widzimy
| 22 marca 2014 ]

Zakonnica, mikrofon i małpki

Komentarz Jarosława Dudycza na temat występu s. Cristiny w The Voice of Italy pożyczamy za jego zgodą z Facebooka

Ta śpiewająca zakonnica, którą sobie od czwartku pokazuje katolicki fejsbuk, jest naprawdę bardzo utalentowana i miła. Ale pokazywanie tego filmiku w pobożnościowej otulinie, mówienie, że to wyraz wiary i odwagi, przyznanie się do Jezusa (jak gdzieś przeczytałem), to już jest surrealizm. Dochodzimy pomału do tego, że dla Polaków wszystko, co robią ludzie wierzący, jest składaniem świadectwa, a co za tym pewnie idzie: każda niezgoda na pomysły wierzących to jest prześladowanie.

I jeszcze jedna kwestia. Zastanawiam się, dlaczego traktować zakonnicę jak zjawisko. Przecież to normalna dziewczyna, która chce robić normalne rzeczy i niekoniecznie oczekuje nadętych interpretacji. Uważam, że ją potraktowano jak małpkę w zoo, która umie liczyć banany i trzeba ją prezentować wszem wobec, rozdziawiając przy tym buzię: „Łaaaa, ona umie robić sztuczki, ale jaja!”. No tak, bo normalnie zakonnice nie śpiewają. Są smutne, szare i brzydkie.

Najwyraźniej wychodzi z nas głęboko skrywane poczucie, że życie zakonne jest dziwactwem. Poczucie na co dzień maskowane ideologicznym ględzeniem, jak ważne dla Kościoła i świata jest to powołanie. Powołanie niby ważne, ale jednak zakonnica na rowerze czy z mikrofonem ciągle szokuje osiedlową dzieciarnię. Piękno zakonnej misji zdaje się być zatem pewnym konstruktem tylko, a w istocie mamy zakonnice za wybrakowane.

Inne teksty o s. Cristinie w magazynie „Dywiz”:
Ewa Kiedio, „Talentom śmierć”
Juliusz Gałkowski, „Mikrofon i posłuszeństwo”