myslimy
| 8 stycznia 2015 ]

Zobaczę, że jestem jak Piotr

Dyskusja o metodzie ojca Szustaka − część 2

Nasłuchałam się w swoim życiu kazań i rekolekcji o. Adama Szustaka (pewnie jak większość przez internet). Jeśli przyjąć za św. Pawłem, że Kościół tak jak ciało składa się z różnych członków, to z przymrużeniem oka można by powiedzieć, że o. Szustak jest szczęką Kościoła. Najpierw sam trawi nieco Słowo Boże, lekko je rozmiękcza, opatrując komentarzem, i taki pokarm – trochę już przetrawiony − podsuwa słuchaczom swoich audycji czy uczestnikom rekolekcji.

Wyjaśnianie Pisma Świętego to w Kościele nic nowego. Religijni nauczyciele, kaznodzieje robią to od wieków; sam Jezus wyjaśniał Pisma uczniom idącym do Emaus. Problem może powstać, gdy spytamy o granice interpretacji Świętej Księgi.

Sposób interpretacji Słowa przez o. Szustaka kwestionuje w swoim tekście Jarosław Dudycz. W dużym skrócie, w autorze wątpliwości budzi – jak sam określa – metoda „psychoanalizy” stosowana przez o. Szustaka. Od razu powiem, że to, co w Dudyczu rodzi niepokój, we mnie wywołuje zachwyt. „Jego kazania, homilie i rekolekcje to system, w którym pojawia się zadziwiająco duża liczba znaków równości pomiędzy światem biblijnym a naszym” − pisze Dudycz. Odpowiem: W końcu! Znalazł się ktoś, dzięki komu do tysięcy osób dotarło, że Pismo Święte nie jest martwą literą, jedynie kroniką czy zbiorem opowiadań o dawno minionych czasach.

Dudycz zarzuca o. Szustakowi m.in., że do tekstów biblijnych podchodzi jak do literatury pięknej, interpretując „fakty” (np. spotkanie Mojżesza z krzewem gorejącym) metaforycznie, doszukując się drugiego dna znaczeń. To jednak Dudycz popełnia błąd, traktując wydarzenie opisane w Pięcioksięgu niczym w kronice wydarzeń we współczesnym rozumieniu tego słowa. To anachronizm.

Pismo Święte jest literaturą choćby w tym sensie, że jego teksty powstawały w danej tradycji, w której do opisu rzeczywistości (także stanów wewnętrznych człowieka) posługiwano się określonymi formami, symbolami (choćby symboliką liczb) czy metaforami. Nie łudźmy się, że znaczenie tekstu spisanego kilka tysięcy lat temu będzie dla nas współczesnych przejrzyste. To, co mamy w ręku, to tekst. Nie mamy więc dostępu do samego wydarzenia – tego, co nazwalibyśmy faktem. Problem w tym, że ten tak stary tekst o tyle odsłania sens, o ile też go zasłania. Ten, kto chce go zgłębić, musi wykonać tytaniczną pracę polegającą na przebiciu się przez dystans językowy, czasowy, kulturowy, który od tekstu (czy samego wydarzenia) dzieli.

Robi to częściowo o. Szustak w swoich komentarzach do Słowa. Nie jest rasowym egzegetą czy biblijnym hermeneutą, ale kaznodzieją, dlatego nie oczekujmy naukowej precyzji. Szukanie oryginalnego znaczenia słów użytych w biblijnym tekście, próba przebicia się przez wymiar tekstu, który jest zagadką i tajemnicą, to najczęściej punkt wyjścia dla rozważań o. Szustaka – przyznaję, nawet jak na moje zmysły, czasami dość swobodnych interpretacji. Jednakże teza, że krzew w Księdze Wyjścia symbolizuje samego Mojżesza „duchowo suchego, marnego i jałowego” (autor nie podaje, z której konferencji o. Szustaka wziął przykład) nie jest wcale niedorzeczna. Ojciec Szustak być może jest bliżej prawdy tego tekstu, prawdy o opisanym w Biblii wydarzeniu, niż Dudycz mógłby przypuszczać.

Inaczej ma się sprawa z Nowym Testamentem, którego teksty – zwłaszcza Dzieje Apostolskie czy listy − są nam dużo bliższe i nie stawiają aż tak wielu pytań o interpretację. Myślę, że większość czytelników Dziejów Apostolskich intuicyjnie uzna, że ma do czynienia z opisem faktów w rozumieniu jak najbardziej współczesnym. Dudycz w swoim tekście obawia się, że „metody psychoanalizy” mogą prowadzić do kwestionowania historyczności uznawanych przez Kościół wydarzeń. Nie przypominam sobie jednak, by o. Szustak kwestionował to, że Jezus zmartwychwstał, a Szaweł w drodze do Damaszku został faktycznie, a nie metaforycznie oślepiony, usłyszał głos Jezusa i w rezultacie nawrócił się.

Z tego, co w lekturze Pisma Świętego wydawało mi się zawsze oczywistą praktyką, Dudycz czyni kolejny zarzut. Chodzi o „stawianie znaków równości między światem biblijnym a naszym”. Przecież nie tylko stawianie znaków równości, ale wręcz stawianie się w miejscu postaci biblijnych czy w centrum opisywanych w Biblii wydarzeń jest znane przynajmniej od kilku wieków i praktykowane w Kościele w medytacjach ignacjańskich.

Ojciec Szustak przybliża biblijne postacie i wydarzenia, tworząc tło i kontekst do medytacji, w które włącza swoich słuchaczy. Czerpie prawdopodobnie z wielu źródeł, ale o te należałoby spytać samego o. Szustaka. Nazywanie tej metody „psychoanalizą” jest chyba jednak na wyrost.

Święty Paweł pisze w Liście do Hebrajczyków: „żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca”. Takie działanie Słowa jest możliwe, gdy opisane wydarzenie, użyty zwrot czy postać pokazują mi prawdę o moim życiu.

Jeden ze znajomych księży, który od lat medytuje Słowo Boże, mówi, że działa ono jak miecz obosieczny, gdyż osądza i daje nadzieję. Osądza, gdy np. zobaczę, że jestem jak Piotr, który zaparł się Jezusa. Jednocześnie też daje mi nadzieję, że – tak jak w przypadku Piotra – mój grzech nie stanowi bariery dla Jego miłości. Zaznaczę, że chodzi o faktyczne doświadczenie (co prawda duchowe, ale jednak), a nie metaforyczne. Słowo jest żywe, jeśli funkcjonuje w Kościele nie tylko jako zapis historycznych wydarzeń, ale także prowadzi do nawrócenia, przemiany życia.

Ewangelia jest za duża na jedną głowę, dlatego trzeba ją „spożywać” we wspólnocie Kościoła – to kolejny cytat ze wspomnianego kapłana. Ojciec Szustak jest jednym z wielu, którzy głoszą Słowo w ten lub podobny sposób (mam wrażenie, że wielokrotnie czerpie np. z o. Augustyna Pelanowskiego). Chyba nikt nie twierdzi (przynajmniej oficjalnie), że ma monopol na prawdę. Treść jego komentarzy jest wypadkową doświadczenia wiary, doświadczenia życiowego, przeczytanych książek, wrażliwości, czasu spędzonego na medytacji, nieraz też pewnie pomyłek i przejęzyczeń. Ludzka rzecz.

Artykuł stanowi odpowiedź na tekst Jarosława Dudycza „Między teologią a psychologią − manowce ojca Szustaka”. Pozostałe teksty w dyskusji: