widzimy
| 17 czerwca 2015 ]

Zdążyłam… Nie zdążyłam…

Zdą­ży­łam… ale nie zdą­ży­łam… – ta fra­za wypeł­nio­na w róż­ny spo­sób ma szan­sę zado­mo­wić się w zbio­rze pol­skich klu­czo­wych powie­dzo­nek począt­ku XXI wie­ku, tak jak słyn­ne „Sor­ry, taki mamy kli­mat”. Spot przy­go­to­wa­ny przez Fun­da­cję Mamy i Taty docze­kał się już licz­nych prze­ró­bek w for­mie memów i rysun­ków saty­rycz­nych, nie­rzad­ko fak­tycz­nie śmiesz­nych i traf­nie wska­zu­ją­cych pro­ble­my spo­łecz­ne, nie­da­ją­cych jed­nak z regu­ły poczu­cia, że ich twór­cy zro­zu­mie­li prze­sła­nie spo­tu. To samo moż­na powie­dzieć o fali kry­ty­ki, któ­ra wyla­ła się na jego auto­rów.

Kampania „Nie odkładaj macierzyństwa na potem”

Przez ostat­ni tydzień mówi­ło się o tym, że spot obra­ża uczu­cia kobiet, któ­re z jakichś przy­czyn (psy­chicz­nych czy np. bra­ku środ­ków mate­rial­nych) nie mogą się zde­cy­do­wać na dziec­ko czy też nie mogą go mieć z przy­czyn zdro­wot­nych (bez­płod­ność). Mał­go­rza­ta Fusza­ra, peł­no­moc­nicz­ka rzą­du ds. rów­ne­go trak­to­wa­nia, wysto­so­wa­ła do Fun­da­cji Mamy i Taty pismo, w któ­rym zarzu­ci­ła kam­pa­nii ste­reo­ty­pi­za­cję: „Prze­kaz o macie­rzyń­stwie jako domi­nu­ją­cej roli kobie­ty jest opar­ty na ste­reo­ty­po­wym zało­że­niu, że natu­ral­nym pra­gnie­niem wszyst­kich kobiet jest posia­da­nie dziec­ka. Reflek­sja opar­ta o takie zało­że­nie depre­cjo­nu­je kobie­ty, któ­re wybie­ra­ją inny model swo­je­go życia”.

Eli­za Micha­lik w swo­im tek­ście pt. „Żału­ję, że ktoś w Mamie i Tacie upadł na gło­wę” posu­nę­ła się nawet do obra­ża­nia wszyst­kich, któ­rzy zde­cy­do­wa­li się na dziec­ko: „Jedy­ny spot jaki powin­ni­ście w tej waszej fun­da­cji nakrę­cić, to spot o pol­skich posłach, ludziach usta­la­ją­cych tak bez­den­nie nie­ludz­kie, nie­lo­gicz­ne i nie­spra­wie­dli­we pra­wo, tak nie­lo­gicz­ne i znie­chę­ca­ją­cy ramy codzien­ne­go życia, że żeby uro­dzić, trze­ba zgłu­pieć jesz­cze bar­dziej niż Wy, publi­ku­jąc swo­je fil­mo­we arcy­dzie­ło” (cie­ka­we, kie­dy Mał­go­rza­ta Fusza­ra wysto­su­je do Eli­zy Micha­lik ade­kwat­ne pismo z upo­mnie­niem za tak nie­rów­ne trak­to­wa­nie matek i nie­ma­tek).

Uogól­nia­jąc wszyst­kie te gło­sy: spot jest opre­syj­ny, obraź­li­wy, przy­mu­sza do rodze­nia wbrew woli, jest strasz­ny, głu­pi, krzyw­dzą­cy i nie­bez­piecz­ny. Spójrz­my więc spo­koj­nie na sam film Fun­da­cji Mamy i Taty. Na mar­gi­ne­sie pozo­sta­wiam kwe­stie for­mal­ne: pre­ten­sjo­nal­ny głos z offu i mar­ną grę aktor­ską – to nie one prze­cież sta­ły się przed­mio­tem kry­ty­ki.

 

Spot daje jasne wska­zów­ki, jaka jest jego gru­pa doce­lo­wa. Eks­klu­zyw­ne wnę­trze i wymie­nio­ne przez boha­ter­kę fil­mu aktyw­no­ści (zdą­ży­łam zro­bić spe­cja­li­za­cję i karie­rę, zdą­ży­łam być w Tokio i w Pary­żu, zdą­ży­łam kupić miesz­ka­nie i wyre­mon­to­wać dom) pozwa­la­ją stwier­dzić, że skie­ro­wa­ny nie jest bynaj­mniej do kobiet, któ­re przed uro­dze­niem dziec­ka powstrzy­mu­je życie na skra­ju ubó­stwa czy trau­ma psy­chicz­na. Tym bar­dziej nie są jego adre­sat­ka­mi kobie­ty, któ­re sta­ra­ły się o dziec­ko odpo­wied­nio wcze­śnie, ale prze­szko­dzi­ły im w tym kwe­stie zdro­wot­ne. Auto­rzy spo­tu wyraź­nie zwra­ca­ją się do kobiet, któ­re decy­zję o macie­rzyń­stwie odkła­da­ją na póź­niej ze wzglę­du na pra­gnie­nie osią­gnię­cia pew­ne­go sta­tu­su spo­łecz­ne­go i mate­rial­ne­go – potrze­bę wcze­śniej­szej reali­za­cji w innych dzie­dzi­nach. Wyda­je się, że pod­sta­wo­wym błę­dem w dys­ku­sji o kam­pa­nii Fun­da­cji Mamy i Taty było złe odczy­ta­nie przez odbior­ców tego, kto jest gru­pą doce­lo­wą, czy wręcz brak reflek­sji nad tą kwe­stią i ata­ko­wa­nie na oślep.

Pozo­sta­ją jesz­cze kobie­ty, któ­re fak­tycz­nie mają pod­sta­wy, by przy­pusz­czać, że to do nich skie­ro­wa­ny jest spot. Gdzie tu jed­nak opre­sja i obra­ża­nie? Gdzie odbie­ra­nie wol­no­ści? Spot mówi tyle: być może znaj­dziesz się w takiej sytu­acji, że na dziec­ko będzie za póź­no. Być może będziesz żało­wać swo­ich decy­zji. Moż­na się nad tym zasta­no­wić. Moż­na też sobie spo­koj­nie odpo­wie­dzieć, np.: Wiem, co robię, wca­le nie chcę mieć dziec­ka (tak jak dekla­ro­wa­ły kobie­ty obu­rzo­ne spo­tem, któ­re jed­nak robi­ły to w zupeł­nie innym tonie, dale­kim od spo­ko­ju). Czło­wiek wol­ny i świa­do­my sie­bie potra­fi skon­fron­to­wać się z pro­po­no­wa­ny­mi mu tre­ścia­mi, po czym jeśli się w nich nie odnaj­du­je, to o spo­cie zapo­mi­na, pozwa­la­jąc mu dzia­łać wobec tych, któ­rym napraw­dę jest potrzeb­ny i któ­rych może dopro­wa­dzić do pozy­tyw­nej dla nich zmia­ny decy­zji.

Tutaj mały wtręt oso­bi­sty. Jako kobie­ta, któ­ra zde­cy­do­wa­ła się na dziec­ko dość póź­no, w wie­ku 30 lat, a pod­ję­cie się roli mat­ki odwle­ka­ła m.in. wła­śnie z powo­dów sytu­ują­cych mnie wśród adre­sa­tek kam­pa­nii, muszę wyra­zić swo­ją wdzięcz­ność wobec tych, któ­rzy przy­po­mi­na­li mi, że czas na rodze­nie dzie­ci jest ogra­ni­czo­ny – tych, któ­rzy robi­li to w spo­sób nie­na­chal­ny i nie naci­ska­li, ale dawa­li do myśle­nia. Sądzę, że te cechy speł­nia tak­że spot Fun­da­cji Mamy i Taty.

Dys­ku­sja wokół kam­pa­nii „Nie odkła­daj macie­rzyń­stwa na potem” wyda­je się mieć posmak non­sen­su podob­ny do tego, jaki mia­ły­by pro­te­sty wobec kam­pa­nii spo­łecz­nej pro­mu­ją­cej bie­ga­nie – rze­ko­mo obu­rza­ją­cej, bo prze­cież nie każ­dy może bie­gać i nie każ­dy też ma na to chęć. Dla­cze­go zmu­sza się nas do bie­ga­nia? Dla­cze­go pięt­nu­je się za to, że nie bie­ga­my?! Opre­sja czai się wszę­dzie… jeśli tyl­ko wszę­dzie jej sami szu­ka­my.

Oczy­wi­ście są tema­ty zwią­za­ne z macie­rzyń­stwem, któ­re w spo­cie Fun­da­cji Mamy i Taty nie zosta­ły poru­szo­ne, m.in. to, jak waż­ne jest wspie­ra­nie kobie­ty przez ojca dziec­ka, oraz pomoc ze stro­ny pań­stwa. Z pew­no­ścią są to dwa istot­ne punk­ty, któ­re pozwa­la­ją nie tyl­ko zde­cy­do­wać się na macie­rzyń­stwo, ale tak­że połą­czyć je ze zro­bie­niem spe­cja­li­za­cji, kup­nem miesz­ka­nia i jeśli nie wypra­wą do Tokio, to przy­naj­mniej wcza­sa­mi w Zako­pa­nem. Dobrze jeśli kam­pa­nia wywo­ła ruch w tę stro­nę, aby ci, któ­rzy przej­mu­ją się kwe­stią odkła­da­nia macie­rzyń­stwa, two­rzy­li gru­py naci­sku w kwe­stii poli­ty­ki pro­ro­dzin­nej. Wiel­ka ener­gia, z jaką publi­cy­ści i oso­by nie­rzad­ko wyso­ko posta­wio­ne kry­ty­ko­wa­ły spot, mogła­by zwró­cić się w tym wła­śnie kie­run­ku. A wła­ści­wie „mogła była” już w zeszłym tygo­dniu. Z korzy­ścią dla wszyst­kich.