lokum
| 18 czerwca 2012 ]

Groole, czyli ziemniak na nowo

Zasadniczo ziemniaki leżą z boku. W dodatku. A co gdybyśmy przenieśli je na środek talerza? Ba! Gdybyśmy na talerzu nie mieli nic ponadto? Sprawdźmy… W ten sposób znaleźliśmy się w Groolach, knajpie ziemniakami stojącej.

Standardowa porcja to dwa pokaźnej wielkości ziemniaki z serem i masłem. Dodatki wybieramy sami, w różnych kategoriach cenowych: po prostu jogurt lub śmietana, bryndza ze szczypiorkiem, a może bardziej złożone: kurczak w curry lub kiełbasa w pomidorach? Czy zupełnie już szaleńczo: paluszki krabowe z cukinią albo łosoś z kleksem śmietany. Ceny, jak można prześledzić na stronie Grooli, dowodzą, że i w Warszawie można zjeść tanio, nie tylko w barze mlecznym, ale także w miejscu o wyjątkowo sympatycznym, prostym i niepretensjonalnym dizajnie. Wnętrze lokalu świadczy zresztą o poczuciu humoru właścicieli − na ścianie widnieje kartka z napisem „Tu będzie nasze logo”, a na suficie przeczytamy: „Ta belka będzie biała”.

W kategorii „napoje” obok herbaty mrożonej, kefiru, soków znajdziemy na razie dość wąski, ale satysfakcjonujący wybór piw (dziękujemy! nie tylko piwa z dużych browarów). Podniebienie cieszy „Viva la Wita” browaru Pinta z aromatem cytrusów (skórki pomarańczy w składzie!), orzeźwiająca i mniej mulista od standardowych pszeniczniaków. Zaskoczenie to Pinta „Dobry Wieczór” − według opisu z etykiety, o smaku ciastka czekoladowego posypanego płatkami owsianymi. Gremialnie Dywiz wyczuł w niej przede wszystkim wyraźny posmak kawowy, co czyni ją świetnym podkładem pod deser. Słodyczy na razie w Groolach brak i to byłby jedyny wypatrzony przez nas mankament. Od czego jednak cała knajpiana okolica? Dywiz wędruje dalej.