widzimy
| 21 listopada 2012 ]

Wypasiony kandydat

Powroty w rodzinne strony lub znane albo mniej uczęszczane miejsca bywają różne. Czasem da się zaobserwować radykalne zmiany za unijną kasę, kiedy indziej obrazy przypominają raczej opisy Warszawy rodem z „Małej Apokalipsy” Konwickiego. Powszechnym czynnikiem motywującym do pracy i ulepszeń bywają wybory samorządowe. Jeśli nie mieszkamy na wsi czy w miasteczku, gdzie panuje wersja „przed tym burmistrzem rządził tylko Mieszko”, dosyć często da się zauważyć sytuację analogiczną do opisanej w Ewangelii, mówiącej o wypędzeniu z człowieka (w tym przypadku z miasta) złego ducha i jego powrocie do „domu” z siedmioma złośliwszymi towarzyszami. Gdzieniegdzie po wyborach zdarza się też podobno hurraoptymizm lub choćby radość z odzyskanego śmietnika. Mnie osobiście najbardziej znana jest wersja pierwsza – zaobserwowana zarówno na Lubelszczyźnie, jak i później, na Mazowszu.

Chciałabym jednak wspomnieć o człowieku z Krasnegostawu, który wyborczej mety z napisem „Wybory Samorządowe 2010” (wydarzenie niby zamierzchłe, problem jednak niezmienny – cierpliwości) nie przekroczył jako zwycięzca, w kampanii przedwyborczej zaserwowawszy potrawę o wiele smaczniejszą od kiełbasy. Mariusz Kargul, bo tak mu na imię i nazwisko, listę obietnic przedstawił niedługą. Nie zaoferował wszystkim dzieciom placów zabaw, emerytom podwyżek, młodym abiturientom miejsc pracy, a obywatelom 50+ darmowej opieki medycznej i karnetów na fitness. Co więcej, nawet pies z kulawą nogą nie mógł się choć przez chwilę poczuć nieco bardziej zaopiekowany, ponieważ kandydat i o nim nic nie wspomniał. Mariusz Kargul nie zaplanował również uzdrowienia rzeki Wieprz z zanieczyszeń ani stymulacji wzrostu gospodarczego w powiecie krasnostawskim – choć zapewne na wszystkie te tematy ma własne zdanie. Zajął się tylko jedną rzeczą – swoją strefą wpływu. Czyli tym, za co realnie może odpowiadać, co może obiecać i z czego się wywiązać. Otóż, jak sam przyznał, na swój wiek i wzrost waży za dużo, a tryb życia, jaki wiedzie, nie należy do najzdrowszych, o czym lokalni czytający mogli przekonać się chociażby z lektury jego debiutanckiego tomiku poezji „Niewczesny pogrzeb wierszoroba”. I oto kandydat zapowiedział, że po objęciu mandatu zawrotną kwotę diety przeznaczy na rozwój kultury, a sam przejdzie na dietę odchudzającą. By nie być gołosłownym, dodał, że sprawdzanie postępów w realizacji obietnic przedwyborczych odbywać się będzie w sposób jawny i dostępny wszystkim – na rynku w Krasnymstawie. Zatem inwestycja w kandydata to 2,50 zł potrzebne na centymetr krawiecki, by móc własnoręcznie co miesiąc zmierzyć interesujące wyborcę obwody i zweryfikować prawdomówność Kargula. „A szczuplejszy radny to zdrowy radny, co może się tylko przełożyć na jakość życia w mieście. Jest wtedy po prostu więcej przestrzeni egzystencjalnej dla innych i tlenu w powietrzu” – zadeklarował wypasiony kandydat.

Do rady miasta jednak się nie dostał. Prawdopodobnie Krasnystaw nie potrzebuje większej dawki tlenu w powietrzu lub być może niewielu głosujących tam jeszcze w ogóle oddycha. W każdym razie krajanka niniejszym pragnie przekazać kandydatowi nagrodę w postaci głasku za gotowość zdystansowania się do ego i wzięcia odpowiedzialności za to, na co realnie ma on wpływ. A także umożliwienia wyborcom samodzielnego (i własnoręcznego!) weryfikowania słuszności postawionego krzyżyka. Mogłoby za nim pójść zmartwychwstanie sensu lokalnych wyborów.