kuriozum
| 25 marca 2014 ]

Zapłacę kartą

Bar­dzo fra­pu­ją­cy jest pro­blem inte­re­sow­no­ści wia­ry, trak­to­wa­nia reli­gii jako jed­ne­go z wie­lu narzę­dzi opty­ma­li­zo­wa­nia życia. Sami zara­bia­my na auta i miesz­ka­nia, sami wycho­wu­je­my dzie­ci, a Boga loku­je­my w tym wszyst­kim tyl­ko jako narzę­dzie pomo­cy. To my usta­la­my hie­rar­chię war­to­ści, my jeste­śmy archi­tek­ta­mi życia, a Bóg ma to nam zatwier­dzić i poprzeć. Wyzna­cza­my Bogu rejo­ny aktyw­no­ści: my pra­cu­je­my, by mieć pie­nią­dze na chleb i waka­cje, ale Bóg ma nam zała­twić zdro­wie, by się ta pra­ca uda­ła. Nie widać tu Bożej trans­cen­den­cji, świa­ta, któ­ry Bóg chciał­by nam odsło­nić.

W tej rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rej Bóg jest wyłącz­nie wygod­nym dodat­kiem do życio­wej prag­ma­ty­ki, roz­mo­wa Jezu­sa z nie­wi­do­mym wyglą­da tak:

Jezus zapy­tał: „Co chcesz, abym ci uczy­nił?”. Odpo­wie­dział: „Panie, abym przej­rzał. Za wszyst­ko inne zapła­cę kar­tą Master­Card”.