jaka jest, i ma swo­je wła­sne, jedy­ne wła­sne życie.

I tego życzę każ­de­mu, czy jest albo będzie mamą, czy nie.


Tekst pochodzi z bloga „Bliska wiara”